Sierżant wypatrzył dziewczynkę z różowym plecakiem stojącą samotnie na środku ulicy w deszczu. Gdy tylko zauważyła policjanta, porzuciła plecak i zniknęła w ciemnościach.
Sierżant patrolował centrum miasta, jak robił to od lat. Wieczorna ulewa sprawiła, że ulice były wyjątkowo puste. Światła radiowozu przebijały się przez mrok, oświetlając nielicznych przechodniów kryjących się pod parasolami.
Policjant jechał powoli, wytężając wzrok. Jego doświadczenie podpowiadało, że deszczowe noce często kryją niespodzianki.
Na skrzyżowaniu dostrzegł coś niepokojącego drobna postać stała nieruchomo na jezdni, zalana wodą. Szare palto przykrywało jej chudą sylwetkę, a na plecach kołysał się różowy plecak.
Sierżant zwolnił i zatrzymał samochód.
Hej, mała! krzyknął, wysiadając w strugach deszczu.
Dziewczynka drzDziewczynka zniknęła w mroku, a sierżant zrozumiał, że właśnie trafił na ślad czegoś znacznie większego niż przypuszczał.


