W małym miasteczku nad rzeką, gdzie wieczorami zapalały się latarnie, Jadwiga sprzątała w kuchni. Zapach świeżo upieczonego sernika unosił się jeszcze w powietrzu, gdy nagle zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się imię przyjaciółki Danuty, z którą Jadwiga nie rozmawiała od lat.
– Danuś, witaj! Jakże się cieszę! – zawołała Jadwiga, wycierając ręce w fartuch.
Po wymianie uprzejmości Danuta nagle zapytała:
– Jagna, czyżbyście się z Wojtkiem rozwiedli?
– Nie! Skąd ci to przyszło do głowy? – zdziwiła się Jadwiga, serce jej zabiło mocniej.
– Dziwne, to jak wytłumaczysz to? – w głosie Danuty słychać było niepokój.
W sekundę później na telefon Jadwigi przyszła wiadomość ze zdjęciem. Otworzyła je, spojrzała na obraz i zamarła, jakby świat wokół się zawalił.
—
– Cholera, mam już dość! – wpadł do mieszkania Wojtek, rzucając klucze na komodę w przedpokoju.
– Wojtuś, co się stało? – zdziwiła się Jadwiga. Zawsze wracała z pracy wcześniej niż mąż, zdążając posprzątać i przygotować kolację.
– Co, co?! Wszystko! – warknął, zrzucając kurtkę. – Ta praca, rutyna, codzienność! Ani oddechu, ani życia! Jagna, uciekajmy gdzieś, odpocznijmy. Choćby nad jezioro, choćby do sanatorium. Jestem na granicy wytrzymałości!
– Ale urlop trzeba załatwić – zastanowiła się Jadwiga. – Obiecaliśmy twojemu ojcu pomóc z działką…
– Niech ją diabli! – przerwał Wojtek. – Działka nie ucieknie w ciągu dwóch tygodni, a ja zaraz wybuchnę! Co jest dla ciebie ważniejsze – grządki czy ja?
– Oczywiście ty – cicho odpowiedziała Jadwiga, widząc powagę w jego oczach. – Porozmawiam w pracy, nie powinni odmówić. Dwa lata bez urlopu.
– To kupuję bilety? – ożywił się Wojtek, zacierając ręce.
– Kupuj – skinęła głową Jadwiga. I jej samej dawno marzył się wyjazd od codziennych spraw: egzamin maturalny syna, jego studia w innym mieście, zalanie przez sąsiadów z góry, przez które musieli remontować mieszkanie. Siły były na wyczerpaniu.
– Zdecydowane – oznajmił Wojtek. – Nad jezioro za drogo, jedziemy do sanatorium. Tam przyroda, jezioro blisko, i nie nadwyręży to portfela.
Jadwiga nie protestowała. Rzadko sprzeciwiała się mężowi. Nawet gdy po zalaniu kupił tańsze tapety zamiast tych, które jej się podobały, albo gdy odwiódł ją od dobrej pracy, mówiąc:
– To przez całe miasto jeździć! Dom zaniedbasz. I co z tego, że pensja dobra? Czy ja za mało zarabiam? W sklepie obok szukają kasjerek. Blisko, i zakupy pod nosem.
Jadwiga ustąpiła. Praca w sklepie jej nie odpowiadała, ale w domu wszystko zdążyła załatwić. Tylko raz stanowczo się sprzeciwiła, gdy Wojtek próbował namówić syna na inny uniwersytet niż ten, który wybrał.
– Nie! – odcięła wtedy Jadwiga. – Nasz syn sam decyduje, gdzie będzie studiować. Nie waż się go naciskać!
Wojtek, nie spodziewający się takiego oporu u ustępliwAle gdy Wojtek wrócił po latach, już jako starszy, zmęczony życiem mężczyzna, zrozumiał, że największą tajemnicą, która rozdzieliła rodzinę, był jego własny egoizm.



