Do komisariatu w Gdańsku wpłynęło dziwne zgłoszenie. Roztrzęsiony męski głos w słuchawce twierdził, że z opuszczonej kamienicy przy ulicy Długiej dochodzą podejrzane odgłosy. Nie umiał dokładnie opisać, co słyszał, ale błagał, żeby natychmiast wysłać patrol.
Na miejsce dotarli mundurowi wraz z owczarkiem służbowym o imieniu Burek. Rozpytali sąsiadów, ale większość tylko wzruszała ramionami. Jedynie starszy pan Janusz wspomniał, że w nocy coś go obudziło coś jak jęk, ale uznał, że to pewnie nowy serial w telewizji u Kowalskich.
Kamienica wyglądała niczym scenografia do horroru: krzywy płot, drzwi, które pamiętały jeszcze PRL, a szyby tak zakurzone, że nawet kot sąsiadki unikał tam wspinaczki. Gdy weszli do środka, okazało się, że to dopiero początek. W głównym pokoju podłoga była no, właściwie jej nie było. Drewniane deski rozpadły się w pył, a w środku gapiła się wielka dziura, jakby dom postanowił połknąć własnych lokatorów.
Burek nagle stanął jak wryty, a po chwili zaczął wariować szczekał, drapał łapami brzeg dziury i patrzył w dół z furią detektywa, który właśnie znalazł trop. Policjanci wymienili spojrzenia. Jeden z nich młody aspirant Nowak sięgnął po latarkę i ostrożnie zajrzał w czeluść. To, co zobaczył, sprawiło, że nawet Burek na moment zamilkł.
Najpierw tylko kurz i gruz. Ale potem snop światła odsłonił coś przerażającego: człowieka. Leżał nieruchomo, przywalony belkami, twarz miał umazaną w błocie jak dzieciak po bitwie na podwórku.
Jak się później okazało, był to właściciel kamienicy pan Marian, lokalny majsterkowicz, który akurat remontował piwnicę, gdy tydzień temu przetoczyły się przez miasto wstrząsy. Stare mury nie wytrzymały, podłoga się załamała, a on wylądował na samym dole, uderzając głową o beton. Leżał tak trzy dni, nie mogąc nawet krzyknąć.
Gdyby nie sąsiad z parteru (który w końcu oderwał się od serialu) i gdyby nie Burek, który wyczuł pana Mariana jak najlepszy detektyw historia mogłaby się skończyć o wiele gorzej.
Rannego odwieziono do szpitala, a Burek dostał tego dnia podwójną porcję karmy i tytuł pracownika miesiąca. Bo, jak mawiają policjanci: Nie każdy bohater nosi pelerynę. Niektórzy mają cztery łapy i mokry nos.


