Wyspałam się z moim chłopakiem, nie wiedząc, że umarł dwa dni wcześniej. Teraz jestem w ciąży z dzieckiem jego ducha.
**Odcinek 1**
Przysięgam, że go widziałam. Dotknęłam go. Pocałowałam. Czułam go. Jego oddech był ciepły, a usta smakowały miętątak jak zawsze. Miał na sobie tę samą szarą bluzę, którą uwielbiałam, choć narzekał, że jest za duża i sprawia, że wygląda jak miły chuligan. Był prawdziwy. Przytulił mnie na całą noc. Szepnął kocham cię do ucha. Obiecał, że pobierzemy się w przyszłym roku. Pamiętam każdą sekundę. Jak przesuwał palce po moim ramieniu. Jak płakał, gdy ja płakałam. Jak kochał się ze mną z taką namiętnością, że myślałam, iż moja dusza rozpadnie się na dwoje. A potem zniknął.
Obudziłam się sama. Ale nie bałam się. Myślałam, że wyszedł pobiegać, jak to czasem robił. Jego woda kolońska wciąż unosiła się w powietrzu. Moja skóra jeszcze płonęła w miejscach, gdzie mnie dotykał. Ale coś było nie tak.
Dzwoniłam.
Znów.
I jeszcze raz.
Wtedy moja najlepsza przyjaciółka, Kinga, weszła do pokoju, blada jak ściana. Nie rozumiałam, dlaczego płacze.
Kasia szepnęła. Nie wiesz?
Roześmiałam się. Nie wiem co?
Tomek nie żyje.
Mrugnęłam. Jak to?
Zaczęła płakać głośniej. Zginął dwa dni temu. Wypadek samochodowy. Tej nocy, gdy była burza.
Nie. Nie. Nie.
Krzyknęłam. Odsunęłam ją. Powiedziałam, że jest okrutna. Pokazałam jej wiadomość, którą Tomek wysłał poprzedniego wieczora. Nagranie głosowe: Jadę do ciebie. Tęsknię za twoim ciałem przy moim. Kinga spojrzała na telefon, drżąc.
Kasia on nie mógł tego wysłać. Już leżał w kostnicy.
Świat się zachwiał.
Kolumna nie trzymała mnie na nogach.
Pobiegłam do łazienki, wyciągnęłam ręcznik, którego użyłwciąż mokry. Bluzę, którą zostawił na podłodze. Ślad jego zębów na mojej szyi.
On tu był.
Musiał być.
Ale prawda była taka Tomek został pochowany wczoraj.
A ja spałam z nim tej nocy.
Dni mijały. Noce stały się nie do zniesienia. Nie mogłam spać. Za każdym razem, gdy zamykałam oczy, widziałam go. Czasem stał przy łóżku. Czasem szeptał mi do ucha. Pewnej nocy usłyszałam jego głos: Nie płacz, kochanie. Nadal jestem z tobą. Próbowałam to nagrać, ale słychać było tylko szum i mój przerażony oddech.
A potem spóźnił mi się okres.
Drugi raz.
Myślałam, że to przez stres. Żałobę. Trauma.
Aż pewnego dnia zwymiotowałam po raz piąty.
Zrobiłam test.
Dwie kreski.
Pozytywny.
Upadłam na kolana.
Jedyną osobą, z którą byłam był Tomek.
Ale on nie żył.
Pochowany. Rozkładający się. Nieobecny.
A jednak coś we mnie rośnie.
Coś, co kopie w nocy.
Coś, co świeci pod moją skórą, gdy gaszę światło.
I za każdym razem, gdy płaczę i mówię, że nie dam rady
Słyszę, jak szepcze z ciemności:
Nie jesteś sama. Nasz syn nadchodzi.
**Odcinek 2**
Nie pamiętam, jak zasnęłam. Obudziłam się w wannie, z testem ciążowym w dłoni, te dwie różowe kreski szydzące z mojego rozsądku. Od dni nie rozmawiałam z nikimnawet z Kingą. Telefon dzwonił dziesiątki razy. Jej imię migało na ekranie. Ignorowałam wszystkie połączenia.
Jak wytłumaczyć, że noszę dziecko mężczyzny, który od tygodni leży pod ziemią? Któż by mi uwierzył? Nawet ja nie wierzyłam do końca. Aż do tej nocy.
Ledwo zasnęłam, gdy coś nacisnęło mnie od środka. To nie było zwykłe kopnięcie. To było celowe. Prawie jakby chciało zwrócić moją uwagę. Zerwałam się, łapiąc powietrze, ręce na brzuchu. I wtedy znów go usłyszałam.
Głos Tomka. W mojej głowie.
Nie bój się, kochanie. Wybrałem ciebie.
Krzyknęłam i wyskoczyłam z łóżka. Spojrzałam w lustro, podnosząc koszulkę. Przysięgam, że widziałam słaby błysk niebieskiego światła pod skórą. Mignął i zniknął. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Osunęłam się na podłogę, szlochając.
Następnego dnia zmusiłam się do pójścia do szpitala. Powiedziałam lekarce, że zaszłam w ciążę po tym, jak odwiedził mnie mój chłopak. Skłamałam co do dat. Skłamałam we wszystkimoprócz objawów.
Dziwne sny. Świecąca skóra. Głosy kogoś, kogo nie ma.
Wyraz twarzy lekarki zmienił się z troski w cichą podejrzliwość.
Zrobimy badania powiedziała ostrożnie. Stres może mocno wpłynąć na umysł, szczególnie w połączeniu z hormonami ciąży.
Przyłożyła stetoskop do mojego brzucha. Jej twarz zesztywniała.
Nie słyszę bicia serca. Ale coś się porusza.
Zleciła USG. Gdy leżałam na zimnym stole, twarz techniczki zbladła. Przesuwała głowicę, milcząc. Nic nie powiedziała, aż zapytałam, co się dzieje.
Jest płód szepnęła. Ale świeci.
Wyszłam ze szpitala bez czekania na wyniki. Tej nocy miałam kolejny sen. Tomek stał nad naszym ulubionym jeziorem, wiatr poruszał jego bluzą.
Nasz syn nie jest jak inni powiedział głosem cichszym od wiatru. On to ja i coś więcej.
Co masz na myśli? zapytałam.
Tylko smutno się uśmiechnął. Zrozumiesz wkrótce. Ale musisz go chronić.
Obudziłam się i zobaczyłam, że zasłony są szeroko otwarte, choć zamknęłam je na klucz. Bluza Tomka leżała starannie złożona na krawędzi łóżka. Dotknęłam jej. Była jeszcze ciepła.
Wtedy zrozumiałamto, co we mnie rosło, było prawdziwe. Było jego. I zmieniało mnie.
Następnego dnia w końcu zadzwoniłam do Kingi. Potrzebowałam pomocy. Przyleciała natychmiast, przytulając mnie


