Sąsiadka Renata przestała wchodzić do domu babci Jadwigi. Rozpaliła plotkę, że staruszka zwariowała, bo podobno trzyma w domu borsuka albo wampira.
Babcia Jadwiga, żyjąca samotnie w małej wsi pod Krakowem, pewnego poranka znalazła w ogródku szare, maleńkie kocię. Kobieta była dobra i serdeczna.
Kocię przytuliła do siebie, gdy zza nieba przygarnął się nagły deszcz, a podwórko zaczęło drżeć. W chacie ogrzano piec opalany drewnem, a żar drewna trzeszczał radośnie.
Wkrótce maleństwo ogrzało się, wypiło mleko starannie przelane przez Jadwigę, a babci znów przestało być samotnie i nudno znalazła przyjaciela do rozmowy.
Kotek mruczał, wsłuchując się w babcine piosenki, toczył się w kłębek wełny. Babcia Jadwiga dziergała skarpety i rękawiczki, a wioska zawsze przychodziła po jej wyroby.
Kociak urosł na potężnego drapieżcę. Łapał myszy i szczury, dobrze poznał swoją okolicę. Skakał po drzewach, a kiedy widział babcię, zeskakiwał w dół błyskawicznie. Nie zastanawiała się nad dziwnymi zwyczajami zwierzęcia. Wkrótce zaczęła go pieszczotliwie wołać Kocurek! Kocurek odpowiadał.
Pewnego upalnego lata, babcia w ogrodzie zbierała maliny i porzeczki, gdy usłyszała syczenie. Z niskiego kąta ujrzała ogromną żmiję, gotową do ataku. Wiedziała, że nie zdoła wskoczyć na stół, a nogi stały się jak watą wiek nie sprzyjał.
Zanim zdążyła się wycofać, Kocurek w jednej chwili podskoczył na żmiję. Walka była krótka, lecz po chwili kot bawił się z wężem, wspinając go nawet na wysokie drzewo.
Nagle żmija wypadła przez okno sąsiadki Renaty, krzycząc niczym prosiaczek. Kocurek, nie zwracając uwagi na jej krzyki, złapał węża i cofnął go.
Renata już nie wchodziła do domu Jadwigi, rozgłaszając, że staruszka zwariowała, bo trzyma w domu borsuka albo wampira. Babcia nie przejmowała się wzrostem kota był jej ukochanym. Głaskała go, a on spoczywał zwinięty na dywaniku przy jej łóżku.
Kocurek lubił wędrować po gęstej trawie, czasem drzemał w upale, ale zawsze wracał do domu, gdy zapadał zmrok.
Pewnej nocy, kiedy babcia zasnęła przy lekko uchylonym okiencu koti lubili wyjść na podwórko do otwartego okna wślizgnęli się dwaj miejscowi pijacy, wiedząc, że Jadwiga dopiero co dostała emeryturę. Z ręcznika zrobili jej opaskę i zakryli usta.
Obudzili ją, drapiąc o pieniądze. Przerażona, bez możliwości mówienia, płakała i drżała. Jeden z włamywaczy, w panice, rzucił się na nią, a opaska wpadła jej w usta. Dom zamieszano, kiedy nagle zza okna wyłonił się ogromny, kudłaty cień, który wpadł do środka.
Pierwszy z przestępców krzyknął:
Borzysław, to ty? Co znalazłeś u sąsiadki? Przecież właśnie dostaliśmy emeryturę!
Cień, jak dziki wilk, rzucił się na jednego, wciągając mu rękę w gardło, potem na drugiego, wbijając pazur w oko. Ten wydał się jak przerażone prosię.
Boże! Niewyczerpana moc! ryczał przeciwnik, a zielone oczy jego błyszczały w półmroku.
Kiedy babcia wyciągnęła opaskę i gwałtownie włączyła światło, rozpoznała włamywaczy. Z całych sił krzyknęła:
Pomocy!
Wszystkie okna w domu rozbłysły światłem. Sąsiedzi wpadli do środka i zobaczyli przerażający widok: na podłodze leżeli dwaj pijacy, twarz jednego całkowicie podarta, drugi trzymał się za gardło, a całość była splamiona krwią. Babcia siedziała na łóżku, obejmując kota.
Kocurek syczał i nie pozwalał nikomu zbliżyć się do babci. Wtedy przypomniała sobie o trzecim wspólniku przestępców. Mężczyźni rozdzielili się, by go znaleźć. Odkryli go w łaźni, gdzie czekał, by wykorzystać zamieszanie i uciec. Złapali go, wykrwawili z kieszeni skradzione pieniądze i oddali je Renacie. Nie zadzwonili na policję woliło się załatwić sprawę samemu.
Złodzieje zostali ukarani i grożono im, że jeszcze raz będą musieli stawić czoła Kocurkowi. Jeden z nich jąkając się wykrzyknął, że to nie kot, a mały diabeł.
Ty skurwysynu, jakieś przekleństwa! Mój kot nazywasz! wpadła w gniew babcia, wbijając mu w twarz mocny policzek. Ty sam jesteś taki potwór! Nie mów tak o moim Kocurku!
Apeluję podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach!



