Serce rodzica. Dziennik
Dziękuję za każde wsparcie, wszystkie lajki, komentarze, subskrypcje i ogromne dzięki za każdą złotówkę przekazaną ode mnie i mojej piątki kotów. Jeśli spodoba Ci się ten wpis, podziel się nim w swoich mediach społecznościowych to zawsze miłe dla autora!
– Co taka ponura jesteś od rana? Nawet się nie uśmiechasz, chodź, zjemy śniadanie.
Wszedłem do kuchni przeciągając się leniwie nareszcie wolna sobota. Na patelni skwierczały jajka z boczkiem, a żona Małgorzata nalewała właśnie herbatę. Walnęła mi na talerz większość jajecznicy razem z dorodnym plastrem chleba i powiedziała ostro:
Jedz, na widelec!
O co chodzi, Gosiu? zapytałem spokojnie.
O to, że oboje zawaliliśmy wychowanie dzieci usiadła przy stole i zaczęła niespiesznie jeść, bez większego apetytu. Córka i syn już dorośli, a my sobie wszystkiego odmawialiśmy przez całe lata, żeby im było lepiej. Teraz kto nas wesprze, choćby dobrym słowem? U nich ciągle jakieś problemy: raz narzekają, że im nudno w życiu, raz, że im brakuje pieniędzy. To Wioletta, to Szymon, zawsze biadolą.
Skąd Ci się to wzięło?
Zjadłem jajka i z przyjemnością posmarowałem świeży chleb masłem, a na wierzch dżem.
Tobie dobrze, oni wszystko wypisują mi, matce. Szymon wczoraj z rodziną chciał pójść na kręgle, prosił o pieniądze do wypłaty, a ja odmówiłam. Obraził się. Przedtem Wioletta dzwoniła, bo kariera wokalna jej nie idzie, więc humor pod psem. No, śpiewać lubi, ale pracować trzeba, a ona by tylko z muzyki żyła! Tak dla wszystkich nie jest, powinna już zrozumieć i znaleźć normalną pracę! A kiedyś, jak dzieci były małe, Wioletta z Szymkiem byli nierozłączni, a teraz prawie ze sobą nie rozmawiają!
Gosia odsunęła od siebie letnią jajecznicę i upiła łyk herbaty.
Nie przejmuj się tak, wszystko się ułoży. My też byliśmy młodzi, pamiętasz? próbowałem pocieszyć żonę, ale ona tylko się rozkręciła:
No właśnie! My żyliśmy skromnie i cieszyliśmy się wszystkim, co mieliśmy! Jak się urodził Szymek, byliśmy szczęśliwi. Wózek i łóżeczko dała koleżanka, śpioszki i pieluchy dostałam po bratanku od siostry. Wszystko używane, ale dla nas jak nowe dzieci rosną jak na drożdżach! A kiedy kupiliśmy naszego dużego fiata dumni byliśmy jak pawie. Garaż pod blokiem postawiliśmy i czuliśmy się bogaci! A teraz? Naszym dzieciom, jak nie byli za granicą, to życie stracone. Czy my ich tego uczyliśmy?
Czasy się zmieniły, Gosiu, teraz więcej pokus, a oni młodzi, zrozumieją kiedyś.
Oby tylko nie było za późno, bo w tej pogoni za pieniądzem wszystko przepuszczą, a życie leci, Wojtek! Patrzę w lustro i nie wierzę, że to już babcia I Ty, dziadek
Wtedy zadzwonił telefon Szymon.
Znowu coś się stało westchnęła Małgorzata, odbierając.
Patrzyłem na nią, a ona coraz bardziej nerwowo skakała wzrokiem.
Wojtek, ubieraj się szybko. Szymka zabrali do szpitala, dzwonił jego sąsiad z sali.
Co się stało? też zerwałem się z krzesła i zacząłem się ubierać.
Nie wiem dokładnie, jakąś szlifierką rękę przeciął tarcza pękła i go trafiła. Podobno walczą o dłoń, oby się udało, oby był cały Co za nieszczęście, jezu, oby nie stracił ręki! Chodźmy!
W pośpiechu wyszliśmy niby jeszcze nie starzy, ale już nie młodzi rodzice, z sercem w gardle.
Biegliśmy na autobus, o wszystkim zapominając, byle szybciej być przy Szymku
W trakcie biegu zadzwoniła Wioletta.
Mamo, zajdę do was na obiad, ok?
Przyjdź, córciu, pewnie już wrócimy zdyszana, wypaliła Małgorzata, nie czekając na odpowiedź i popędziła razem ze mną na przystanek.
W szpitalu pielęgniarka od razu nas uspokoiła udało się uratować rękę, lecz na razie nie wolno nam wejść do sali.
Nie puszczą, to nie pójdę, poczekam tutaj uparła się Małgorzata w holu, a ja przysiadłem obok.
Nagle do szpitala wbiegła Wioletta i rzuciła się nam na szyję.
Mamo, dlaczego jesteście tacy zmartwieni? Wszystko dobrze! Szymon został na fuchę, naprawiał komuś samochód. Coś mu się tam zatarło, śrub nie mógł odkręcić i przeciął trochę rękę. Już doszedł do siebie, wszystko mu zszyli, palce się ruszają, naprawdę! Nie wyglądacie najlepiej, ale naprawdę jest już po wszystkim!
Skąd wiesz? wydusiła Małgorzata.
My z Szymkiem i z jego żoną, Martą, zawsze się kontaktujemy, pomagamy sobie. A co?
Myśleliśmy, że w ogóle nie utrzymujecie kontaktu, czemu nam nic nie mówicie? wyjaśniłem.
Tato, bo wy zawsze sobie radzicie, wydajecie się tacy silni, że wszystkiego się podejmiecie. Chcemy was nie niepokoić uśmiechnęła się Wioletta No i wyglądacie młodo! Nie wtrącamy się, żebyście mogli żyć trochę dla siebie.
A już myśleliśmy, że zupełnie o nas zapomnieliście posłała jej uśmiech Gosia.
Oj mamo, wy to naprawdę z innej gliny! Takich ludzi jak wy już się nie spotyka. Staramy się być do was podobni, chociaż nie zawsze się udaje, ale bardzo się staramy, wiesz?
Trochę nam ulżyło. Uśmiechnęliśmy się do niej i przestaliśmy tak bardzo się martwić.
Mamo, tato, chciałam wam powiedzieć dostałam pracę. A do tego zaczęli mnie zapraszać z występami raz w przedszkolu, innym razem w domu opieki, a ostatnio śpiewałam dla seniorów. Aż się wzruszyłam, kiedy jedna staruszka się rozpłakała jej córka to znana piosenkarka, ale wiecznie w trasie, więc babcia sama siedzi w domu spokojnej starości. Okropne!
Wioletta nagle rzuciła nam się na szyję A my z Szymkiem bardzo was kochamy, nie zapominajcie
Wtedy przyszła pielęgniarka i pozwoliła nam na chwilę wejść do Szymka. Małgorzata była bliska łez, ale syn tylko spokojnie powiedział:
Mamo, już po wszystkim, nie martwcie się. Tato, a pamiętasz, jak opowiadałeś o tym osim gnieździe w garażu? Tak cię pożądliły, że do szpitala trafiłeś, wszystko się zdarza! Jak wyjdę ze szpitala, wpadnijcie do nas na Sylwestra bo ostatnio tyle zamieszania, że prawie nie mamy czasu się spotkać, dobrze? A Wioletta chyba chce kogoś wam przedstawić, jeszcze nie zdążyła wam opowiedzieć?
Do domu wracaliśmy pieszo, chcąc choć trochę się przejść.
Nie jesteśmy już młodzi, ale wciąż nie tak starzy rodzice.
To serce rodzica ono zawsze mocno bije dla dzieci. Wydaje się nam, że inne dzieci są lepsze, grzeczniejsze, bardziej poukładane. Chcemy, by nasze były takie same. Ale one mają swoją własną drogę, jakkolwiek by wyglądała A przecież są kochane bo to nasze dzieci.
Z tej historii nauczyłem się, że serce rodzica zawsze pozostaje czujne. Ważne jest, by ufać swoim dzieciom, dać im swobodę, ale nieustannie podtrzymywać je w trudnych chwilach. Nasze wsparcie, nawet milczące, jest fundamentem ich życia i mojego również.



