Skrzynka z Tajemniczym Pierścionkiem

Pudełko z pierścionkiem

Anna i Jakub przyjaźnili się od szkoły podstawowej. Mieszkali w tym samym bloku, w sąsiednich klatkach, chodzili do jednej klasy. Przez pierwsze dwa lata nauki babcia Jakuba odbierała ich ze szkoły. Mama Anny pracowała na zmiany, a ojciec często wyjeżdżał w delegacje.

— Aniu, chodź do nas, nakarmię cię obiadem — powtarzała każdego dnia babcia Jakuba.

Anna czekała z bijącym sercem, czy babcia znów ją zaprosi. Z przyjemnością zajadała się sycącym barszczem, kotletami z ziemniakami lub makaronem z parówką.

— Znowu nic nie jadłaś? Dla kogo ja gotuję? Jakbyś w domu głodowała — krzyczała mama wieczorem, zaglądając do lodówki.

Anna tłumaczyła, że sama jeść nie lubi, a babcia ją zaprosiła i nie mogła odmówić. Lecz od trzeciej klasy zaczęli mieć lekcje po południu. Babcia przestała zapraszać Annę, bo mama czekała na nią w domu. Wkrótce przestała też odbierać dzieci ze szkoły.

— Co ja, przedszkolak? Nikt mnie nie odbiera, tylko ja wyglądam głupio — powiedział Jakub, gdy Anna spytała, dlaczego babcia już na nich nie czeka.

Anna zauważyła, że Jakub nie czeka już na nią w szatni, ucieka, zanim się ubierze. Albo szedł z kolegami, ignorując Annę wlokącą się z tyłu.

W szkole też się od niej oddalał. Wszystko przez chłopaków, którzy przezywali ich “panem młodym” i “panną młodą”. Anna dąsała się na Jakuba. Gdy prosił o ściągnięcie zadań, odmawiała, dumnie podnosząc podbródek.

W liceum większość kolegów zaczęła się umawiać z dziewczynami. Jakub przestał się Anną krępować. Znów wracali razem do domu. Często wpadał do niej, by przepisać zadanie albo przygotować referat.

Pewnego dnia Anna wróciła ze szkoły i zastała mamę płaczącą.

— Coś się stało z tatą? — przeraziła się.

— Stało. Nas zostawił. Do innej poszedł. Oby mu ręce opadły…

Od tamtej pory mama zamknęła się w sobie, płakała lub siedziała wpatrzona w ścianę. W domu zrobiło się nie do zniesienia. Annie nie chciało się wracać. A u Jakuba babcia zachorowała. Wszystko zapominała, nawet zjeść. Jakub musiał pilnować ją do powrotu rodziców z pracy, by nie wyszła i nie zginęła, by nie zostawiła gazu czy wody. Widywali się tylko w szkole.

Przed maturą wszyscy gadali, kto gdzie będzie studiował. Anna wiedziała, że nie stać ich na płatne studia, a na budżet się nie dostanie, więc od razu poszła do technikum. Jakub dostał się na uniwersytet.

Teraz widywali się rzadko, tylko gdy przypadkiem spotkali się na ulicy. Najpierw zamieniali kilka słów. Potem tylko się witali i szli w swoją stronę. Czasem Anna widziała Jakuba z jakąś dziewczyną. Udawał, że jej nie zauważa.

Anna była zazdrosna, zła i urażona. Jakub jej się podobał. Czy to była miłość, czy tylko przyjaźń — nie wiedziała, nie zastanawiała się. Ale patrzeć na niego z inną było bolesne.

Na ostatnim roku do technikum przyszedł nowy nauczyciel, świeżo po studiach. Wstydził się, na dziewczyny nawet nie patrzył. Nosił grube okulary w czarnej oprawie.

Pewnego dnia wiosną lunął ulewny deszcz. Anna nie wzięła parasola. Stała pod daszkiem przed szkołą, czekając, aż przestanie padać.

Wyszedł profesor Nowak, wyjął z teczki parasol.

— Kowalska, daleko mieszkasz? — spytał niespodziewanie.

— Cztery przystanki autobusem — odparła Anna.

— Ja jadę samochodem, mogę cię podwieźć — zaproponował.

— Co pan, profesorze. Zaraz przestanie — odmówiła Anna.

— Wątpię. Chodź. — Nakrył ją parasolem i podeszli do srebrzystej Poloneza.

Profesor usiadł za kierownicą i zdjął okulary.

— A pan bez okularów jeździ? — spytała Anna, zerkając na niego.

Uśmiechnął się.

— To tylko szkła bez mocy. Zakładam je, żeby wyglądać poważniej — szepnął konspiracyjnie. — Tylko między nami, dobrze? Nikomu nie mów.

— Dobrze — odparła Anna.
„Całkiem przystojny bez tych okularów” — pomyślała.

— Lubisz się uczyć? Będziesz próbować na studia czy do pracy? — spytał, przechodząc na „ty” bez okularów.

Anna też czasem mówiła mu „ty”. A co? Tylko kilka lat starszy.

Pod jej blokiem profesor wysiadł, by przeprowadzić ją pod parasolem, choć deszcz już prawie ustał.

Potem jeszcze kilka razy ją podwiózł. Zorientowała się, że specjalnie na nią czeka. Poszli nawet do kina, jedli lody w kawiarni. Zawsze zwracała się do niego per „profesorze”. W garniturze i okularach wyglądał poważnie. Schlebiało jej, że nauczyciel, dorosły mężczyzna, się nią interesuje. Koleżanki zazdrościły.

Pewnej niedzieli przyszedł do nich z kwiatami i czekoladkami. Przy herbacie mama wypytywała go o pracę, studia, dlaczego został nauczycielem. Anna milczała, wpatrzona w stół.

— Ania właśnie szuka pracy — wtrąciła mama.

— Właśnie dlatego przyszedłem — powiedział profesor. — Od nowego roku zwalnia się etat w technikum. Chciałem zaproponować Annie. Uczyła się dobrze, ma szansę zostać.

— Słyszysz, Aniu? — ucieszyła się mama.

— Nie chcę uczyć. To nie dla mnie. Przepraszam, profesorze. — Anna spojrzała mu prosto w oczy.

Zakłopotał się. Chciał poprawić oprawkę, ale zapomniał, że okularów nie ma.

— Ja właściwie przyszedłem… — Odchrząknął. — Pani Ireno, przyszedłem prosić o rękę Ani.

Mama osłupiała, potem spojrzała na córkę.

— Rozumiem, że to nagłe. Możecie się zastanowić. Mam samochód, stary, ale nowy kupię. Mieszkanie. Annie niczego nie zabraknie — tłumaczył, głównie do mamy.

— To takie nagłe… Aniu, co ty na to? Zmięszana jest. Trzeba jej dać czas… — mama mówiła coś jeszcze.

„Chociaż pudełko z pierścionkiem by się przydało” — chciała powiedzieć Anna, ale zamilkła. „Niezdara. Tak się nie oświadcza”. Marzyła, że będzie to romantyczne, jak w filmie, a nie przy herbacie.

Oboje, narzeczony i mama, wpatrywali się w nią, czekając na odpowiedź.

— Ja… Muszę pomyśleć. Przepraszam — w końcu powiedziała.

— Miło było pana poznać — mama dałaI tak Anna wyciągnęła rękę, pozwalając Jakubowi wsunąć na jej palec złoty pierścionek, który błyszczał jak ich wspólna przyszłość.

Rate article
Fajna Tajna
Skrzynka z Tajemniczym Pierścionkiem