Sprawa wygląda tak: niedługo mamy gości, więc musicie gdzieś na chwilę zniknąć.

Sprawa wygląda tak, że niedługo przyjdą do nas goście, więc musicie gdzieś wyjść. Sami rozumiecie, że z wami nie będzie żadnego święta. Synku, to gdzie mamy iść? Nie mamy tu nikogo zapytała matka. No, skąd mam wiedzieć? Sąsiadka ze wsi kiedyś was zapraszała, to jedźcie.

Wiktora i Krystyna już sto razy żałowali, że posłuchali syna i sprzedali swój dom.

Może było im tam ciężko, ale to był ich dom. Byli u siebie. A tutaj?

Balili się wychodzić z pokoju, by nie rozgniewać synowej Ewy. Drażniło ją dosłownie wszystko. Jak chodzą w kapciach, jak piją herbatę, jak jedzą.

Jedyną osobą w mieszkaniu, dla której byli potrzebni, był wnuk Tomek.

Przystojny, dorosły chłopak, który kochał swoich dziadków do szaleństwa. Gdy matka podnosiła na nich głos w jego obecności, natychmiast reagował.

A syn Marek? Albo bał się żony, albo mu było wszystko jedno. Nigdy nie stanął w obronie rodziców.

Tomek często jadał kolację z babcią i dziadkiem. Tyle że rzadko bywał w domu. Był na praktykach i mieszkał w akademiku niedaleko pracy. Przyjeżdżał tylko na weekendy.

Staruszkowie czekali na wnuka jak na święto. A tu i Nowy Rok za pasem. Tomek przyjechał wczesnym rankiem, tylko po to, by złożyć życzenia.

Wszedł do pokoju dziadków.

Przyniósł im ciepłe skarpety i rękawiczki. Wiedział, że zawsze marzną, więc chciał ich ucieszyć. Dziadkowi zwykłe, babci haftowane.

Krystyna przytuliła rękawiczki do twarzy i rozpłakała się.

Babciu, co się stało? Nie podobają ci się?

Ależ podobają, kochanie. To najpiękniejsze, jakie miałam w życiu.

Przytuliła wnuka i pocałowała. Tomek zaczął całować dłonie babci. Robił to od dzieciństwa. Jej ręce zawsze pachniały jabłkami, ciastem, a najbardziej ciepłem i miłością.

Trzymajcie się tu beze mnie trzy dni. Wrócę po sylwestrze.

Odpocznij, wnusiu powiedziała babcia. Poczekamy.

Tomek spakował torbę, pożegnał się i wyszedł. Staruszkowie wrócili do swojego pokoju.

Po godzinie usłyszeli, jak Ewa krzyczy na męża, że zaraz przyjdą goście, a w domu są starzy. Niech gdzieś ich wyślą. Wstyd przed ludźmi, nie można się zrelaksować.

I gdzie potem położą gości spać? Marek próbował coś odpowiedzieć, ale Ewa nawet słuchać nie chciała.

Staruszkowie siedzieli cicho jak myszy, nawet na herbatę nie wyszli do kuchni. Wiktor wyjął z szuflady wafle, podzielił się z żoną.

Siedzieli przy oknie i w milczeniu jedli. Ba

Rate article
Fajna Tajna
Sprawa wygląda tak: niedługo mamy gości, więc musicie gdzieś na chwilę zniknąć.