— Nie waż mojej lalki! — pisnęła Jadzia, wyrywając starszej siostrze porcelanową piękność ze złotymi loczkami. — Mamo! Basia znowu bierze moje zabawki!
— Och, daj spokój, sknero! — warknęła ośmioletnia Basia, jednak lalkę puściła. — Racja, niby taka księżniczka!
— Dziewczęta, dlaczego już o świcie krzyki? — Helena Nowak wyszła z kuchni, wycierając ręce fartuchem. — Basia, daj siostrze spokój. Masz własnych zabawek pod dostatkiem.
— Moje są stare, a jej nowe! — oburzyła się Basia. — To niesprawiedliwe!
— Bo jestem młodsza — rzekła z zadowoleniem Jadzia, przyciskając lalkę do piersi. — Mama sama mówiła.
Basia zacisnęła zęby i milczała. Prawda, mama rzeczywiście tak mówiła. I babcia też. I ciocia Ala. Wszyscy wokół powtarzali: “Jadzia jest mała, trzeba jej ustąpić”, “Jadzia jest chorowita, trzeba ją chronić”, “Jadzia to taka śliczna dziewczynka”.
A Basia? Basia była duża, Basia była silna, Basia miała rozumieć. Zawsze rozumieć i ustępować.
— Idź na śniadanie — odparła zmęczona matka. — I zawołaj siostrę.
Raz w szkole Basia starała się zapomnieć o domowych smutkach, lecz nawet tam ścigał ją duch młodszej siostry. Nauczycielka, pani Grażyna, nierzadko pytała, co słychać u Jadzi, czy nie choruje, rychło pójdzie do pierwszej klasy.
— A ty, Basiu, pomagasz siostrzyczce przygotować się do szkoły? — spytała któregoś dnia po lekcji.
— Pomagam — skłamała Basia.
W istocie nie znosiła tych zajęć. Jadzia grymasiła, nie chciała uczyć się liter, narzekając na zmęczenie. A mama za każdym razem mówiła: “Czego się do niej czepiasz? Widzisz, dziecko zmęczone”.
— Jadziu, litera “A” tak się nie pisze! — gniewała się Basia, ścierając krzywo nakreśloną bazgrołę. — Patrz, jak trzeba!
— Nie chcę! — biadoliła siostra. — Ręka mnie boli.
— Nic cię nie boli! Jesteś leniwa!
— Mamo! Basia mnie przezywa! — wrzeszczała natychmiast Jadzia.
I mama oczywiście łajała Basię. Zawsze łajała Basię.
Gdy Jadzia poszła do szkoły, Basia miała nadzieję, że teraz siostra zrozumie, czym jest, zmagać się z nauką, starać, otrzymywać dwóje i trójki. Lecz nic z tego. Jadzia uczyła się lekko, zbierała same piątki, a nauczyciele ją ubóstwiali.
— Jakże utalentowana jest twoja siostra! — zachwycała się wychowawczyni Basi. — Prawdziwa prymuska. A tobie, Basiu, niechby się przydało wziąć z niej przykład.
Basia milczała, zaciskając pięści. I cóż rzekniesz? Że Jadzia nieutalentowana, lecz po prostu szczęściara? Że wszystko przychodzi jej łatwo, bez trudu? Gdy Basia musiała wkuwać po nocach, by dostać choć czwórkę.
W domu też nie było odpoczynku. Jadzia rosła na piękną pannę — jasnowłosą, błękitnooką, o delikatnej cerze. Wszystkie sąsiadki wzdychały na jej widok: “Ojej, co za laleczka! Prawdziwy aniołek!”
A Basia? Basia była zwyczajna. Nie piękność, nie brzydula — po prostu przeciętna dziewczyna o kasztanowych włosach i szarych oczach. Takich jak ona — miliony.
— Nasza Jadzia zostanie artystką — marzyła mama, czesząc córce włosy. — Albo modelką. Z taką urodą grzech nie skorzystać.
Basia udawała, że nie słyszy, lecz każde słowo kłuło ją w serce. Czyżby ona była tym grzechem nie do skorzystania? Czyżby z niej nigdy nic porządnego nie wyszło?
— A ja zostanę lekarzem — szepnęła któregoś razu.
— Lekarzem? — zdziwiła się mama. — No, jeśli się uda. Trzeba się porządnie uczyć.
“Jeśli się uda”. Nie “na pewno zostaniesz” czy “uda ci się”, lecz “jeśli”. Jakby mama wcale w nią nie wierzyła.
Jadzia tymczasem rosła i piękniała. W liceum już kręciły się za nią chłopaki. Flirtowała, stroiła oczka, dostawała prezenty i kwiaty. Basia patrzyła na to z goryczą i zazdrością.
— Patrz, jakie kolczyki dał mi Andrzej! — świergotała Jadzia, kręcąc się przed lustrem. — Mówi, że pasują do oczu!
— Ładne — cedziła Basia przez zęby.
A przecież i ona marzyła, by ktoś obdarowywał ją prezentami, mówił komplementy. Lecz kto spojrzy na szarą myszkę, gdy obok jaśnieje takie piękno?
— Basiu, czemu taka kwaśna? — spytała Jadzia, dostrzegłszy minę siostry. — Mam ci też kupić kolczyki
Weronika spojrzała na siostrę, której tak długo zazdrościła, i przytulając mocniej małą Oliwię, zrozumiała nagle, że najtrudniejsza walka toczyć się może w jednym sercu, ale jej zakończenie przynosi pokój tak głęboki, jak cisza po burzy.



