Sprawiedliwy układ

Justyna odchodziła powoli i boleśnie. Jej zmęczony ciągłą chemioterapią organizm nie walczył już z chorobą. Sama Justyna marzyła tylko o tym, by uwolnić się od cierpień, które prześladowały ją od miesięcy. Środki przeciwbólowe trzymały ją w półśnie, czasem wynurzała się na powierzchnię świadomości, by zaraz znów zanurzyć się w kojącej mgle zapomnienia.

Zosia wracała ze szkoły, wchodziła do pokoju przesiąkniętego zapachem ciężko chorego człowieka i wpatrywała się w mamę długo i uważnie. Mama nie przypominała już tej dawnej, śmiejącej się i radosnej. Leżała z zamkniętymi oczami, a Zosia wytężała wzrok, śledząc ruchy koca na piersiach – czy oddycha.

“Mamo. Mamo, słyszysz mnie?” – wołała Zosia.

PowiekJustyna drgnęła lekko, ale nie była w stanie otworzyć oczu, a babcia Halina zabrała Zosię do kuchni, by nakarmić ją gorącą zupą pomidorową i pomóc odrobić lekcje, podczas gdy świat za oknem płynął dalej, nieświadomy ich cichej tragedii.

Rate article
Fajna Tajna
Sprawiedliwy układ