SŁODKO-GORZKIE SZCZĘŚCIE
Cóż ci ta dziewczyna znowu nie pasuje? Przecież dobra z niej osoba. Skromna, porządna, uczy się pilnie. Kocha cię Jadwiga Antonina spojrzała z wyrzutem na syna.
Mamo, poradzę sobie Wojciech uciął rozmowę, nie chcąc ciągnąć tematu.
Jadwiga Antonina wyszła z pokoju.
Poradzi sobie… Ileż to już dziewczyn przewinęło się przez jego życie Zaraz czterdziestka na karku, sam jest, żadna mu nie odpowiada Wszystko mu nie po drodze, wszystko nie tak rozmyślała, ciężko wzdychając.
Synku, chodź na obiad zawołała Jadwiga Antonina z kuchni.
Wojciech od razu zasiadł do stołu, z apetytem pałaszując czerwony barszcz mamy.
Dziękuję, mamo. Jak zawsze pyszne.
Lepiej byś tak żonie swojej mówił, a nie tylko matce nie mogła się uspokoić Jadwiga Antonina.
Mamo Wojciech dopił kompot i miał już wychodzić z kuchni.
Zaczekaj, dziecko. Wiesz, przypomniało mi się Kiedyś poszłam do wróżki. I zaraz na wejściu powiedziała mi: Twój syn zazna słodko-gorzkiego szczęścia.
Oj, mamo, nie wierz w takie rzeczy uśmiechnął się Wojciech.
Przez różne okresy życia Wojciecha pojawiały się kochane i mniej kochane kobiety.
Lucyna była mądra, oczytana i zadziwiająco dojrzała jak na swój wiek. O dziewięć lat młodszej Wojciech nieustannie udzielała dobrych rad.
Na początku to mu się podobało, potem jednak zaczął odbierać Lucynę jak starszą siostrę. Bez barw, bez ognia. Rozstali się bez żalu.
U Zuzanny czekał ośmioletni synek. Wojciech nie potrafił nawiązać z nim kontaktu, choć, zdawałoby się, Zuzię kochał. Była piękna, ale z charakterem. Żaden nie poradzi sobie z jej uporem. Za każdym razem, gdy chcieli naprawić własną (czyjąś) winę, obsypywał ją prezentami. Kłótnie były absurdalne.
Czegoś w tych relacjach brakowało. Może spokoju, może poczucia bezpieczeństwa
Weronika wydawała się ideałem. Takiej kobiety ze świecą szukać
Wojciech był już gotów się z nią ożenić. Weronika była serdeczna, czysta, rozsądna. Z nią trzeba było rozmawiać z wielką delikatnością, jak w białych rękawiczkach.
Wojciech zamieszkał nawet w jej mieszkaniu. Chciał założyć z nią rodzinę, mieć co najmniej dwoje dzieci.
Ale
Pewnego razu wrócił z delegacji i zastał Weronikę w łóżku z dawnym kolegą z klasy. Klasyk
Powrócił wtedy do matki. Doszedł do wniosku, że koniec z miłosnymi perypetiami.
Zostanę samotnikiem. Całkiem niezła opcja. Najtrwalsza rodzina z jednego człowieka. wyznał ironicznie matce.
Jadwiga Antonina tylko wzdychała: Czy to nie znajdziesz sobie wreszcie tej jedynej, synku?
A jednak los się uśmiechnął nieoczekiwanie.
Wojciech pojechał na kolejną delegację, wagon pociągu, dolna koja.
Do przedziału weszła kobieta:
Panie, zamieńmy się miejscami, mogę prosić o pańską dolną koję? Bardzo proszę.
Bez problemu zgodził się Wojciech.
Zlustrował kobietę od stóp do głów. Zwyczajna. Jednak serce mocniej zabiło. Czyżby to właśnie ona
Wspiął się na górną koję, zdrzemnął się
Jak dobrze, że pan się obudził. Proszę siadać do stołu, poczęstuj się odezwała się nieznajoma.
Wojciech zszedł, zaczęli rozmawiać.
Jagoda przedstawiła się.
Wojciech. Bardzo mi miło, Jagodo.
Cały wieczór spędzili na rozmowie. Z Jagodą czuł się swobodnie, jakby znali się całe życie. Nie silił się na żadne popisy. Wymienili się numerami na wszelki wypadek
Po kilku tygodniach Wojciech zapragnął usłyszeć Jagodę.
I zaczęło się
Spotkania, pocałunki, obietnice
Nie umiał już sobie wyobrazić życia bez Jagody. Czterdzieści lat! Każdą poprzednią kobietę odcinał od siebie bez żalu. Tutaj nie było już żadnych granic ani hamulców.
Wojciech chciał zanurzyć się bez reszty w życie Jagody.
Otoczyła go czystą miłością, troską i zrozumieniem.
Po trzech miesiącach znajomości Wojciech poprosił Jagodę o rękę.
Wojciech, jestem od ciebie starsza o siedem lat. Mam troje dzieci. Mieszkamy w akademiku Jagoda nie umiała i nie chciała kłamać.
Wdowa Jagoda, wiem o wszystkim. Widziałem twoje dzieci. Zamieszkacie ze mną. Wszystko postanowione.
Kocham każdą cząstkę ciebie. Jesteś moją przypadkową i ostatnią kobietą Wojciech pocałował Jagodę.
Dobrze, Wojciechu, spróbujmy zawstydziła się Jagoda.
Nie spróbujmy, Jagoda. Będziemy razem na zawsze Wojciech ujął jej dłoń Słyszysz? Na zawsze.
Jadwiga Antonina, poznawszy plany syna, tylko westchnęła:
Wybrał sobie Najzwyklejszą z najzwyklejszych
Po dziewięciu miesiącach przyszła na świat wyjątkowa córeczka.
Wojciech cieszył się i martwił za Jagodę. By nie podłamała się.
Takie dziecko to nieskończone wyzwanie.
Dziś córka Wojciecha i Jagody ma osiem lat. Cała rodzina ją kocha. Wojciech wielbi Jagodę.
Słodko-gorzkie to szczęścieWiosną, kiedy w ogrodzie pojawiły się pierwsze tulipany, Wojciech siedział na tarasie z Jagodą. Córka tuliła się do niego, śmiejąc się cicho, a starsza dwójka dzieci wybiegała właśnie z domu z psem. Jadwiga Antonina patrzyła na nich przez okno: ośmioletnia wnuczka malowała na ścianie kredą ogromne kolorowe serce.
Widzisz, mamo Wojciech uśmiechnął się do matki, zauważając jej spojrzenie to jest moje słodko-gorzkie szczęście. I jedyne, jakiego chcę.
Jadwiga Antonina bez słowa wyszła na dwór, otuliła wnuczkę, potem objęła syna. Niewidoczna łza spłynęła jej po policzku, zamieniła się w łagodny uśmiech.
Wojciech po raz pierwszy w życiu poczuł, że niczego nie musi już szukać. Może i nie było idealnie dzieci wrzeszczały, rosół wykipiał, a wieczorami czasem martwili się o jutro. Ale gdy spojrzał w oczy Jagody, która cichutko zaśmiała się: Nasz dom to chaos więc dom prawdziwy, Wojciech zrozumiał, że szczęście nie zawsze jest słodkie albo gorzkie. Najczęściej ma w sobie jedno i drugie a przez to smakuje najlepiej.
I tak, wśród zwyczajnych dni, podarowanych przez los, słodko-gorzkie szczęście okazało się właśnie tym, czego Wojciech całe życie nieświadomie szukał.



