Słuchaj, muszę się z Tobą podzielić, bo nie wiem już, co robić. Mamy taką sytuację z naszą sąsiadką z bloku przy ulicy Jana Pawła II w Warszawie. Nasze dzieci moja córeczka Jagoda i jej kolega z podwórka, kilkadziesiąt lat starszy chłopak, Paweł świetnie się dogadują. Z matką Pawła, Marią, spotykam się od czasu do czasu, ale nie liczę jej za przyjaciółkę.
Na początku nasze kontakty były po prostu przy wymianie ubrań i przysmaków dla dzieci. Maria przynosiła małe swetry, które już za małe dla jej syna, a ja odwdzięczałam się sokami i ciasteczkami. Potem postanowiłam, że nie będę już nic przyjmować wolę kupić wszystko samodzielnie, żeby nie czuć się zobowiązana.
Z czasem zwykłe spacery i krótkie rozmowy zamieniły się w ciągłe prośby. Z codziennego czy mogłabyś pożyczyć? przeszło na dawaj mi kawę!. No, jak ktoś naprawdę lubi kawę, niech ją sobie kupi, a nie codziennie przychodzi i żąda. Marię widać przy nas, chociaż nigdy nie zaprosiłam jej do domu. Kiedy zobaczy, że w moim mieszkaniu leżą zabawki Jagody, od razu zaczyna się zachwycać i zabiera coś do domu. Chce mieć wszystko. Szybko znikają rzeczy, które pożyczyła.
Nie zaprasza nas do siebie, tłumacząc, że jej mama jest chora a tak naprawdę mama mieszka w oddzielnym pokoju. Nie waha się też poprosić o lekarstwa, gdy Paweł ma gorączkę. Prosi o rzeczy, które normalnie każdy ma w domowej apteczce. Czasem nawet żąda czegoś dla siebie. Nie rozumiem, jak ktoś może tak żyć. Proste środki przeciwgorączkowe powinna mieć każda mama pod ręką. Maria rozdaje prawie puste opakowania i butelki, a ja muszę kupować leki dla mojego dziecka, które potem nie mogę już używać.
To nie koniec. Co jakiś czas pyta, czy mamy jedzenie dla jej syna. Ja nie pytam jej ani innych sąsiadów! Gotuję dla mojego malucha i na tym koniec. Maria regularnie korzysta z naszego wózka na zakupy, nie pytając, czy może. Zawsze chce mieć to, czego nie ma, i zawsze czegoś jej brakuje.
Pewnego dnia mnie naprawdę zaskoczyła. Kiedy cała rodzina była chora, zadzwoniła i powiedziała, że przyjdzie na kawę, ale w rzeczywistości zostanie przy swoim synu. Kocham dzieci, ale mam dość, że cudze dzieci wchodzą do naszego domu jakby to był sklep, przeszukują rzeczy mojego syna i wybierają, czym się bawić. Powiedziałam jej, że jesteśmy chorzy i że możemy ją zarazić. Powinnam była od razu zaznaczyć, że nie zapraszamy.
Jej wizyty nigdy nie zaczynały się od czy mogę wejść?. Zawsze pojawia się bez zaproszenia i domaga się: daj mi to. Nie obchodzi ją, czy jestem zajęta, czy mam ochotę coś jej dać. To tak, jakby wdzierała się w mój prywatny świat.
Od jakiegoś czasu nie dzwonię do Marii i nie zapraszam jej na spacery, ale ona sama dzwoni, pisze wiadomości. Jeden z przyjaciół powiedział, że mam dwie opcje: dalej znosić jej bezczelność albo zerwać kontakt. Nie chce mi się z nią kłócić, bo dzieci są przyjaciółmi, mieszkamy blisko i już niedługo będziemy razem wozić je do szkoły. A ja nie wiem, jak radzić sobie z takimi konfliktami. Co myślisz, jak mam się zachować?



