Sąsiadka z działki uznała, że mój plon to dobro wspólne, ale szybko wybiłam jej z głowy darmochę – c…

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co się wydarzyło na działce. Moja sąsiadka najwyraźniej uznała, że moje plony to rzecz wspólna, ale szybko wybiłam jej to z głowy i to raz na zawsze!

No bo wyobraź sobie: ja sobie pielę w marchewce, cała w czarnoziemie i z bolącym kręgosłupem, a tu zza niskiego płotu odgradzającego nasze ogródki przekrzykuje się do mnie Hanka, wypchana szczęściem i trzymająca w garści emaliowaną miskę już półpełną moją truskawką i łapą sięga po moją porzeczkę.

Oj, co Ty, sąsiadeczko, ze dwie ogórki będziesz żałować? słodko się uśmiecha, aż ciarki przechodzą. Przyszły mi wnuki, witaminki potrzebne, a Tobie to i tak to wszystko przejrzeje! No halo, jesteśmy sąsiadki, przez płot, swoje, co ścignąć będziesz?

Patrzę na nią już trzeci rok z rzędu te teksty słyszę, od kiedy kupiliśmy z Piotrem ten kawałek chaszczy i zrobiliśmy z niego przykładny ogródek. Każdy krzaczek moja duma, wszystko podlewałam, nawoziłam, sadzonki zamawiane z całej Polski. Czy wiesz, jak mi szkoda każdej porzeczki na dżem?

Haniu, mówię spokojnie, ale z twardym tonem masz przecież swoje truskawki, widziałam je.

Taakie truskawki? Gdzie tam! wzruszyła ramionami. W moim ogródku wszystko zżarte przez robaki, małe, kwaśne, a ja się tak na tych nawozach nie znam, na żadnych dokarmianiach U Ciebie sama chluba, wielkie owoce! Wstyd, żeby się marnowały. No i Was dwoje tylko, i tak wszystkiego nie przejecie, a ja dzieci, wnuki

Raz mi się nawet ogórków pozbyła bez pytania, jak byliśmy z Piotrem w sklepie. “Bo myślałam, że przejrzały, to Ciebie nie potrzebne”. Typowe bo jej się nie chce robić, to trzeba się podpiąć pod pracowitego sąsiada.

U niej w ogródku dramat: jabłonie krzywe, chaszcze, czasem tylko coś przekopie. Ona przyjeżdża “dla duszy” leży w hamaku, popija kiełbaski z grilla ceglanego własnej roboty i słucha Radia Pogoda.

A ja typowa pasjonatka grzebania w ziemi. Pobudka o piątej, każda roślinka policzona, każda kwiatostan ściśle pod opieką. Każdy ogór czy pomidor to efekt mojego wysiłku, czasem i zarwanej nocy, jak przymrozek “przyśnie”.

Haniu, zostaw miskę, truskawki mam na dżem, każda się liczy.

Ona odkręca oczami, teatralnie:

Oj no nie żałuj! Ja tylko trochę wzięłam, dla dzieci Chcesz zabrać z buzi dziecku?

I zanim zdążyłam podejść do płotu wsuwa wielką truskawkę do ust, przeżuwa wolno, z miną sowy i z miską odchodzi jak królowa do swojego letniaka.

A mnie aż szlag trafił. Wyszłam z siebie. Piotr, widząc scenę, nie przerywał swoich zajęć “nie mieszam się w baby kłótnie” jego słowa.

Znowu Hania pasożytuje? podszedł do mnie.

Pasożytuje. Już w zeszłym tygodniu ogórki mi zebrała, a teraz truskawki, i to w biały dzień. Następne będą pomidory.

Trzeba płot solidny, z blachy dwa metry postawić rzucił Piotr.

No gdzie tam! Przepisy rodzinnych ogrodów nie pozwalają. Tylko siatka, płotek, żadnego rzucania cienia. Poza tym, kasy nie ma nową szklarnię stawiamy.

No i z każdym tygodniem goręcej. Lipiec był mega upalny, plonów od groma: pomidory czerwieniały, ogórki aż się prosiły do kiszenia, papryki aż lały się sokiem. Im bardziej mi się udawało, tym częściej Hanka łaziła na mój płot.

Kiedyś w sobotę przyjechała do niej cała zgraja rodziny dzieci, wnuki, teściowie, cała paczka. Zrobił się bal z muzyką i piwem. Wieczorem podlewałam kwiaty, a ona podpłynęła z mocną banią do płotu:

Olaa! Ratuj po sąsiedzku! Przekąsek zabrakło, daj pomidorów, tych “Bawole serce”, jakąś natkę bo sklep kawał, a goście chcą dalej bawić się!

Trzymałam wąż, podlewając róże odwróciłam się tylko:

Haniu, pomidory dopiero dojrzewają. Co dorosło zabieram zawieźć do córki, obiecałam.

E tam, wszyscy widzą, że masz pełno! Dla dobrych ludzi szkoda? My przecież swoje, swoje! Nawet czekoladę Ci potem kupię!

Nie, Haniu. Nie dam.

I widziałam, jak jej mina twardnieje, oczy się zwężają.

Siedź z tymi swoimi pomidorami! A niech Ci pękną! Tylko skąpcy tak postępują, zima przyjdzie, śniegu ci nie dadzą!

Wieczorem od niej szły do mnie krzyki, śmiechy, teksty: Warszawka kurkule, O nią ogórki szkoda, aj waj, Jej chemiczne warzywa nikt nie zechce!. Aż ręce mi opadły. Wróciłam do domu i podkręciłam telewizor, żeby nie słyszeć.

Rano otwieram drzwi, patrzę szklarnia otwarta. Szybko lecę na grządki.

Cały dół największych pomidorów zerwany. Część krzaków połamana, niedojrzałe owoce porozwalane na ziemi. Ogórków mniej, w koperku i pietruszce wygryziona łysa dziura.

To nie była zwykła kradzież, to było jawne splunięcie na całą moją pracę.

Piotrek! wołam drżącym głosem.

Wyszedł, zobaczył i zaraz zgasił śmiech.

To już nie żarty, Ola. Tu jest przestępstwo. Kradzież.

Jakie tam przestępstwo? Kamera żadna tego nie nagrała, nie udowodnisz, zwali na nas, niby sami zjedliśmy a na nią zganiamy. Wiesz, jaka ona pyskata.

Przez płot widzę u niej cisza, rodzina śpi jeszcze po melanżu. Na tarasie stoi micha z sałatą z moich pomidorów i natką.

I wtedy mnie coś tknęło. Koniec litości, pora użyć ciężkiej artylerii i to nie siłą, a mądrze.

Pojechałam do centrum ogrodniczego w Lublinie. Wróciłam z żółtym kombinezonem, maską, opryskiwaczem i niebieskim barwnikiem spożywczym oraz zwykłym, śmierdzącym mydłem do podłóg.

No i wieczorem robię przedstawienie. Przebrałam się jakby co najmniej była epidemia, Piotr dla fasonu też się osłonił. Wlałam do wiadra barwnik, wylałam pół butli mydła, zapach masakra. Rozpylam to na pomidory i resztę wszystko niebieskawe jak w filmie science fiction.

Hanka patrzy przez płot:

Ola, co Ty odwalasz? Pożar? Zaraza jakaś? Pachnie jak prosektorium!

Poważna sprawa, Hania odpowiadam przez maskę głośno. Jakaś nowa wirusowa mozaika przyszła, trzeba eksperymentalnym preparatem spryskać. Mówią, 21 dni nie można dotykać ani jeść, bo odtrucie w szpitalu! Nawet ptaki poumierają.

21 dni?! robi się blada.

Tyle czekania. Bakterie padną, ale jakby kto zerwał przed czasem, to w szpitalu wyląduje. Nawet dotykać lepiej nie! Kombinezon do spalenia po oprysku.

Hanka odwija się od płotu jak zombi.

Następne dni omijała mój płot łukiem. Wnukom zabraniała podchodzić tam odtruwa, nie zbliżać się!. Wieczorem myliśmy z Piotrem barwnik z ogórków i wcinaliśmy na kolację. Pomidory straszyły sąsiadkę na niebiesko.

Ale Hanka to cwaniara. Po tygodniu już zaczęła kombinować.

Ola! woła następnego weekendu. Ty ogórka jesz? To nie te sprażone, co każesz czekać trzy tygodnie? Macie żelazne żołądki?

Ze sklepu mam, Haniu idealnie wymyśliłam na poczekaniu. Swoich nie jem, patrz na nie! A takie sklepowe, plastmasowe, co zrobić

A te pomidory dalej niebieskie, choć deszcz był?

Specjalny środek od chemii nie da się zmyć tak łatwo.

Miała minę nieprzekonaną, ale już się nie ładowała przez płot.

Kulminacja przyszła w sierpniu, w sezonie zbiorów. Niebieski kolor już niemal zszedł od słońca i deszczu, ale przy szypułce został lekki odcień.

Przed wyjazdem do miasta zamknęłam ogródek na wielką kłódkę, a na siatce powiesiłam tabliczkę laminowaną, żeby nie zgniła:

UWAGA! MONITORING! DZIAŁKA OPRYSKANA DOŚWIADCZALNYM PREPARATEM (III KLASY ZAGROŻENIA). SPOŻYCIE PRZED ODTRUCIEM GROZI CIĘŻKIM USZKODZENIEM ŻOŁĄDKA! ADMINISTRACJA ROD O POWIADOMIONA. W RAZIE NIEAUTORYZOWANEGO WEJŚCIA WEZWANA ZOSTANIE POLICJA.

Z kamerami ściema, ale efekt mega.

Wróciłam po paru dniach, a pod płotem stoją Hanka z prezesem Rodzinnych Ogrodów, panem Stanisławem.

Panie Stanisławie, ona eksperymenty na ludziach robi! Moje wnuki brzuchy bolą, przez te jej trujące pary!

Prezes, człowiek zmęczony życiem, patrzy na mnie.

Ola, sąsiadka się skarży, że robisz coś dziwnego i patrzysz na nią przez kamerę.

Panie Stanisławie, żadnej zabronionej chemii nie używam. Tabliczka odstrasza złodziejaszków. O bolących brzuchach nie chce słuchać, bo to nie moja wina. Gdyby nikt nie wchodził na moją działkę, nie byłoby problemu.

Ja niby wchodzę?! Udowodnij!

Mam nagrania. Nowe prawdziwe kamery ustawiłam przed wyjazdem. Chcesz, Haniu, oglądamy z prezesem filmik jak w zeszły wtorek wyciągasz łapki przez płot, albo jak twoja rodzina wyrywa koper? Miałam wydrukować zgłoszenie na policję.

Zagrałam va banque, choć kamer nie ma. Ale Hanka pobladła jak ściana, bo przecież wie, że się szwendała.

Wcale nie chcę Twoich opryskanych cudów! rzuca przez ramię. Sama swoje wyhoduję, zobaczysz!

Prezes się zaśmiał.

Ola, to naprawdę taki groźny środek?

Barwnik do ciasta i mydło, panie Stasiu. Od mszycy lepsze niż cokolwiek innego. I na sąsiadkę też działa.

Nie mam pytań, możesz tabliczkę zostawić na przyszłość.

Od tamtej pory zimna wojna. Hanka udaje, że mnie nie widzi. W całej alei mówi, że jestem czarownicą i trucicielką. A mi to nie przeszkadza najważniejsze, że plony mam w spokoju.

I wiesz co? Wiosną widzę na jej działce rewolucja! Sapie, stęka, ale odkopuje grządki, ustawia skrzynki z marną rozsadą z promocji. Podchodzę do ogrodzenia.

Pomożesz? rzucam życzliwie. Tu masz glinę, syp trochę piasku.

Sama wiem! warczy, ale widzę błysk w oku, że nie zła.

Każdy swoje będzie miał, Haniu. Własne smakuje najlepiej.

Latem uprawiała swoje indywidualne grządki krzywe ogórki i marne pomidory, ale nawet nie zaglądała na moje. Takie się dumna zrobiła, jakby ustawała pół hektara. Raz nawet przegoniła dzieciaki kopiące piłkę pod jej pomidorami.

Won stąd! To nie boisko! Tu mam swoje, nie nadeptujcie, bo zaraz łeb urwę!

Popatrzyłam na Piotra, a on się tylko śmiał:

I widzisz lepsza szkoła niż dwa metry płotu.

Na jesieni przychodzi sama do płotu. Trzyma słoik z własnymi ogórkami.

Masz, spróbuj. Swoje. Po przepisie z Przepisu na Ogród.

Przyjmuję ten słoik jak relikwię, uroczyście:

Super, Haniu. Ja dam Ci sadzonki na przyszły sezon, te porządne, Bawole Serce. Tylko trzeba wysiać już w lutym. Pomogę.

No dobra burknęła, ale już z błyskiem w oku. Tylko nie żałuj.

Dla kogoś, kto sam pracuje nigdy nie żal.

Postałyśmy chwilę pod płotem patrząc na te resztki ogrodu. Tabliczka już dawno się spłukała, a granica szacunku została. Lepsza niż jakikolwiek płot.

A pomidorów w tym roku zamknęłam w słoiki rekordową ilość. Do ostatniego nic się nie zmarnowało.

Masz, śmiej się, bo taka właśnie jest prawdziwa działkowa sąsiedzka szkoła życia. A Ty jak radzisz sobie z cwaniaczkami za płotem?

Rate article
Fajna Tajna
Sąsiadka z działki uznała, że mój plon to dobro wspólne, ale szybko wybiłam jej z głowy darmochę – c…