**Sekretarka z niespodzianką**
Klaudia, przypomnij, gdzie jest moja kawa? głos szefa, Marka Kowalskiego, zabrzmiał zirytowany.
Na górnej półce, jak zawsze spokojnie odparła Klaudia, odrywając wzrok od kalendarza.
Przynajmniej pamięć masz dobrą, do czegoś się nadajesz mruknął i zatrzasnął drzwi szafki.
Biuro drgnęło. Jak zwykle. Jak codziennie. Marek Kowalski, czterdziestolatek z siwizną przy skroniach i nieskazitelną fryzurą, był gwiazdą firmy. Bali się go, ale szanowali za wyniki, za pewność siebie, za styl. Klaudii nikt się nie bał i nikt jej nie szanował. Była niewidzialna.
Stała się częścią wystroju: niepozorną, ale niezbędną. Dokumenty u niej. Umowy ona drukowała. Zapomniane urodziny współpracowników ona przypominała. Tylko nikt nie mówił dziękuję.
Klaudia, przynieś wody, mamy spotkanie za dziesięć minut! rzuciła koleżanka z księgowości.
Już niosę westchnęła, sięgając po dzbanek.
Całe jej życie w tym biurze toczyło się w cieniu. A zaczęło się od nadziei. Kiedyś ukończyła studia z wyróżnieniem, marzyła nawet o doktoracie. Ale mama zachorowała, musiała zacząć pracę. Zatrudniła się w Polskie Inwestycje najpierw jako asystentka, potem sekretarka dyrektora.
Pięć lat. Pięć lat przynosiła kawę, pilnowała kalendarza szefa i cicho znosiła upokorzenia. Nikt nie wiedział, że przez te piNikt nie wiedział, że przez te pięć lat skrupulatnie zbierała dowody, a teraz, gdy Marek Kowalski stanął przed sądem, ona spokojnie patrzyła, jak jego świat się rozpadał, i wiedziała, że cierpliwość zawsze zostaje wynagrodzona.



