Spotkałem byłą żonę i ledwie nie zwariowałem z dzikiej zazdrości

Spotkałem byłą żonę i ledwo nie zemdlałem z dzikiej zazdrości

Jan, ze złością szarpnął drzwiczki lodówki, prawie rozrzucając zawartość po półkach, a jeden z magnesów z hukiem spadł na podłogę.

Jagoda stała naprzeciw, blada, z napiętymi pięściami.

Trochę lepiej? wydmuchała, podnosząc podbródek w wyzywającym geście.

Naprawdę mnie wykręcasz zachrypnął Jan, starając się brzmieć spokojnie. Czy to ma być życie? Jedna szara codzienność i nic nie rozświetla.

Więc znowu to moja wina? Jagoda wymamrotała słodkogorzko. Oczywiście, że nic nie dzieje się po twojej myśli.

Jan zaciął zęby, miał coś powiedzieć, ale machnął ręką. Otworzył butelkę wody mineralnej, łyknął prosto z gardła i z hukiem postawił ją na stole.

Janie, przestań milczeć w głosie Jagody zabrzmiała ostra nuta bólu. Powiedz, co cię tak nie zadowala?

Co mam tłumaczyć? skrzywił się gorzko. I tak i tak nic nie zrozumiesz. Ile jeszcze mogę wytrzymać tę beznadziejność? Niech wszystko odleci!

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Jagoda wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę łazienki. Jan ledwo usiadł na kanapie. Za zamkniętymi drzwiami rozległ się donośny plusk wody pewnie otworzyła kran, by zagłuszyć swój płacz.

A mu to było obojętne.

Lata, które straciły swój blask

Trzy lata temu wzięli ślub. Wprowadzili się do mieszkania, które Jagoda odziedziczyła po rodzicach. Ci, po przejściu na emeryturę, przeprowadzili się na wieś i zapisali lokum na córkę. Choć mieszkanie było przestronne, wciąż miał w sobie posmak czasów PRLu: stare meble, odłuskane tapety, miejscami podarte panele linoleum.

Na początku Jan nie przejmował się tym mieszkanie w samym centrum, w dzielnicy Mokotów, blisko biura, na wyciągnięcie ręki. Jednak wkrótce wszystko go znudziło. Jagoda czuła się komfortowo w gnieździe rodziców, a Jan twierdził, że tu została zamrożona epoka, od której prawie się dusi.

Jagodo, przyznaj się, nie przeszkadza ci ta okolica? zaczynał niejednokrotnie rozmowy Jan. Czy nie czas wymienić tapety, zrobić nowe panele, wprowadzić trochę nowoczesności?

Oczywiście, chcę odpowiadała spokojnie Jagoda. Ale trzeba poczekać na premię albo stopniowo zgromadzić pieniądze.

Znowu czekać?! Cała twoja strategia to siedzieć cicho i czekać!

Kiedyś Jan chwalił się znajomemu, że odkopał pączek, który jeszcze zakwitnie i wszyscy będą zachwyceni. Teraz był pewny, że ten pączek od dawna zwiędł, nie otwierając jeszcze płatków.

Jagoda żyła prostymi przyjemnościami: cieszyła się kubkiem świeżo zaparzonej herbaty, wieczorną lekturą, nowym ręcznikiem w kuchni. Dla Jana wszystko to było nudnym zastoju.

Nie odważył się odejść nie chciał wrócić pod rodzicielski dach, którego relacje były skomplikowane. A matka, Teresa Iwanowna, zawsze wspierała Jagodę.

Synu, nie masz racji dokazywała. Jagoda to wspaniała, rozsądna dziewczyna. Żyjesz w jej mieszkaniu, więc czemu jesteś niezadowolony?

Mamo, ty i Jagoda dwa krople wody, uwięzione gdzieś w kamiennym wieku wściekł się Jan.

Ojciec, Jerzy Siergiejewicz, tylko machnął ręką:

Tereso, niech się sam rozstrzyga.

Patrząc na Jagodę, Jan czasem myślał: Jakiegoś cienia, który przytwierdził mnie do tego mieszkania.

W końcu cierpliwość mu się wyczerpała.

Jagodo, nie mogę dłużej wyszeptał przy oknie.

Od czego dokładnie? zapytała spokojnie, choć łzy błyszczały w jej oczach.

Od tej codzienności! Cały czas trzymasz się garnków i szmatek, a ja nie zamierzam tak marnować życia!

Jagoda bez słowa wyciągnęła worek na śmieci, zraniła drzwi i wyszła.

Jan pozostał, licząc, że zaraz wróci i zacznie go przekonywać, by nie odchodził. Kiedy jednak Jagoda powróciła, emanowała niezwykłym spokojem.

Pewnie rzeczywiście lepiej będzie ci osobno rzekła zdystansowanie. Zabierz więc rzeczy.

Co, zostaniesz tu sama, a ja odejdę? oburzył się Jan. To też jest mój dom!

Myślisz inaczej, Janie odpowiedziała Jagoda zimnym uśmiechem. To przecież mieszkanie rodziców.

Po kilku tygodniach przeprowadził się do własnych rodziców. Nastąpiło rozwód.

Niespodziewane spotkanie

Minęły trzy lata. Jan, mieszkając u rodziców, wciąż przekonywał siebie, że zaraz wynajmie własne lokum i wszystko się ułoży. Nie szło: w pracy brakowało postępów, nowe znajomości nie przyniosły stałych związków, a mama i tata coraz częściej podpowiadali, że już jestem dorosłym wujkiem, nie nastolatkiem.

Pewnej wiosny, wracając późno wieczorem, przyciągnęło jego uwagę małe kawiarenka z miękkim światłem i przyjemną melodią w środku. Chciał wejść, ale nagle się zatrzymał.

Przy wejściu stała Jagoda.

Jednak Jagoda, którą pamiętał, zupełnie nie przypominała tej eleganckiej kobiety, co stała przed nim. Stylowy płaszcz, zadbane uczesanie, klucze od samochodu, spokój w spojrzeniu wszystko krzyczało o jej pewności i szczęściu?

Jagodo? wyrwał się z ust Jana.

Odwróciła się i po chwili go rozpoznała.

Cześć, Janie odezwała się równym tonem.

Cześć wyglądasz olśniewająco.

Dziękuję odpowiedziała z uśmiechem. Teraz żyję tak, jak zawsze chciałam.

Wciąż w starej pracy? nie powstrzymał się Jan.

Nie, otworzyłam własne studio florystyczne w jej głosie brzmiał dumny odcień. Długo się wahałam, ale znalazłem się ktoś, kto mnie wspierał.

I kto to? wybuchnął Jan, choć nie rozumiał, po co pyta.

Z drzwi kawiarni wyszedł mężczyzna.

Kochanie, mam wolny stolik. Chodźmy? przytulił Jagodę, obejmując ją delikatnie za ramiona.

Jagoda zwróciła się do Jana:

Poznaj, to Vadim. A to Jan.

Bardzo miło było cię zobaczyć, Janie dodała, patrząc mu w oczy. Mam nadzieję, że też sobie radzisz.

Jan skinął głową w milczeniu. Jego usta drgnęły, chciał coś powiedzieć, lecz słowa utkwiły w gardle. Patrzył, jak Jagoda, trzymając Vadima za rękę, odchodzi za drzwi kawiarni. Wewnątrz narastała w nim gorycz zazdrości.

Kiedyś mawiał: Mieszkam z pączkiem, który nigdy nie zakwitnie.

A okazało się, że pączek w końcu rozkwitł tylko nie przy nim.

Rate article
Fajna Tajna
Spotkałem byłą żonę i ledwie nie zwariowałem z dzikiej zazdrości