– Składam pozew o rozwód – oznajmiła Katarzyna.
Tomek w tym czasie z zapałem oglądał mecz i… w ogóle nie zareagował na słowa żony.
Katarzyna podeszła i wyłączyła telewizor.
– Co ty wyprawiasz?! Oszalałaś?! – krzyknął Tomek, potem się zreflektował, zdobył się na wysiłek i powiedział pojednawczo:
– Przepraszam. Po prostu tam był ważny moment.
– Jestem pewna, że nie ważniejszy niż to, co powiedziałam.
– Co powiedziałaś? – zmieszał się mąż, zorientowawszy się, że jak zwykle przepuścił słowa żony mimo uszu.
– Składam pozew o rozwód.
Tomek zrobił wielkie oczy:
– Jak to „o rozwód”? Dlaczego? Wydawało mi się, że wszystko jest dobrze.
– Tobie się wydawało.
– Poczekaj… Wczoraj byliśmy w teatrze, przedwczoraj przyniosłem kwiaty, w zeszłym tygodniu poszliśmy do kina. Wszystko tak, jak lubisz…
– Tak, ale to wszystko po raz pierwszy zdarzyło się po siedmiu latach małżeństwa. I nawet wiem dlaczego.
– I dlaczego?! – Tomek zaczynał się irytować.
– Bo oddałam dzieci do przedszkola, poszłam do pracy, zaczęłam chodzić na siłownię, do salonu piękności, zmieniłam styl, znalazłam nowych znajomych.
– Co to ma do rzeczy?
– A to, że nagle zobaczyłeś, iż jestem dla kogoś interesująca, że mężczyźni zwracają na mnie uwagę, że nie potrzebuję cię już tak jak dawniej.
– Bzdura…
– Nie, Tomek, to nie bzdura. W przeciwnym razie nie przestraszyłbyś się, nie zacząłbyś krążyć wokół mnie, schlebiać, nie spoglądałbyś z zachwytem, nie przynosiłbyś kwiatów. O kinie i teatrze nie wspomnę. To z twojej strony wręcz wyczyn!
– Starałem się… Chciałem sprawić przyjemność… Poczekaj, nadal nie rozumiem: z tego powodu się rozwodzisz?
– Tak. Nie chcę już tak żyć. Teraz udajesz kochającego męża, a gdzie byłeś, kiedy byłam w ciąży, kiedy rodziłam dzieci, kiedy nie spałam nocami? Jakoś nigdy mi nie pomogłeś! Byłeś w naszym życiu wyłącznie symbolicznie. Przychodziłeś, jadłeś, spałeś. Mogę zliczyć, ile razy wziąłeś dzieci na ręce!
– Przecież pracowałem! – Tomek aż podskoczył z oburzenia, – żeby was utrzymać!
– Pracowałeś, nie zaprzeczam. Ale przecież nie tylko nas utrzymywałeś – siebie też. Miałeś wolne, tylko wolałeś spędzać je z przyjaciółmi.
– Mam do tego prawo!
– Ja nie miałam wolnego – kontynuowała Katarzyna, nie zwracając uwagi na uwagę męża, – chociaż dzieci… to przecież także twoje. Tyle że ciebie to interesowało w najmniejszym stopniu. Nadal pamiętam twoje słowa: dałem ci pieniądze, czego jeszcze chcesz? A ja chciałam… Chciałam, żeby obok był ktoś bliski, kto mnie wesprze. I to nie tylko materialnie, ale i emocjonalnie. Żeby w końcu pożałował.
Ale ty miałeś to gdzieś. Żyłeś swoim życiem, w którym nie było ani mnie, ani naszych dzieci…
– Nie przesadzaj.
– Nie przesadzam. Wiesz przynajmniej, do jakiego przedszkola chodzą? Dojeżdżamy tam czterdzieści minut. Rano! Transportem publicznym! A ty jedziesz do pracy sam w samochodzie jak pan. I docierasz w dwadzieścia minut. Ale nigdy nie zaproponowałeś, by zawieźć dzieci do przedszkola.
– Nie prosiłaś – mruknął Tomek.
– A dlaczego miałabym prosić? Są rzeczy, o które nie prosi się kochającego męża i ojca. To powinno być oczywiste. Ale nie w twoim przypadku, bo o miłości nie ma mowy. Nigdy nie było…
– Robisz ze mnie potwora…
– Nie, Tomek, nie jesteś potworem. Jesteś po prostu zupełnie obcym dla mnie człowiekiem. Stałeś się obcy… albo byłeś.
– A co z dziećmi? Co im powiesz? Jak im to wytłumaczysz?
– Och, proszę! – zaśmiała się Katarzyna, – przecież dopiero niedawno zaczęły cię rozpoznawać na ulicy! Z tym nie będę miała problemu.
Tomek nie znalazł, co odpowiedzieć. Po części Katarzyna miała rację, ale i jego można zrozumieć: on jest mężczyzną, ona – kobietą i powinna znać swoje miejsce, zajmować się domem, dziećmi. Ojciec Tomka zawsze tak mówił. I mama się zgadzała. A Katarzyna jakoś jest niezadowolona…
– A jak zamierzasz żyć z jednej pensji z dwójką dzieci? – zaatakował Tomek, – jeśli o mnie chodzi – ani grosza nie dam!
– Oddasz – spokojnie odpowiedziała Katarzyna, – alimenty nikt nie odwołał. A majątek, który zdobyliśmy przez siedem lat, podzielimy w sądzie. Choć tam i tak nie ma za wiele do podziału, ale jednak. Lodówka nam z dziećmi jest bardziej potrzebna. A znając ciebie, jestem pewna, że właśnie o nią powalczysz, żeby zrobić mi na złość. Dlatego wszystko – tylko przez sąd. Na szczęście mieszkania nie mamy. Zresztą, możesz w tej zostać. A nam z dziećmi wynajmę inne (mówiąc ostatnie zdanie, Katarzyna zrobiła chwilę przerwy, w głębi duszy mając nadzieję, że Tomek się nie zgodzi, powie, że to on wynajmie inne mieszkanie, że żona i dzieci mogą mieszkać tam, gdzie się przyzwyczaili… Ale Tomek nic takiego nie powiedział), – … już znalazłam odpowiednie blisko przedszkola.
– No to idźcie! – Tomek nie mógł już dłużej spokojnie słuchać Katarzyny, – myślisz, że jesteś lepsza?! Wszystko sobie zaplanowałaś?! Niczego nie zapomniałaś?! A samochód? Jego ci nie oddam!
– Nie proszę o to – uśmiechnęła się Katarzyna, – nie jest mi potrzebny.
– Czemu jesteś taka hojna?! – Tomek nie mógł się już powstrzymać, – samochód ci niepotrzebny! Pewnie jeździsz już innym?! No, przyznaj się: od kiedy rosną mi rogi?! Coś za bardzo się ośmieliłaś!
– Nie zaskoczyłeś mnie – Katarzyna była całkowicie spokojna, – wiedziałam, że to usłyszę.
– W końcu zrozum – Tomek podskoczył do żony, chwycił ją za ramiona, zaczął trząść, – komu potrzebna jesteś z dwójką dzieci?! A może… zapomnimy o tym, co powiedziałaś? Będziemy żyć razem, jak dawniej. Obiecuję poprawić się!
– Jak dawniej? Nie, już nie – odpowiedziała stanowczo Katarzyna, – tak się nie da.
– Ale dlaczego?! – Tomek już nawet nie krzyczał, on wrzeszczał na całe gardło.
– Bo już cię nie kocham…
Tomek stracił rezon, wpadł w wewnętrzną panikę i nagle, jakby czując, że dalsze rozmowy są bezcelowe, zgodził się:
– Skoro tak – składaj pozew o rozwód.
Zostali rozwiedzeni za pół roku. Wszystko odbyło się tak, jak planowała Katarzyna.
Teraz ona z dziećmi mieszka niedaleko przedszkola i poranki w dni robocze są dla niej dużo spokojniejsze.
A w weekendy – jest w ogóle wolną kobietą! A to dlatego, że były mąż zabiera dzieci do siebie! Chodzi z nimi po mieście, bawi się z nimi w domu, grają w różne gry. Nawet sam gotuje!
I kto zrozumie tych facetów?
Dopóki jest żonaty – ani żony, ani dzieci nie potrzebuje. Traktuje to jako coś oczywistego.
Jak się rozwiedzie – to i czas na dzieci znajduje, i prawie najlepszym ojcem na świecie się staje…



