Był piątek. Jadwiga miała naprawdę ciężki dzień. Musiała zakończyć kilka spraw firmowych i odbyć rozmowę z zarządem. Zadaniem Jadwigi było pokazanie potencjalnym najemcom różnych mieszkań. Po zakończonym tygodniu pracy uznała, że zasłużyła na porządną kolację w restauracji.
Restauracja była jednym z bardziej ekskluzywnych miejsc w mieście. Ludzie świętowali tam urodziny, rocznice i awanse. Przed wejściem zawsze stały nowe luksusowe auta, a za przystawkę można było zapłacić tyle, co za porządną sukienkę na wesele. Ale dlaczego sobie żałować? Managerka podeszła do Jadwigi i odprowadziła ją do stolika. W środku nie było tłoczno, sączyła się spokojna muzyka, a na scenie śpiewała atrakcyjna wokalistka.
Witamy w naszej restauracji. Czy mogę pani zaproponować danie dnia, czyli zupę rybną po kaszubsku? zagaił grzecznie kelner.
Dziękuję na razie, poproszę tylko szklankę wody odpowiedziała Jadwiga. Nie była nawet spragniona, ale potrzebowała chwili na ogarnięcie sytuacji. Wiedziała, że miejsce jest drogie, ale aż TAK? Ceny bardziej przypominały numery PESEL niż kwoty w złotówkach. Jadwiga zauważyła, że managerka zerka na nią z ukosa i najwyraźniej ocenia: kto w takim lokalu zamawia zwykłą wodę?
Obsługa spojrzała na Jadwigę i już szeptała za jej plecami, że pewnie kloszardka się zaplątała. Jadwiga miała na sobie białe trampki, które widziały lepsze dni, wysłużoną czarną kurtkę ze śladami po kotach i torebkę, którą chyba pamiętała czasy Gierka.
Pracownicy restauracji zaczęli cicho komentować, że to pewnie jakaś żebraczka. Jadwiga wzięła więc do ręki menu i zaczęła je studiować z miną znawczyni. Krewetki w sosie śmietanowym za taką kasę… za to to można zapłacić prąd pomyślała. Tiramisu za pół pensji? Lepiej bym sobie zrobiła w domu. Czy mogę zamówić bruschettę z serem i gruszką? zapytała nieśmiało kelnera.
Muszę zapytać kucharza, bo to danie ze śniadaniowego menu odpowiedział zdziwiony kelner.
Nie tylko kelner i managerka, ale już chyba cała restauracja zaczęła zerkać w jej stronę.
Słuchaj szepnęła managerka do kelnera w delikatny sposób daj klientce do zrozumienia, gdzie się znajduje. To nie jest bar mleczny, tylko restauracja z klasą. Zrób to szybko, bo jeszcze klienci się zniechęcą.
Ale skoro już przyszła, to jest naszą klientką i należy ją obsłużyć próbował tłumaczyć kelner.
Jak jej natychmiast nie wyprosisz, to sam możesz szukać pracy w innej restauracji! Taka bieda nie ma tu czego szukać!
Przy sąsiednim stoliku siedziała elegancka kobieta, która najwyraźniej podsłuchała całą rozmowę. W międzyczasie Jadwiga próbowała poprawić swój wygląd, niestety z marnym skutkiem.
Wkrótce kelner przyniósł na talerzu aromatyczny kawał mięsa polany konfiturą z wiśni zapach rozszedł się po całym lokalu.
Przepraszam, ale to nie jest moje zamówienie obruszyła się Jadwiga.
Bez obaw, to gest naszego stałego klienta wskazał na kobietę z sąsiedniego stolika kelner.
To było coś, czego Jadwiga nie jadła nigdy w życiu. Mięso praktycznie rozpływało się w ustach. Zerknęła do menu na cenę dania i niemal spadła z krzesła. Było jej potwornie głupio. Chciała podejść do kobiety, wręcz poprosić o numer konta, obiecać, że gdy tylko dostanie wypłatę, odda każdy grosz.
Przepraszam, ale to naprawdę ponad moje możliwości. To pani pieniądze, a ja jestem dla pani kompletnie obcą osobą. Dlaczego zdecydowała się pani postawić mi kolację?
Doskonale rozumiem twoją sytuację. Te pieniądze nie przyszły mi łatwo. Wychowałam się na wsi, u babci, bo rodzice zginęli w wypadku. Babci zawdzięczam bardzo dużo i nauczyła mnie jednego: być dobrym dla ludzi. Ciężko pracowałam w różnych miejscach, teraz prowadzę własną firmę. Dobro zawsze wraca odpowiedziała kobieta z uśmiechem.
Kiedy Jadwiga już wychodziła, kobieta zawołała managerkę.
Zwalniam panią. Nie ocenia się ludzi po wyglądzie. Pani Jadwiga była naszym klientem nie miała pani prawa jej wyrzucić.
Przepraszam, już się to nie powtórzy.
Nic już się nie powtórzy, bo od jutra nie pracuje pani w tej restauracji. Nie chcę u siebie ludzi bez empatii.



