Samotność
Dama za stołem, kawaler zamężny, a ona odrzuca. Lepiej jedno, niż darmowa usługa na starcie lat się stać.
– Co ty, Jagodo, jedyne? Człowiek nie powinien być sam, a kobieta przy mężczyźnie zawsze musi być. Inaczej to nie tak A potem nikt nie zauważy. Samotność, wiesz, co to?
– Co to? pyta jagodowo Jagoda, znudzona swoimi marzeniami, straciła siostrę.
– Samotność to straszny! śmieje się oczywiście siostra Marta, nie zwracając uwagi na spotkanie przypadkowe. To kiedy chce się wyjść i komuś wodę podać. Dzieci to twoje? Gdzie!
– Gdzie? nie mogąc się powstrzymać, szepcze Jagoda.
– Gdzie, gdzie w Krakowie! w końcu pojmuje, że siostra na niej się nie śmieje, odrzuca z sercem Marta. Chcesz wszystko odciąć, a ja po tobie przeżywam. Jedna już ciężka. A dusza jakby podwójna. Zróbmy znajomość, co? Jagodo, facet jest dobry. Tylko kto się nie ruszy i szybko pobije
Jagoda ma już prawie dziesięć lat rozwód. Kostka, jej dobroczynna, którą on nazywał ją naszą, pojawiła się dokładnie dziesięć lat temu w lewym rogu. Wszedł raz, głównie. Jagoda, dowiedziawszy się o tym, podjęła decyzję o podwójnym spaniu i później podwójnym kwarcie. Choć mąż próbował jej udowodnić, że jeden raz można i nic strasznego nie ma, z kim nie być, walił się w burdę i łzy męskie tracił, Jagoda była nieugięta. Rozwód odbywa się.
Mąż pożyczył się do dżentelmenów, zostawiając kwartał byłej żonie i dwójce dzieci na podroście. Dzieci dorosły i rozeszły się wszędzie. Starszy syn mieszka i pracuje w Poznaniu. Córka szybko wyszła za mąż i wyjechała za granicę do męża. Jagoda zostaje sama w bardzo ciasnej dwupokojowej w centrum Warszawy.
Jedno mieszkanie jej współczesne nie krępuje. Zajmuje się remontem, dobrą pracą i zarobkiem pozwalającym jej żyć zadowalająco, przyjmując gości dzieci i siostrę Martę. Do tego, posiadając niewielki intelekt, zawsze znajduje sobie zajęcie i nie nudzi się. Czyta dużo, pływa, chodzi na jogę, lubi podróżować, od czasu do czasu jedzie na wschód z podruchem. Ogólnie żyje w zadowoleniu.
Do tej pory, póki Marta nie postanowiła ułożyć jej losu
– Posłuchaj mnie, Jagodo. Facet dobry, niezatarty jeszcze, ma sześćdziesiąt jeden lat. Siedem lat waszej znajomości. Dom ogromny, dobry, gospodarstwo ogrodzone. Krowy, kozy, świnie, kury i nic nie brakuje! To zdrowe jedzenie, pierśń! Mleko, chleb, jajka, mięso. Do stu lat przeżyjesz, głupcu! A jeszcze facet sympatyczny, balagur i wykształcony, wszystko po książkowo mówi Jagodo, spróbuj. Zróbmy znajomość, co? narzeka Marta przy spotkaniu, kiedy Jagoda nie daje się skłonić:
– No dobrze, Marta, poznaj swojego sąsiadabalagura, tak i być. Ale wiesz, nic nie obiecałam.
Sprawy na wsi się nie zmieniają, mówią. Tak i Marta, nie odkładała sprawy w długi szufel, a szybko organizowała spotkanie z kawalerem.
Kawaler okazał się bardzo niczym. Statny, umięśniony, ubiera się porządnie i solidnie. Ręce robocze, ale czyste, paznokcie akuratne. Wyrzuca dokładnie, podciągnięty krótko. W sobie pewny, mówi niegłośno, ale wyraźnie. I za słowem w karczmie nie pożeży, żartowniś, rozśmiesza ich do kolan. Imię rosyjskie, ale w Polsce znane Jan.
Słowem za pierwszą spotkanie druga się przyciągnęła, trzecia Zaczęła przyglądać się Janowi Katerynie. Pomyślała, że może i prawda siostra, potrzebna podwójna dusza pod ramię. Jan jest nastawiony na związek. Młodo, już wiemy, że ma się żenić, a nie zostawać sam, przyjedź do mnie, a i sprawa z końcem.
Jagoda wita się w lesie z nim pościć, przyznam się. A tam gospodarstwo, nie odwrócić wzrokiem. Krowy muczą, świnie rżą, piece nie liczyć, widzialne nie widać. Pracownicy są, dwie osoby twarze azjatyckiej narodowości. A u Jana sprzedaż nie kończy się. Tylko i sprawa, że telefon odbija, to po wozie mięsa, to mleko Nieutylizowano stało Katę, jakby ona też część biznesu Jana A on i mówi:
– Widzisz, Katka, ile mam spraw. Gospodarstwo potrzebne, żeby pomagać. Pracownicy to dobrze. Ale, jak się mówi chcesz zrobić dobrze, zrób sam. A ty żona będziesz, nie przegapisz, wszystko dopilnujesz. I ręce kobiece potrzebne. Krowy doić, kozy, jajka zbierać. A dom bez gospodarstwa siorta! Ja zabijam, konkret, ale ręka kobieca i oczy lepsze od męskich będą. Przyjedź, daj, co? A to wiosna na nosie, siać już trzeba. Piece czekają
Jagoda wraca do domu i rozmyśla. A po co jej to wszystko? Ma piękną kwartał w mieście, pracę przyzwoitą, małą działkę, gdzie latem sadzi grzyby, a w zimie wędruje po lesie. I sama gospodarstwo. Maszynę kupiła osiem lat temu. Gdzie ją zabrała, się rozeszła i pożyczyła. Po co jej na wsi pracować, świnie czyć, kury bez światła i ziarna?
Przy tym jeszcze musi obiad dla męża przygotować, rzeczy pościelić, zakupy zrobić, a po wszystkim gospodarstwo podglądać. I dom ogrodowy w czystość trzymać. Oczywiste, że dochód z tego biznesu jest dobry, ale ona i tak nie jest biedna. Na emeryturę wyjdzie, jej wystarczy, i oszczędności są jakieś.
To jest wszystko niezbędne i nie tylko, by komfortowo żyła Jagoda. A na starość w ogrodzie grzbiet przygiąć, kartofle siać, a z trąbką po dwóch piętrach gonić a ona potrzebuje tego? I wieczorem Jagoda dzwoni do Marty.
– Marta, nie obrażaj się. Proszę, odrzucam propozycję Jana o zamąż poń z nim iść. Może komuś szczęście przyniesie taki pracowity facet, a mnie to nie potrzebuje. Onto nie porał się, Marta. On nie prosto żonę szuka, a siłę pracowitą. Aby na prawnej podstawie w jego gestach wchodziła. Proszę, Marta, pozostanę w swoim samotności. A na starość, po wodzie podać, tak nie wszystkim i pić chce
Długo się kłóciła Marta, wkurzona. Nie wypuściła łzy ze smutku po takim kawalerze. Ale pod wpływem gorącego obietniczego słowa, że z nią rozmawiać i wzywać jak zakochać się, uśmiechnęła się. I obiecała więcej kobietom podchodzącym do Marty nie szukać. Sprawy takie niedobrze nie zajmować.
Jagoda napisała Janowi wiadomość na telefon, gdzie zaznaczyła, że spotkania proszę nie szukać, bo nie ma już ochoty i okoliczności się zmieniły nie na jego korzyść. Po tym Jan odrywał jej telefon nie długo dwa dni. A później zatkał, zrozumiał, że nie do dworu przywitał się. Był przecież mądry człowiek. Jagoda popłynęła wózkręceniu o ósmej rano, zrobiła porządek, umyła się i usiadła wypić kawkę z herbatnikiem. Spojrzała w okno i pomyślała, że dawno nie widziała dzieci, trzeba do syna pojechać, a córkę przyjąć na dzień przyjęcia. Jeszcze trzeba obowiązkowo kupić torebkę do tego przytulnego płóciennego płaszcza. I zadzwonić do Lenki pedikurz, umówić spotkanie
I jeszcze pomyślała, że jak wszystko tak dobrze być nie mało egoistycznie. Czasem to bardzo przydatne. Zdrowy, żeński egoizm



