Mieszkanie kogoś innego? No to płać za wynajem!
Słuchaj, nie mam pojęcia, czy ślub mojej córki w ogóle dojdzie do skutku. Wszyscy się pokłócili jak stare baby na rynku. Przyszły zięć wpadł w istny szał. Do ślubu dwa tygodnie, a facet odgrywa dramat na własny rachunek. Nie wiem, jak to się skończy, aż mi przykro patrzeć na Martę żali się Alina.
Ale o co cała ta awantura?
Nie zgadniesz o mieszkanie. Z mężem chcieliśmy zrobić młodym niespodziankę, złapaliśmy za skarpetę ze skromnymi oszczędnościami, sprzedaliśmy nawet naszą altankę nad Jeziorem Zegrzyńskim i garaż na Starych Bielanach, żeby starczyło na to cholerne mieszkanie! W końcu kupiliśmy, wszystko oficjalnie na Martę. Ale skoro biorą ślub, to co za różnica czyje prawda?
No właśnie…
No i my tak z mężem myśleliśmy. Mieszkanie, wiadomo, stanie “gołe”, wymaga remontu i mebli. Na koncie echo, co najwyżej na kawę z automatu. Mój Janek zaproponował przyszłemu zięciowi, żebyśmy razem jakoś ogarnęli ten remont i młodzi mogliby szybko się wprowadzić. Ale nie! Przyszły pan młody nawet nie chce słyszeć o remoncie!
Serio? Ale dlaczego?
Bo to cytuję cudze mieszkanie. Nie zamierza inwestować w coś, co formalnie nie jest jego. Powiedział, że jak chcemy to niech sami remontujemy, on może dokupić szklanki albo zasłony, ale większych pieniędzy na to nie wyłoży.
No to może niech zamieszkają w stanie surowym, jak za Gierka?
Kochana, tam nawet nie da się nosa wsadzić! Instalacja hydrauliczna z PRL-u, elektryka na krótko, podłogi falują jak na Mazurach przy sztormie. Okna takie, że modliłam się, żeby się same nie rozsypały. Trzeba wszystko zrobić od podstaw, chociażby na minimum, żeby nie było kompromitacji opowiada Alina.
Powiem szczerze mnie nawet nie wypadałoby się tam wykąpać, a co dopiero młodym tam mieszkać. Przecież to wstyd! Przyszły zięć no trzeba przyznać pracuje w korpo w Warszawie na Woli, zarabia porządnie, ale pieniądz trzyma jak księgowy z PRL-u. Bo on i tu zaczyna się kabaret oszczędza na swoje własne mieszkanie, żeby nie zostać na lodzie, jakby coś się stało.
Czyli co chce urządzić sobie życie za nasz rachunek? Żąda, żebyśmy to wszystko robili za swoje pieniądze. Więc wiesz co? Rzuciłam mu, że skoro uważa, że to cudze mieszkanie, to niech płaci czynsz. A on się uśmiechnął i zgodził, bez mrugnięcia okiem Alina prawie płacze i śmieje się jednocześnie.
A jak się do tego ma Marta?
Jest w kompletnym rozsypce. Chodzi zapłakana, miota się jak karp przed Wigilią. Kochają się, ale my nie zamierzamy przepisywać mieszkania na niego. Teraz jeszcze mówi, że jej mieszkanie niepotrzebne, remont zresztą też nie. A mnie od początku nie podoba się, że facet nie chce nic włożyć w rodzinny kąt. Co będzie dalej? Jeszcze ślubu nie było, a już się dogadują jakby planowali rozwód i podział majątku! wzdycha Alina.
No i teraz powiedzcie sami: powinien włożyć kasę w to gniazdko? Przecież planuje tam mieszkać, dzieci mieć a kto jest wpisany w księdze wieczystej, to już inna bajka. Czy może on po prostu trzeźwo na to patrzy? Co byście zrobili na jego miejscu?



