Siedzenie w domu bezczynnie

„Mamo, siedzisz w domu i nic nie robisz…”

„Mamo, chodźmy się pobawić w samochody, obiecałaś…” – po raz kolejny poprosił pięcioletni Kacper, zaglądając do kuchni.

Iwona spojrzała najpierw na syna, potem na stertę brudnych naczyń i kurczaka, który cierpliwie czekał na desce do krojenia. Znów spojrzała na synka. Chłopiec wpatrywał się w nią wyczekująco, czekając na odpowiedź na swoją prośbę, która brzmiała jak kolejne wyrzuty.

„Kacperku, jeszcze chwileczkę, zaraz przyjdę, dobrze?” – powiedziała cicho, bo sama chyba nie wierzyła, że to „zaraz” w końcu nadejdzie.

„Znowu to samo! Zawsze tak mówisz, a potem nie przychodzisz! Nie chcę bawić się sam!” – krzyknął chłopiec i pobiegł do pokoju.

Od krzyków brata obudziła się mała Zosia i natychmiast oznajmiła swoje przebudzenie głośnym płaczem. Iwona usiadła na krześle, zakryła dłońmi twarz, jakby chciała zatkać uszy. Na chwilę zamknęła oczy.

…Iwona zawsze marzyła o dzieciach i kochała je całym sercem. Ale teraz chętnie znalazłaby się gdzieś zupełnie sama, gdzie nie ma tej niekończącej się sprzątania, gotowania, pieluch, logopedy, spacerów, wieczornych kąpieli, kolacji, bajek na dobranoc…

Oczywiście wiele kobiet żyje tak samo, ale większość ma choć babcie, dziadków, mężów, którzy pomagają. U Iwony sytuacja była inna. Jej rodzice mieszkali tysiąc kilometrów dalej, teściowa pracowała i zajmowała się sobą – nie miała czasu na wnuki. A mąż, Robert, wracał z pracy zwykle dopiero wtedy, gdy dzieci już zasypiały. Mężczyzna jadł kolację, siadał przed komputerem lub telewizorem. Pomocy – żadnej. W ostatnich miesiącach relacje między nimi stały się napięte, wręcz bolesne…

„Mamooooo…” – rozległ się przeciągły głos półtorarocznej Zosi.

„Idę, córeczko, idę!” – odpowiedziała Iwona i pospieszyła do pokoju dzieci.

Zajęła się maluchami, posprzątała trochę. Po obiedzie Kacper miał zajęcia z logopedą. Gdy się uczył, Iwona z Zosią poszły na plac zabaw.

Wróciły dopiero pod wieczór. Iwona wykąpała dzieci, nakarmiła je kolacją. Sama nawet nie zjadła, tylko napiła się na szybko herbaty. Potem posprzątała naczynia, spojrzała na kurczaka i wydała wyrok: „nie zdążę”. Żeby nakarmić męża, postanowiła ugotować pierogi.

Robert wrócił około dziewiątej wieczorem. Iwona przywykła już, że mąż wraca zwykle w złym humorze.

„Jestem! Nikt mnie nie wita?” – krzyknął z przedpokoju.

„Rob, nie krzycz, proszę, Zosię właśnie ułożyłam spać” – Iwona starała się mówić łagodnie, żeby nie pogarszać sytuacji.

„No proszę! Witaj w domu! Wracam, a tu cisza!” – mruknął Robert i poszedł do łazienki się umyć.

Iwona nakryła do stołu – podała pierogi, na osobny talerzyk położyła śmietanę i posiekaną pietruszkę. Zagotowała wodę, pokroiła chleb.

„Iwonka, znów kupiłaś te pierogi na promocji i teraz będę je jadł, aż się nie skończą?” – zapytał sarkastycznie Robert.

„Rob, dzisiaj jeszcze pierogi, a jutro, jak obiecałam, usmażę kurczaka” – odpowiedziała przepraszająco.

„Dzisiaj ostatni raz. Jutro koniec! W poniedziałek już je jadłem!” – oburzył się Robert i zabrał się za jedzenie.

Nawet nie zapytał, czy Iwona w ogóle coś dziś zjadła. Ostatnio wydawało się, że żona zupełnie przestała go interesować.

„Rob, oderwij się na chwilę od telefonu. Jak tam w pracy?”

„A co tam ma być? Jak zwykle. Jestem zmęczony, a ty chcesz, żebym jeszcze w domu o tym gadał!” – rzucił ostro i znów wpatrzył się w ekran.

„No to smacznego, idę do dzieci.”

„Idź.”

Iwona ułożyła maluchy, zgasiła światło i wróciła do kuchni.

„Idę spać” – rzucił sucho Robert i wyszedł, nie odrywając wzroku od telefonu.

„Dobranoc…” – szepnęła Iwona w pustkę.

A przecież były czasy, gdy Robert całował ją na dobranoc, życzył słodkich snów. Kiedyś, po uśpieniu synka, długo rozmawiali przy herbacie, potem oglądali filmy.

Te ciepłe, pełne bliskości chwile zaczynały się już zacierać w pamięci Iwony. Ostatnio między nimi działo się coś złego. Robert był całkowicie pochłonięty pracą, jakimiś sprawami, do których Iwona nie miała dostępu.

Ona sama, po urodzeniu córki, była wykończona. Mieli nadzieję, że Kacper trafi do przedszkola, ale w grupie logopedycznej zabrakło miejsc. Zdecydowali więc, że na czas urlopu macierzyńskiego zostanie w domu i będzie chodził na prywatne zajęcia.

Iwona westchnęła, spojrzała na zegar. Już prawie jedenasta! Trzeba szybko pozmywać, umyć się i spać.

Do sypialni weszła około pół do dwunastej. Robert już spał. Wtem na jego telefonie zabrzmiało powiadomienie.

„Kto pisze o tej porze?” – pomyślała, ale zignorowała to, uznając, że to pewnie alert od operatora.

Zanim zdążyła zamknąć oczy, obudził ją budzik.

„Już piąta?! Czuję się, jakbym w ogóle nie spała…” – wstała szybko, narzuciła szlafrok i pobiegła do łazienki.

Umyła się, zrobiła kawę, zabrała się za śniadanie. O szóstej obudził się Robert.

„Znów owsianka i kanapki?!” – oburzył się, zanim wszedł do kuchni.

„Dzień dobry, Rob…”

„Mama zawsze smażyła mi naleśniki albo racuchy, a od ciebie nie doczekam!” – mruknął, warcząc na talerz z owsianką.

„Rob, naprawdę nie mam czasu. W weekendy smażę, ale w tygodniu… Poza tym, smażone codziennie rano nie jest zdrowe. Owsianka jest dobra i dla ciebie, i dla Kacpra.”

„No tak! Teraz mam się tym pasztetem zadławić! Chociaż jajecznicę byś zrobiła!”

„Po pierwsze, nie krzycz, bo dzieci się obudzą. Po drugie, zapomniałam wczoraj kupić jajek!”

„Jaka z ciebie żona! Zapomniałaś, nie zdążyłaś, nie potrafisz! Siedzisz w domu, nie pracujesz. Najprostsze rzeczy,Iwona spojrzała na niego przez łzy, ale w jej głosie nie było już wahania, gdy powiedziała: „To koniec, odchodzę i zabieram dzieci, bo zasługujemy na coś więcej niż twoje wymówki i obojętność.”

Rate article
Fajna Tajna
Siedzenie w domu bezczynnie