Pędzisz po świecie jak kozica
Zobaczysz, Jagna, będziemy robić takie interesy, że aż głowa mała! Renata machała rękami, siedząc na parapecie w akademiku na Powiślu. Ty w swoim doradztwie, ja w marketingu, a potem otworzymy własną agencję! Przed nami cała przyszłość!
Jagna podniosła głowę znad notatek i zaśmiała się, odrzucając do tyłu ciężki warkocz.
Renata, za tydzień mamy sesję, a Ty już planujesz imperium!
A co, nawet marzyć nie można? Renata zeskoczyła z parapetu i usiadła obok na wygniecionej kanapie. Tak poważnie, Jagna. Przecież nie jesteśmy takie jak te kury z naszego roku. My jesteśmy bystre. Na pewno się przebijemy.
Jagna odłożyła długopis i spojrzała na przyjaciółkę rozczochraną, w spranej koszulce, ale z ogniem w oczach. I w tamtej chwili uwierzyła jej bez reszty.
Przebijemy się, na pewno przebijemy odparła cicho…
Dziesięć lat minęło jak jedno westchnienie…
…Jagna gryźć musiała te lata zębami. Praktyka w międzynarodowej firmie, potem nieprzespane noce nad raportami, biznesowy angielski o świcie, chiński w weekendy. Fora, konferencje, nowe kontakty. Wspinała się wyżej, rozdzierając łokcie i kolana, ale nie zatrzymywała się. Do trzydziestki nosiła garnitury z włoskiej wełny, latała do Tokio na negocjacje i zapomniała, kiedy ostatni raz płakała ze zmęczenia po prostu nie miała na to czasu.
…Renata poznała Piotra na trzecim roku. Pracował jako mechanik, pachniał benzyną i patrzył na nią tak łapczywie, jakby była jedyną kobietą na świecie. Na czwartym roku Renata zaszła w ciążę, na piątym rzuciła uczelnię. Agencja marketingowa rozpuściła się gdzieś między pierwszymi ząbkami córki a drugimi porodami. Teraz jej imperium to trzypokojowe mieszkanie na Ursynowie, gdzie dowodziła garnkami, dziecięcymi napadami płaczu i wiecznie cieknącym kranem.
Wciąż spotykały się czasem coraz rzadziej.
Jagna przywoziła prezenty z podróży służbowych: jedwabny szalik z Mediolanu, zestaw herbaty z Yunnanu. Wyciągała z torby zdjęcia, pokazywała świątynie w Kioto, opowiadała o negocjacjach z Japończykami.
Wiesz, oni nic nie mówią wprost! Wszystko w aluzjach i półtonach. Trzy miesiące uczyłam się ich etykiety, żeby nie zrobić gafy na pierwszym spotkaniu.
Renata kiwała głową, bawiła się torebką z herbatą i milczała. Potem wzdychała.
Tobie dobrze. A u mnie znowu Zosia przyniosła wirusa z przedszkola, Piotr po godzinach w pracy, wiecznie pieniędzy brakuje…
Jagna nie wiedziała, co odpowiedzieć. Między nimi wyrastała ściana z zupełnie różnych żyć, różnych języków, różnych zapachów jej perfumy za tysiąc złotych kontra Renaty dziecięcy proszek.
…Na urodziny Renaty Jagna przyjechała prosto z lotniska. Granatowy garnitur, szpilki, fryzura ułożona jeszcze w biznesowej lounge. Wtopiła się w towarzystwo bez trudu, śmiała się, opowiadała o nowym projekcie, łapała ciekawe spojrzenia mężczyzn i pełne szacunku kobiet.
Renata siedziała w kącie…
Sukienka była stara, jeszcze ta, w której chodziła na firmowe spotkanie Piotra trzy lata temu. Włosy związała w prosty kucyk, bo rano zabrakło czasu nawet na suszarkę Zosia znów kaprysiła. Patrzyła, jak Jagna lśni w centrum pokoju, jak wszyscy jej słuchają z otwartymi ustami, a w środku powoli wzbierało coś ciemnego, gorzkiego, lepkiego.
To nie była zazdrość.
To było gorsze…
Jagna weszła do kuchni po wodę i zamarła na progu. Renata stała przy oknie, kurczowo trzymając kieliszek wina i patrząc gdzieś przez szybę nieobecnym wzrokiem.
Rena, dlaczego tu sama stoisz? Jagna podeszła bliżej, dotknęła ramienia przyjaciółki. Chodź do gości, Nadka właśnie wyciąga tort.
Renata szarpnęła ramieniem, zrzucając jej rękę.
Idź. Czekają na Ciebie.
Jagna zmarszczyła brwi, ale nie zamierzała się poddać. Nalała sobie wody, napiła się i zaczęła ostrożnie:
Wiesz, chciałam dawno zapytać… Tęsknisz za pracą, widzę to. U nas w firmie jest stanowisko, początkujące, ale z dużymi możliwościami. Mogę pogadać z HR, dali by Ci staż, a potem…
Kieliszek huknął o blat, a wino rozlało się czerwoną plamą.
Staż? Renata odwróciła się i Jagna odsunęła się od jej twarzy. Dla mnie? Staż?
Rena, chciałam po prostu pomóc…
Pomóc? Renata parsknęła śmiechem, ale był zły i stłumiony. Słyszysz siebie? Wielka Jagna, zstępuje do biednej koleżanki i chce ją obdarować łaską. Dziękuję za taką uprzejmość!
Źle mnie rozumiesz próbowała zachować spokój Jagna. Widzę, że się męczysz, że pragniesz czegoś więcej, więc tylko podałam opcję.
Prosiłam Cię o to? Renata podeszła do niej, a Jagna mimowolnie cofnęła się. Ty się zmieniłaś, Jagnuś. Kiedyś byłaś normalna, a teraz… Dumna, wyniosła. Wszystkich oceniasz z góry, ze swoimi Tokio i garniakami.
To niesprawiedliwe.
Niesprawiedliwe? Renata podniosła głos, ktoś z salonu zerknął, po czym zniknął. A sprawiedliwe jest, że ciągle pokazujesz idealne życie? Codziennie na Instagramie tu samolot, tu konferencja, tu smoothie za pięćset złotych! Myślisz, że to miłe?
Jagna zaniemówiła ze zdziwienia…
Dzielę się radością, Renata. To normalne.
Radością? Renata prychnęła. Po prostu się popisujesz! Pokazujesz wszystkim, jaka jesteś wspaniała, a my tutaj nieudacznicy. Zwyczajne kobiety w trzydziestce mają już rodzinę, dzieci. A Ty? Biegasz po świecie jak kozica, bez męża, bez dziecka. Pusty kwiat!
To słowo zabolało gdzieś głęboko.
Pracowałam Jagna stłumiła drżenie w głosie. Harowałam nocami, gdy Ty oglądałaś seriale. Uczyłam się języków, gdy Ty gotowałaś zupę. To mój wybór, mam do niego prawo.
Och, daj spokój! Po trupach szłaś, to co! Myślisz, że nie wiem, jak wygryzłaś Martę w tamtej pracy? Egoistka! Całe życie myślisz tylko o sobie!
Jagna zamilkła, patrząc na dawną przyjaciółkę jej drgające usta, czerwone plamy na policzkach, gniew gromadzony latami, który teraz znalazł ujście.
I nagle wszystko stało się jasne. Do obrzydzenia, do mdłości jasne.
Nie mnie nienawidzisz, Rena powiedziała Jagna cicho. Siebie nienawidzisz. Za to, że nie odważyłaś się zaryzykować. Za to, że się poddałaś. Łatwiej Ci myśleć, że ja jestem zła, niż zapytać siebie, czy nie zabrakło Ci odwagi.
Renata pobladła.
Wyjdź!
Już Jagna odstawiła szklankę i ruszyła do drzwi. Żegnaj, Renata. Powodzenia w Twoim domowym królestwie.
Jagna złapała torebkę i pchnęła drzwi wyjściowe. Chłodny deszcz uderzył ją w twarz, ale nawet nie skrzywiła się, wychodząc prosto w szarą zawiesinę.
Obcasy uderzały o mokry chodnik. Drogie ubranie przemakało, przyklejało się do pleców, tusz pewnie już spływał po policzkach, ale co to za różnica. Jagna szła w stronę metra, z każdym krokiem oddychając swobodniej.
To dziwne spodziewała się bólu. Że zaleje ją tęsknota za piętnastoma latami przyjaźni, za tamtą dziewczyną z ogniem w oczach na parapecie akademika, za wspólnymi planami i marzeniami. Ale zamiast bólu przyszło tylko ulżenie, ciche i trochę wstydliwe.
Ich przyjaźń nie umarła dziś. Gasła powoli, rok po roku, rozmowa po rozmowie. Za każdym razem, gdy Jagna dzieliła się radością, a w zamian widziała zaciśnięte usta. Za każdym razem, gdy mówiła o planach, a Renata przewracała oczami. Za każdym razem, gdy próbowała wyciągnąć koleżankę z marazmu, a ta łapała ją za nogi, ciągnąc w dół.
Jagna zjechała metrem na Mokotów i usiadła na pustym siedzeniu, nie zwracając uwagi na mokre ślady, które zostawiała. Wyjęła z torebki lusterko, zerknęła na siebie rozmazana maskara, potargane włosy, czerwone oczy. Uśmiechnęła się lekko i schowała lusterko z powrotem.
Nazajutrz wstanie o szóstej, zrobi fryzurę, założy nowy kostium i pojedzie do pracy. Bo życie nie kończy się przez cudzą zawiść…
Miesiąc później Jagna została wezwana do gabinetu dyrektora generalnego. Weszła, gotowa na wszystko nowy projekt, krytykę, kolejny maraton negocjacji. Ale Stanisław Zawadzki bez słowa podał jej teczkę z dokumentami, a Jagna przeczytała pierwszą stronę.
Powołanie na stanowisko dyrektora regionalnego ds. Azji.
Roczny kontrakt w Singapurze.
Zasłużyłaś, Jagna dyrektor odchylił się w fotelu. Zarząd jednogłośnie wytypował Cię na to stanowisko. Wylot za trzy tygodnie, zdążysz się przygotować?
Jagna podniosła wzrok znad dokumentów i skinęła głową.
Dam radę.
Wyszła z gabinetu, ściskając teczkę do piersi i pozwoliła sobie przez chwilę stać w pustym korytarzu. Za oknem zachodziło listopadowe słońce, kreśląc niebo złotem i czerwienią. Gdzieś tam, w bloku na Ursynowie, Renata pewnie właśnie gotowała obiad i narzekała mężowi na niesprawiedliwość świata.
A Jagna pakowała walizki do Singapuru.
I nigdy, choćby jeden jedyny raz, nie żałowała swojego wyboru. Jak mawiają każdy robi to, w czym jest najlepszy…


