Słuchaj, muszę ci coś opowiedzieć pewnie nikt o tym nie wie, ale parę ładnych lat temu Wiesz, jak to dzieciak, głowa pełna głupot. Miałem wtedy z osiem lat, a czasy były takie sobie, bieda, ledwo starczyło na kromkę chleba z pasztetową. Co niektórzy w telewizji pokazywali zagraniczne wczasy, a my marzyliśmy, żeby w domu było coś słodkiego do herbaty.
Każdy wtedy jakoś sobie radził. No, ale wracając w prezencie od wujka Andrzeja, brata mamy, dostałem owczarka niemieckiego. Radość niesamowita, nawet teraz, jak to wspominam, robi mi się ciepło na sercu. Suczka, nazwałem ją Miłka. Od razu mnie pokochała, rozumiała bez słów, patrzyła w oczy i tylko czekała, aż coś powiem.
Leżeć mówiłem jej po cichutku, a ona jak cień opadała na ziemię i patrzyła tak, jakby dla mnie mogła zrobić wszystko.
Baczność! komenderowałem żartem, to stawała na krótkich łapkach i z przejęciem obserwowała, gotowa na mały smakołyk.
A ja, wyobraź sobie, nie miałem nawet kromki chleba, żeby ją jakoś nagrodzić. W domu bieda, wiadomo jak jest. Takie były te lata.
Wujek Andrzej czasem przychodził i raz powiedział mi pół żartem pół serio:
Nie martw się, Karol, zobacz, jak ona ci wierna. Wiesz co, spróbuj ją komuś sprzedać dostaniesz trochę grosza, po czym cicho zawołaj, ona ucieknie i wróci do ciebie. Nikt się nie zorientuje a będziesz miał parę złotych na przekąski i dla siebie, i dla mamy, i dla niej coś się znajdzie. No Posłuchaj wujka, ja wiem, co mówię.
A dzieciak, wiadomo, coś głupiego podsłyszy i już w głowie snuje plany. Będzie trochę śmiechu, coś nowego do spróbowania, nie widziałem wtedy w tym nic złego w końcu dorosły poradził.
Przytulając Miłkę do ucha, naszeptałem jej, żeby się nie bała że to taki żart, że jak coś, to ją zaraz zawołam i ucieknie ze mną do domu.
I ona rozumiała! Zamerdała ogonem, jakby chciała powiedzieć, że się zgadza.
Następnego dnia nałożyłem jej obrożę i poszliśmy na targ obok dworca. Tam zawsze było gwarno: tu ktoś sprzedawał świeży chleb, tu ogórki kiszone albo jabłka z sadu.
Ledwo pociąg przyjechał, ludzie się rozeszli po warzywa i owoce. Stałem z Miłką z boku, nikt nawet nie podchodził, aż nagle podszedł do mnie facet w roboczym płaszczu, spojrzał i pyta:
Ty, chłopcze, kogoś czekasz czy psa sprzedajesz? Ładna sztuka, kupię, ile chcesz?
I zanim się obejrzałem, wcisnął mi do ręki sto złotych. Przekazałem mu smycz, Miłka machała ogonem, kichnęła radośnie. Nachyliłem się i szepnąłem jej do ucha, żeby szła z nim, ale ma czekać na mój znak.
Poszli kawałek dalej, a ja schowałem się za kioskiem i obserwowałem, dokąd zabiera moją Miłkę
Wieczorem w domu pojawiłem się z bochenkiem chleba, kawałkiem schabu i uwierz! prawdziwą czekoladą. Mama od razu patrzy podejrzliwie:
Skąd to masz, Karol, nie ukradłeś czegoś?
Nie, mama, pomogłem jednej pani przenieść zakupy trochę mi zapłaciła, to kupiłem.
No dobrze, synku, idź spać, widzę, że pewno zmęczony, jutro się wszystkim zajmiemy.
Nawet nie spytała o Miłkę dla niej to był tylko pies. Wujek Andrzej następnego dnia, jak zwykle z rana wpadł, gdy szykowałem się do szkoły, choć mi w głowie tylko jedno lecieć po Miłkę.
No co, Karol, sprzedałeś przyjaciela? Widzisz, mówiłem, że tak lepiej! zaśmiał się, poklepał mnie po głowie, a mi od środka wszystko się przewracało. Całą noc nie spałem, ani kęsa nie zjadłem.
I wtedy zrozumiałem, jakie to było głupie. Teraz już rozumiem, czemu mama nie lubiła wujka Andrzeja.
On ci głupot naopowiada, nie słuchaj go, synu mawiała.
Wziąłem plecak i ze łzami w oczach wybiegłem z domu. Do nowego domu Miłki były jakieś trzy ulice, ale poleciałem ile sił w nogach.
A ona tam, za wysokim parkanem, przywiązana grubym sznurem. Zacząłem ją wołać, a ona tylko patrzyła na mnie z żalem, położyła łebek na łapach, ogonem lekko zamachała, ale nawet szczeknąć nie mogła.
Oddałem ją. Myślała, że to gra, a dopiero potem dotarło do niej, że naprawdę ją sprzedałem.
Wyszedł właściciel i fuknął coś do Miłki. Skuliła się, ogon pod siebie. Zrozumiałem wtedy, że nabroiłem na dobre.
Zacisnąłem zęby i poszedłem na dworzec, pomagałem ludziom z siatkami. Dostawałem za to parę złotych, aż uzbierałem tyle, ile mi dał tamten mężczyzna. Wieczorem zebrałem odwagę, przeszedłem przez pół osiedla i zapukałem do znajomej furtki. Otworzył mi ten facet:
Co chcesz, chłopcze?
Chciałbym odkupić psa Proszę, tu są te pieniądze, naprawdę żałuję
Popatrzył na mnie, zmrużył oczy, nic nie mówił długo. W końcu wziął pieniądze, odwiązał Miłkę i rzucił tylko:
Bierz ją, bo tylko za tobą tęskni, ze stróżowania będzie nici. Ale zobaczysz, nie wiem, czy ci wybaczy.
Miłka popatrzyła na mnie rozumiesz jakby chciała powiedzieć: “I co teraz?” A potem powolutku podeszła, polizała mnie po ręku i wsadziła łeb pod moją kurtkę, jakby chciała się schować.
Od tamtej pory minęło już tyle lat, a ja dobrze zapamiętałem choćby dla żartu, przyjaźni się nie sprzedaje.
Mama się naprawdę ucieszyła:
A już się bałam, co z naszą Miłką! Przyzwyczaiłam się, nasza jest!
A wujek Andrzej? Rzadziej zaczynał do nas wpadać, a my już nie śmialiśmy się z jego żartów.



