Spotkanie o zmierzchu

**Wieczór wspomnień**

Zosia była najbardziej niepozorną dziewczynką w klasie. A przynajmniej tak sama uważała. Niskiego wzrostu, szczupła, a do tego z rudymi włosami… Zosia miała kompleksy z powodu swojego wyglądu, z zazdrością patrząc na blondwłose i niebieskookie koleżanki z klasy.

– Córeczko, jeszcze rozkwitniesz jak pączek róży – pocieszała ją mama. – Ja też długo nie przypominałam panienki. Dopiero około szesnastego roku życia. Więc nie spiesz się, jeszcze będziesz łamać serca chłopcom. A teraz masz dopiero trzynaście lat.

– Mamo, ja się wcale nie spieszę – spuszczała oczy Zosia, choć jej zielone oczy zdradzały coś innego. Ze smutkiem patrzyła na swoje odbicie w lustrze i wzdychała.

Od dawna podobał jej się chłopiec z równoległej klasy – Michał. Wysportowany, wysoki, wesoły. A jego odwaga w zabawach, pomysłach była bardziej lekkomyślnością. Patrząc na grę chłopców w koszykówkę na WF-ie, Zosia obserwowała Michała. Jego zapał i energia udzielały się wszystkim zawodnikom, a drużyna zawsze wygrywała.

Nawet gdyby Michał nie był tak przystojny, i tak podobałby się Zosi, ale jego wyrazisty wygląd nie dawał jej szansy na przyjaźń z takim liderem.

Dookoła Michała zawsze kręcili się przyjaciele i koleżanki – nie dało się przebić. Nigdy nie był sam. Zawsze w tłumie chłopców i dziewcząt. Ale nawet rzadkie spotkania na korytarzu podczas przerw były dla Zosi radością. I znów odzywała się jej niepewność. Gdy zrównała się z Michałem, ledwo spojrzawszy na niego, od razu odwracała wzrok…

Nikomu Zosia nie mówiła o swojej dziecięcej miłości, ale wydawało jej się, że cały świat widzi i zna jej tajemnicę, i czerwieniła się tylko na myśl, że będą się z niej śmiali koledzy z klasy, a jeszcze gorzej, sam Michał…

Dlatego dziewczyna postanowiła za wszelką cenę zapomnieć tego przystojniaka, postarać się nie zwracać na niego uwagi i nie myśleć o nim. Początkowo nie bardzo jej się to udawało, ale z czasem wysiłek przyniósł efekt. Zosia uspokoiła się i poczuła się lepiej. Nawet zaczęła być wewnętrznie dumna z siebie.

– Najważniejsze, nie spotkać go zbyt blisko – powtarzała sobie cicho. I na widok obiektu swojego uwielbienia w szkole, od razu zbaczała w inną stronę lub szybko mijała, chowając się za plecami innych uczniów.

Minęły dwa lata. Zosia dobrze się uczyła, urosła, przestała tak wstydzić się siebie, ponieważ prognozy matki się sprawdziły: z dziewczynki Zosia zmieniła się w delikatną, szczupłą dziewczynę, dosłownie przez jedno lato.

Po ukończeniu ósmej klasy Zosia przeszła do technikum. O losach Michała i innych dzieci dowiadywała się od nauczycielki, pani Małgorzaty, która mieszkała na tej samej ulicy co Zosia.

Na szkolne spotkania Zosia nie chodziła. Jakoś jej klasa nie była zbyt zżyta, i Zosia nie miała tam przyjaciół. Jednak, gdy koledzy zorganizowali spotkanie z okazji jubileuszu pani Małgorzaty, Zosia też postanowiła się wybrać, by pogratulować ulubionej nauczycielce.

Minęło trzydzieści lat od chwili, gdy ich klasa opuściła szkołę! Spotkanie było wzruszające, bo wielu z nich nie widziało siebie od szkolnej ławki. Przyszli też z równoległej klasy.

Zosia zadrżała, widząc Michała. Wysoki, przystojny mężczyzna, z siwymi włosami, zadbanym zarostem. Niewiele przypominał tego chłopca rozrabiakę. Tylko oczy pozostały niezmienne – Michałowe, wesołe, pełne iskier.

W auli panował gwar. Po gratulacjach skierowanych do pani Małgorzaty, zebrani stali w grupkach, rozmawiając ze sobą, wielu się przytulało.

Jakie było zdziwienie Zosi, gdy Michał podszedł do niej, szeroko uśmiechając się:

– A oto moja tajemna szkolna miłość… Zosia.

Lekko się ukłonił i pocałował ją w rękę. Jakby te dziesiątki lat nie minęły – Zosia poczuła, że się czerwieni.

– Miłość? Ja? – zapłoniła się. – Czemu dowiaduję się o tym tak późno?

Oboje zaśmiali się. Oczywiście, wszyscy z nich od dawna założyli rodziny, mieli dzieci. W tym także Michał i Zosia.

Michał i Zosia stali na uboczu. Opowiadał jej o swojej pracy, rodzinie i synu.

– Ja też mam syna – odpowiedziała Zosia, jak zawsze marzyła. Westchnęła i, patrząc na Michała, nagle spytała:

– Ale powiedz mi: dlaczego? Dlaczego podobałam ci się? Przecież byłam najcichsza i najbardziej nieśmiała… I na dodatek niezbyt urodziwa…

– Właśnie o to chodzi. Że nie chciałaś być ze mną, jak inni. I zawsze przechodziłaś z podniesioną głową… Nigdy nie śmiałem podejść. Dumna. Ale bardzo mi się podobałaś. Choć teraz to tylko słodkie wspomnienie młodości.

– A ty podobałeś mi się nie mniej, nawet nie mogę ci tego wszystkiego opowiedzieć… – wypaliła Zosia. – Ale nie dało się przebić przez tłum twojej świty… A podejść pierwsza nie miałam odwagi. Ale to naprawdę była tylko dziecięca miłość.

– Kto wie… – zadumał się Michał. – Może nieświadomie coś przeoczyliśmy w życiu.

– Możliwe – zaśmiała się Zosia. – Może spotkamy się w następnym życiu…

– Będę szukał twoich zielonych oczu – szepnął Michał i smutno się uśmiechnął. Widać było, że był oczarowany Zosią. A ona rzeczywiście była piękną. Późny kwiat – jak mówiła kiedyś jej mama.

Nagle Zosię zawołał ktoś spośród tłumu.

– Mamo! Przyjechaliśmy po ciebie z tatą, tak jak prosiłaś…

Do Zosi i Michała zbliżał się przez tłum jej syn.

– Poznaj, to mój syn… – powiedziała Zosia z uśmiechem.

– Michał – podał rękę syn Zosi.

– Michał Wysocki – podał szeroką dłoń Michał i spojrzał na Zosię, a w jego oczach było zaskoczenie, czułość i zakłopotanie.

Zosia pomachała mu na pożegnanie i skierowała się ku wyjściu. Na szkolnym progu znów dogonił ją Michał.

– Posłuchaj, Zosia… – spojrzał na nią wilgotnymi oczami. – Dziękuję ci…

– Za co? – zdziwiła się Zosia.

– Za syna. Rośnie kolejny Michałek. Dziękuję za pamięć…

Zosia skinęła głową. Podeszła do samochodu i usiadła na tylnym siedzeniu.

Jej mąż zapytał:

– I jak tam wszystko poszło?

– Dobrze – odpowiedziała Zosia. – Dużo osób przyjechało. Miło było zobaczyć. I trochę smutno, oczywiście. Czas nas zmienia… Cieszę się za panią Małgorzatę. Bohaterska nauczycielka. Niech Bóg da jej zdrowie na wiele jeszcze pokoleń uczniów…

Rate article
Fajna Tajna
Spotkanie o zmierzchu