Spotkałem byłą żonę i omal nie zieleniałem z dzikiej zazdrości

Spotkałem swoją byłą żonę i prawie zemdlałem ze zawiści

Marek, wkurzony, chwycił drzwiczki lodówki i ledwo nie wylał wszystkiego ze półek, a jeden z magnesów z hukiem spadł na podłogę.

Jagoda stała naprzeciw, blada, ręce skrępowane w pięści.

Trochę już ciszej? wydusiła, podnosząc podbródek w wyzywającym geście.

Naprawdę mnie wkurzasz wymamrotał Marek, starając się brzmieć spokojnie. Czy tak ma wyglądać życie? szara szaruga i brak jakiejkolwiek iskry.

Czy to znaczy, że znowu ja mam być winna? Jagoda wymamrotała z ironicznym uśmiechem. Oczywiście, że nic nie dzieje się po twojej myśli.

Marek zaciśnięty w zębach, chciał coś powiedzieć, ale machnął ręką, przebił kapslę butelki wody, wypił prosto z gardła i z hukiem postawił ją na stole.

Marek, przestań milczeć w jej głosie zabrzmiało ostrze ostrego bólu. Powiedz, co ci tak nie gra?

Co mam tłumaczyć? skrzywił się gorzkim tonem. I tak nic nie zrozumiesz. Ile jeszcze mogę wytrzymywać tę beznadziejność? Rzuć to wszystko w cholerę!

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Jagoda wzięła głęboki oddech i poszła do łazienki. Marek ledwo usiadł na kanapie. Za zamkniętymi drzwiami rozległ się głośny plusk wody pewnie otworzyła kran, żeby zagłuszyć swój płacz.

A on nie przejmował się tym.

Rok po roku, które straciły swój blask

Trzy lata temu pobrali się. Wprowadzili się do mieszkania, które Jagoda dostała od rodziców. Rodzice, po przejściu na emeryturę, przeprowadzili się na wieś i zapisali mieszkanie na córkę. Mieszkanie było spore, ale wciąż pachniało sowiecką przeszłością: stare meble, podniszczone tapety, miejscami podarte linoleum.

Na początku Marek nie miał nic przeciwko centralna lokalizacja, świetna dzielnica, do biura krok. Ale wkrótce znudziło go to. Jagoda czuła się komfortowo w gnieździe rodziców, a Marek twierdził, że tu zatrzymała się epoka i dusi go to.

Jagodo, przyznaj nie raz zaczynał rozmowę nie przeraża cię ta otoczka? Nie czas wymienić tapet, zmienić linoleum, wprowadzić trochę nowoczesności?

Oczywiście, chcę odpowiadała spokojnie Jagoda. Tylko musimy poczekać na premię albo stopniowo zgromadzić pieniądze.

Znowu poczekaj! Cała twoja strategia to siedzieć cicho i czekać!

Kiedyś Marek chwalił się znajomemu, że odkopał pączek, który jeszcze zakwitnie i wszyscy będą zachwyceni. Teraz był pewny, że ten pączek dawno zwiędł, nie rozkwitając wcale.

Jagoda żyła prostymi przyjemnościami: cieszyła się filiżanką świeżo zaparzonej herbaty, wieczornym czytaniem, nowym ręcznikiem w kuchni. Dla Marka to wszystko było nudnym zastoju.

Nie odważył się od niej odejść nie chciał wracać pod rodzicielski dach, z którym relacje były trudne. Poza tym matka, Katarzyna, zawsze wspierała Jagodę.

Synu, nie masz racji dokuczała. Jagoda to wspaniała, rozsądna dziewczyna. Mieszkasz w jej mieszkaniu, więc po co ciągle się czepiasz?

Mamo, ty i Jagoda dwie krople wody, utkwione gdzieś w kamiennym wieku złościł się Marek.

Ojciec, Stanisław, machał rękami:

Katarzyno, niech się zajmuje sama.

Patrząc na Jagodę, Marek czasem myślał: Jak cień, co przyciąga mnie do tego mieszkania.

W końcu jego cierpliwość się wyczerpała.

Jagodo, nie dam już rady szepnął przy oknie.

Dlaczego? zapytała spokojnie, choć łzy szły po policzkach.

Od tej monotonii! Cały czas kręcisz się w garnkach i ścierkach, a ja nie chcę tak zmarnować życia!

Jagoda bez słowa wzięła worek na śmieci, trzepnęła drzwiami i wyszła.

Marek został, myśląc, że zaraz wróci i go namówi, żeby nie odchodził. Kiedy wróciła, była niewzruszona.

Chyba naprawdę lepiej będzie nam osobno powiedziała chłodno. Więc pakuj rzeczy.

Co, zostaniesz sama, a ja pójdę? oburzył się Marek. To też mój dom!

Myślisz inaczej, Marek odparła Jagoda z zimnym uśmiechem. To mieszkanie naszych rodziców.

Po kilku tygodniach przeniósł się do domu rodziców. Potem załatwili rozwód.

Niespodziewane spotkanie

Minęły trzy lata.

Marek wciąż mieszkał u rodziców, wierząc, że zaraz znajdzie własne lokum i wszystko się ułoży. Ale nie szło: w pracy brak postępów, nowe znajomości nie przyniosły stałych związków, a mama i tata coraz częściej przypominali, że już jest dorosły pan”, nie nastolatek.

Pewnej wiosny, wracając późnym wieczorem, zauważył małą kawiarnię z przytulnym światłem i miłą melodią w środku.

Chciał wejść, ale nagle się zatrzymał.

Przy wejściu stała Jagoda.

Jednak jagoda, którą pamiętał, nie przypominała tej eleganckiej kobiety, co przed nim stanęła. Stylowy płaszcz, szykowna fryzura, kluczyki od samochodu, spokój w spojrzeniu wszystko krzyczało pewność i szczęście?

Jagodo? wyskoczyło mu z ust.

Odwróciła się i po chwili go rozpoznała.

Cześć, Marku powiedziała równym tonem.

Cześć Wiesz, wyglądasz niesamowicie.

Dzięki odparła uśmiechnięta. W końcu żyję tak, jak zawsze chciałam.

Wciąż w tej starej pracy? nie powstrzymał się Marek.

Nie, otworzyłam własne studio kwiatowe w jej głosie słychać dumny akcent. Długo się wahałam, ale znalazłam kogoś, kto mnie wesprze.

Kto to? zapytał go, choć sam nie wiedział, po co pyta.

Z drzwi kawiarni wyszedł mężczyzna.

Kochanie, zwolniło się miejsce przy stoliku. Idziemy? powiedział, obejmując Jagodę za ramiona.

Jagoda zwróciła się do Marka:

Poznaj, to Vadim. A to Marek.

Miło było cię zobaczyć, Marku dodała. Mam nadzieję, że i ty sobie radzisz.

Marek skinął głową w milczeniu.

Jego usta drżały, chciał coś dodać, ale słowa zamarzły. Patrzył, jak Jagoda uśmiecha się, trzymając Vadima za rękę, i odchodzą za drzwi kawiarni. W środku rosła w nim gorzka zawiść.

Dawniej mawiał: Żyję z pączkiem, który nie rozkwitł

A okazuje się, że pączek w końcu rozkwitł tylko nie przy nim.

Rate article
Fajna Tajna
Spotkałem byłą żonę i omal nie zieleniałem z dzikiej zazdrości