SERCE ZNOWU BIJE
Ania urodziła swoją córkę Weronikę bez ślubu, zupełnie niespodziewanie, jakby “poślizgnęła się” gdzieś w życiu.
Chętnie zwracał na nią uwagę jeden chłopak. Jednak o małżeństwie nie wspominał. Za to był niezwykle przystojny i miał nienaganne maniery.
Ania chwytała go pod ramię i z głową podniesioną wysoko przechodziła obok starszych pań słoneczników, które godzinami przesiadywały na ławeczce pod blokiem. Te emerytki obracały się za każdym przechodniem, jak kwiaty za słońcem.
Chłopak nigdzie nie pracował. Lubił lekko prześlizgiwać się przez życie, jak motyl. Ania go karmiła, poiła, pozwalała sypiać w swoim łóżku. Gotowa była dla niego wyścielać świat kolorowym dywanem.
Ale pewnego dnia oświadczył, że jest mu przy Ani nudno, że ona nie docenia go jako mężczyzny. I w ogóle, skoro go tak kocha, to mogłaby go chociaż raz zabrać nad morze
Ania tydzień przepłakała. Potem porwała na strzępy zdjęcie “nie-dokochańca” i wrzuciła je do ognia. Cały miesiąc cierpiała w samotności. Później poznała Wiktora.
Pewnego dnia Ania była spóźniona do pracy. Stała podenerwowana na przystanku autobusowym, gdy nagle zatrzymała się przy niej taksówka. Kierowca otworzył drzwi i zaproponował podwiezienie. Ania bez wahania wskoczyła do auta.
W trakcie trasy kierowca zagadał do niej. Od razu oceniła go na wzrok: facet w średnim wieku, zadbany, ogolony, fryzura na miejscu, koszula wyprasowana. Galanteria tego człowieka od razu ją urzekła. Po jego wyglądzie widać było, że o niego dba czyjaś troskliwa kobieca ręka. Ania uznała, że to pewnie ręka mamy.
Wiktor, jak powiedział na przywitanie, był całkowitym przeciwieństwem pierwszego chłopaka. Ania bez zawahania zostawiła mu swój numer telefonu chciała kontynuować tę znajomość. To zresztą był jedyny raz, gdy nie zapłaciła za przejazd taksówką.
Zaczęli się spotykać. Wiktor obsypywał Anię kwiatami, kupował drobiazgi i był kochający i czuły.
Pewnej wiosny Ania i Wiktor poszli na spacer do lasu. Słoneczko świeciło, na duszy lekko, radośnie. Ania zaczęła zbierać pierwsze przebiśniegi. Wiktor, widząc jej zapał, dołączył i razem mieli już całkiem pokaźny bukiet. W aucie Ania złożyła swój bukiecik na kolanach, Wiktor natomiast wsunął swoje przebiśniegi na tylne siedzenie. Ania pomyślała od razu: Dla żony. Ale nie odważyła się zapytać wprost. A nuż żonaty? Przez pół roku zdążyła już się przywiązać do uprzejmego Wiktora. Zdecydowała się na słodkie samooszukiwanie. Nic nie powiedziała…
Jednak nie minęło wiele czasu, gdy do Ani zapukała żona Wiktora. Przyszła z dwójką małych dzieci i bez ogródek rzekła:
Proszę wychowywać je sobie, jeśli pani tak bardzo lubi mojego męża! One bardzo kochają tatę!
Ania, zaskoczona, wyjąkała tylko:
Przepraszam, naprawdę nie wiedziałam, że Wiktor ma żonę. Nie zamierzam rozbijać waszej rodziny. Pod czyimś dachem nie mam zamiaru budować własnego gniazda.
Tego samego wieczoru Ania odsunęła się od żonatego.
Kolejną miłością był Mamuka.
Mamuka pochodził z Gruzji. Ich znajomość była krótka, ale intensywna jak burza. Wpadł w jej życie z impetem i szybko zniknął.
Poznali się u znajomych na urodzinach. Mamuka bezceremonialnie zainteresował się spokojną Anią. A ona dała się ponieść sile charyzmatycznego mężczyzny.
Ujął ją szerokością serca, szczodrością, optymizmem. Z nim nie było czasu na smutek i nudę. Zawsze miał głowę pełną pomysłów i planów, jakby nie istniały dla niego żadne przeciwności losu. Ania była gotowa pójść za nim aż na koniec świata. Ale los zdecydował inaczej
Przez rok Mamuka nosił Anię na rękach. Potem jednak wrócił do Gruzji nie zaaklimatyzował się w Polsce. Może klimat nie dla niego, a może ciężko chora mama wezwała go z powrotem.
Ania znowu została sama, przybita, z poczuciem, że nikomu nie jest potrzebna. Postanowiła, że koniec z łzami, koniec z cierpieniem. Przeżyję sama. Przynajmniej bez dodatkowych łez.
Właśnie, kiedy już pogodziła się z losem samotnej kobiety, okazało się, że pod jej sercem bije nowe życie. Gdy dowiedziała się o tym, zamarła! Po pierwsze kto będzie ojcem jej dziecka? Po drugie jak ona dalej da radę? Po trzecie jak nie zwariować przy tym wszystkim?
Urodziła się dziewczynka. Ania nadała jej imię, które zawsze kojarzyło jej się z siłą i pięknem: Weronika. Dziewczynka była cała Mamuka kręcone włosy, czarne oczy, magnetyczny uśmiech. To akurat sprawiało Ani radość, może dlatego, że pokochała go najgłębiej ze wszystkich. Patrząc na Weronikę, wracała myślami do wesołych dni spędzonych z Mamuką.
Oczywiście, czasami miała ochotę wyć z rozpaczy, zazdrościć zamężnym koleżankom. Ale to Weronika pochłaniała cały jej czas. Nie było kiedy płakać.
Pierwszego września Weronika poszła do pierwszej klasy.
Usadzono ją w ławce z chłopcem imieniem Daniel. Od początku przypadli sobie do gustu negatywnie. Daniel wyzwał Weronikę od “kręconych głupoli”.
Oboje nie mogli się znieść. W końcu nauczycielka musiała ich przesadzić, ale i tak wymyślali sobie nawzajem w korytarzu i nawet potrafili się pobić.
Ania musiała odwiedzić szkołę, by dowiedzieć się, czemu jej córka wraca podrapana.
Winaniewina, nauczycielka podała Ani adres Daniela. Pani Aniu, niech pani porozmawia z jego rodziną, powiedziała.
Ania, chcąc stanąć w obronie Weroniki, wybrała się pod wskazany adres.
Drzwi otworzył jej mężczyzna, młody, z ręcznikiem na szyi, z którego właśnie wycierał dłonie.
Proszę do środka! Zaraz poczęstuję panią kawą, tylko nakarmię jeszcze mojego urwisa rzucił i wybiegł do kuchni.
Ania zdjęła buty i weszła do małego pokoju. Od razu widać było, że kobieta tutaj nie gospodarzy. Rzeczy leżały wszędzie, kurz i woń papierosów unosiła się w powietrzu.
No tak… pomyślała.
Wrócił gospodarz z tacą i dwoma filiżankami aromatycznej kawy.
(Ten zapach Ania zapamięta do końca życia).
Czym zawdzięczam wizytę tak pięknej pani? zagaił.
Jestem mamą Weroniki zaczęła Ania.
Aaaa, już wszystko rozumiem. Mój Danielek jest zakochany w pani córce uśmiechnął się.
To dlatego moja Weronika chodzi podrapana? Ania od razu przeszła do sedna.
Hm? Nie bardzo rozumiem… zdziwił się tata Daniela.
Proszę, niech pan porozmawia z synem. Dziękuję za kawę Ania wstała i zbierała się do wyjścia.
Obiecuję, że wszystko wyjaśnię. Proszę się nie martwić dodał mężczyzna.
W kuchni urwis siedział cicho i nie odzywał się.
Ania wróciła do domu.
Tamtej nocy długo nie mogła zasnąć. Przypominała sobie spotkanie z ojcem Daniela. Było coś ujmującego w tym domowym, nieco roztrzepanym facecie. Marzenie każdej kobiety! A do tego ta kawa żaden facet wcześniej nie zaprosił jej na kawę. Zawsze tylko szampany, wina, martini a tu zwyczajna kawa. Chciała dowiedzieć się więcej o tej rodzinie.
Nie zauważyła nawet, jak w myślach posprzątała, przewietrzyła mieszkanie Daniela, ustawiła kwiaty na parapecie i pogłaskała małego urwisa po głowie.
Rano obudziła się w świetnym nastroju. Poprosiła Weronikę, by nie wdawała się już w sprzeczki z Danielem i żeby była dla niego milsza.
Mijały tygodnie
Na zebraniu rodzicielskim Ania spotkała znowu tego mężczyznę. Wtedy już była pewna, że Daniel nie ma mamy bo przecież na zebraniu jest tylko tata.
Ta sytuacja popchnęła Anię do bardziej stanowczych działań.
Po zebraniu Danielowy tata zaproponował, że odprowadzi Anię i Weronikę do domu. Był grudzień, wcześnie robiło się ciemno. Ania bez wahania zgodziła się:
Jasne!
Jestem Leszek powiedział, wyciągając dłoń.
Ania, bardzo mi miło odparła z uśmiechem.
Wyraźnie jej się spodobał.
Leszek szybko zaproponował, by wspólnie spędzili Sylwestra. Ania poczuła, że już nie ma nic do stracenia. Bajkowych książąt od dawna przestała się spodziewać
Ileż można chuchać na zimne po tym, jak się poparzyło na mleku? Siedem lat samotności wystarczyło, by zgodzić się na jego zaproszenie.
Później Leszek opowie jej, że od dawna jest po rozwodzie. Jego była żona szybko wyszła za jego przyjaciela, a on nie oddał syna.
Nie zdawał sobie sprawy, że sam bardzo potrzebuje kobiecej ciepłej dłoni, a Daniel matki. Leszek z biegiem czasu wyznał Ani miłość.
Okazało się, że od czasu ich pierwszego spotkania nie mógł przestać o niej myśleć.
W Ani zobaczył dobrą żonę, a w Weronice troskliwą siostrę dla Daniela.
Ania z Weroniką przeprowadziły się więc do Leszka. Ale zanim to się stało, zapytali dzieci o zgodę.
Weronika i Daniel, trochę niechętnie, ale kiwnęli głowami.
I tak życie ruszyło z kopyta… Leszek od szczęścia góry przenosił. Wspólnie kupili przestronne mieszkanie. Ania zajęła się domem i dziećmi.
Weronika i Daniel dorastali w miłości i trosce. Ania kochała Daniela jak syna.
Leszek uwielbiał Weronikę, traktował jak swoją córkę.
Aż w końcu dzieci dorosły. Daniel i Weronika wzięli ślub ze sobą.
Leszek i Ania pobłogosławili ich związek, choć był nieco zaskakujący. Młodzi wybrali się na miesiąc miodowy do Paryża, a Ania zaproponowała Leszkowi, żeby pojechali razem nad morze.
Leszek nie chciał jechać.
Kup sobie coś ładnego za te pieniądze mówił.
Leszku, w końcu będziemy sami, tylko my dwoje! Chodź, chociaż raz odetchnijmy wolnością! nalegała Ania.
W końcu dał się przekonać.
Spędzili tydzień w nadmorskim kurorcie.
To był tydzień niekończącego się szczęścia. Leszek przerósł sam siebie kwiaty, komplementy, miłosne wyznania
W dniu wyjazdu poszli razem na plażę pożegnać się z morzem. Było wcześnie rano, plaża była pusta. Leszek pocałował Anię i cicho, trochę smutno powiedział:
Aniu, bardzo cię kocham. Bardzo…
Idę się jeszcze opłukać na do widzenia z morzem.
I już go Ania nigdy nie zobaczyła.
Leszek utonął.
Ratownicy nie zdołali go znaleźć. Morze było wtedy całkiem spokojne.
Ania wróciła sama do domu. Długo była jak w śnie. Nagła, bezsensowna śmierć Leszka złamała jej życie.
Dlaczego to jego spotkało? Przecież świetnie pływał. Dlaczego w wieku 55 lat została wdową? Dlaczego wtedy na plaży nie powiedziała, że ona go też tak bardzo kocha?
Chyba wtedy Leszek się z nią żegnał Nie zrozumiała.
I jeszcze tyle pytań do nieba
Ania zamknęła się w sobie. Znienawidziła morze. Świat stracił barwy. Nic jej nie cieszyło. Nawet nie mogła odwiedzić grobu męża. Grobu przecież nie było.
Dusza rozrywała się na kawałki. Nie chciała już nawet oddychać. Lepiej chyba siedem razy się spalić, niż raz zostać wdową! Mówią, że czas leczy rany. Bzdura. Nie leczy. Po prostu tłumi ból, maskuje tęsknotę za ukochaną osobą. Myślisz, że już masz wszystko poukładane, a pierwsza myśl i znowu boli dokładnie tak samo. Pamięć nigdy nie pozwoli zapomnieć
Ania trzymała za rączki dwójkę maluchów Kasię i Maćka. To były jej trzyletnie wnuki. Spacerowali całą rodziną po parku, wśród złotych liści.
Już tradycją było, że dzieci po drodze dostawały lody, a Ania zamawiała sobie filiżankę tej aromatycznej, nie do podrobienia kawy. Miała wtedy wrażenie, że Leszek jest obok, że wszystko widzi i wie o swojej Ani
Lata mijały. Choć przeszła przez morze bólu i ogarnęła ją niewyobrażalna strata, z czasem Ania odnalazła spokój i dziękowała losowi za Leszka, za te dwadzieścia pięć lat prawdziwego szczęścia.
Życie się kończy, ale miłość nigdy.



