Zrobiłem sobie kłopot na własne życzenie
Tato, skąd te nowe dodatki? Okradłeś sklep z antykami? Zofia ze zdziwieniem uniosła brwi, patrząc na białą, dzierganą serwetkę na swojej komodzie. Nawet nie wiedziałam, że lubisz takie starocie. Twój gust jest naprawdę jak u babci Heleny…
Ojej, Zosiu? A skąd wpadłaś bez telefonu? Janusz Witkowski wyszedł z kuchni. My… A właściwie ja, nie spodziewałem się ciebie…
Ojciec ewidentnie próbował zachować energię, ale jego spojrzenie było jakby skruszone.
Widzę, że nie czekałeś, Zofia z niezadowoleniem przygryzła wargę i ruszyła do salonu, gdzie czekały na nią kolejne niespodzianki. Tato… Skąd to wszystko? Co tu się dzieje?
Zofia nie poznawała swojego mieszkania.
…Kiedy dostała je po babci Helenie, wyglądało naprawdę kiepsko. Stare peerelowskie meble, ogromny telewizor na obdrapanej szafce, zardzewiałe grzejniki, miejscami odklejające się tapety… Ale to była jej własna kawalerka.
Wtedy Zofia miała już skromne oszczędności. Wydała je na remont, ale nie byle jaki. Wybrała styl skandynawski: jasne kolory, minimalizm, dzięki czemu mieszkanie wydawało się większe. Z miłością dobierała akcenty, szukała idealnych firanek, układała puszyste dywany…
Teraz zamiast ciężkich, zaciemniających zasłon wisiał zwykły kapronowy tiul. Włoska sofa była przykryta syntetycznym kocem z wyjącym tygrysem. Na stoliku stała plastikowa różowa waza ze sztucznymi, krzykliwie różowymi kwiatuszkami.
To był dopiero początek. Najgorsze były jednak zapachy. Z kuchni dochodził tłusty aromat smażonej ryby i dym papierosowy. A przecież jej tata nigdy nie palił…
Zosiu, rozumiesz… odezwał się w końcu Janusz. Sprawa jest taka… Nie jestem sam. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale jakoś nie wyszło.
Jak to, nie jesteś sam? zgubiła się Zofia. Tato, przecież mieliśmy umowę!
Zosiu, nie możesz tego nie rozumieć. Moje życie nie skończyło się po rozwodzie z twoją mamą. Jestem jeszcze młody, nawet emerytury mi nie przyznają. Mam chyba prawo do prywatności?
Zofia znieruchomiała z zaskoczenia. W sumie, tata dobrze mówi może spotykać się z kim chce. Ale nie w jej mieszkaniu!
…Rodzice rozstali się rok temu. Mama potraktowała zdradę bardzo spokojnie, jakby zdjęto jej ciężar, i skupiła się na rozwoju osobistym. Miała tyle znajomych, że nie miała czasu na smutki.
Za to tata był załamany. Wrócił wtedy do swojego kawalerki sprzed ślubu i przeraził się. Przez dziesięć lat wynajmował ją lokatorom, aż jeden z nich zasnął z papierosem. Na remont nie było go stać, więc mieszkanie zapomniał. Nie sprzedawał, tak “na wszelki wypadek”, ale też nie planował tam zamieszkać.
Nie dało się tam żyć. Ściany okopcone, wybite szyby, pleśń pod oknem… Bardziej przypominało to scenografię do horroru niż mieszkanie.
Zosiu, nie wiem, jak tu będę mieszkał… jęczał wtedy tata ze smutkiem. Tu serio niebezpiecznie. Do zimy nie zdążę wyremontować, a pieniędzy na wszystko nie mam. Trudno. Zamarznę taki los.
Wtedy Zofia nie wytrzymała. Nie mogła dopuścić, żeby tata ten, który ją wychował mieszkał w takich warunkach. Co, jeśli coś mu się stanie? Zwłaszcza, że jej mieszkanie stało puste. Niedawno wyszła za mąż i przeniosła się do męża. Z uwagi na wcześniejsze kłopoty taty z najemcami, nie chciała już wynajmować nikomu.
Tato, zamieszkaj tymczasowo u mnie, zaproponowała. Wszystko gotowe, pełen komfort. Powoli wyremontujesz swoje, wtedy wrócisz. Tylko jedno zastrzeżenie: żadnych gości.
Naprawdę mogę? zapytał z niedowierzaniem tata. Córciu, dziękuję z całego serca! Uratowałaś mi życie. Obiecuję, będzie cicho i spokojnie.
No tak. Spokojnie.
Gdy Zofia przypomniała sobie tamtą rozmowę, drzwi łazienki nagle się otworzyły, wypuszczając chmurę pary. Wyszła z niej kobieta około pięćdziesiątki. W frotowym szlafroku Zofii. Jej ulubionym. Teraz ledwo przykrywał figurę obcej kobiety.
O, Januszku, mamy gościa? zapytała kobieta chrypiącym głosem, z pobłażliwym uśmiechem. Mogłeś uprzedzić, bo jestem w domowym stroju.
A pani kim jest? zawęziła oczy Zofia. I dlaczego ma mój szlafrok?
Jestem Grażyna, ukochana kobieta twojego ojca. Co się tak denerwujesz? Wzięłam szlafrok, bo wisiał bez użycia.
Zofii z rozgniewania zadudniło w skroniach.
Proszę zdjąć go. Natychmiast, powiedziała twardo.
Zosiu! błagał ojciec, stając między nimi. Nie zaczynaj awantury! Grażynka tylko…
Grażynka tylko założyła cudzą rzecz w cudzym mieszkaniu! przerwała Zofia. Tato, czyś ty poważny? Przyprowadziłeś tu swoją kochankę, pozwoliłeś jej grzebać w moich rzeczach bez pytania?!
Grażyna wymownie wywróciła oczami i ruszyła do salonu, siadając ciężko na kocu z tygrysem.
Ale z ciebie bezczelna dziewucha, rzuciła. Bym była na miejscu Janusza, wybatożyłabym cię, nie patrząc na twój wiek. Jak ty w ogóle rozmawiasz z ojcem? To, że chce być z inną kobietą, nie powinno cię interesować, złotko.
Zofia była zszokowana. Obca kobieta w jej domu, w jej ubraniu, dogadywała jej, jakby była dzieckiem.
Dopóki to się nie dzieje w moim domu, rzeczywiście nie ma problemu, zgodziła się Zofia.
W twoim? Grażyna uniosła brwi, patrząc pytająco na Janusza.
Ojciec stanął pod ścianą jak zbity pies, spoglądając to na córkę, to na kochankę. Wyglądał, jakby marzył, że burza rozejdzie się sama, ale prognoza raptownie się pogorszyła.
Ojej… Czyżby mój tata zapomniał powiedzieć pani? Zofia uśmiechnęła się lodowato. W takim razie ja powiem. On tu jest nikim. Gościem. Mieszkanie należy do mnie i wszystko, co tu stoi, kupiłam za swoje pieniądze. Pozwoliłam mu tu zamieszkać, ale nie sądziłam, że będzie wprowadzał swoje… ukochane kobiety.
Grażyna poczerwieniała.
Janusz?.. jej głos był jak lód. Co ona gada? Mówiłeś, że to twoje mieszkanie. Oszukałeś mnie?
Ojciec wtulił się z zażenowania w tapetę. Jego uszy płonęły wstydem.
No… Grażynko, nie to miałem na myśli. Źle mnie zrozumiałaś, jąkał się. Mam swoje mieszkanie, tylko nie to. Nie chciałem cię zamęczać szczegółami.
Nie chciałeś zamęczać?! Dziękuję bardzo! Przez ciebie ta dziewczyna wyzywa mnie w mojej obecności!
Zofii skończyła się cierpliwość.
Proszę wyjść, powiedziała cicho.
Słucham? zaniemówiła Grażyna.
Proszę opuścić mieszkanie. Obojgu daję godzinę. Jeśli po godzinie jeszcze tu będziecie porozmawiamy już przez prawo. Pozwoliłam mieszkać, a wyszło jak zawsze…
Zofia ruszyła do drzwi, ale Janusz wreszcie odsunął się od ściany i rzucił się do niej.
Córciu! Wyrzucasz własnego ojca na ulicę? Wiesz, co mam w tym starym mieszkaniu! lamentował. Przecież tam zamarznę!
Ojciec złapał ją za rękaw. Serce Zofii zadrżało. Wspomnienia z dzieciństwa, poczucie obowiązku wobec prawie starszego rodzica, współczucie… Łza cisnęła się do gardła.
Ale jej wzrok padł na Grażynę.
Ta, w cudzym szlafroku, siedziała z nogą na nodze i patrzyła z nienawiścią, jakby zaraz miała przejąć wszystko. Zofia nie miała już wątpliwości gdyby ustąpiła, następnego dnia ta kobieta zmieniłaby zamki i tapety.
Tato, jesteś dorosły. Wynajmij sobie mieszkanie, powiedziała stanowczo, wyciągając rękę. Sam jesteś sobie winien. Ustaliliśmy, że będziesz mieszkał sam, a ty wprowadziłeś tu obcą osobę, pozwoliłeś używać moich rzeczy i zrujnowałeś dom…
O, niech ci będzie, wtrąciła się Grażyna. Chodźmy, Januszku. Nie żebraj u niej. Wychowała niewdzięczną…
Po pół godzinie już ich nie było. Ojciec wychodził milczący, skulony niczym starzec. W pamięci Zofii na zawsze został wyraz jego oczu wyraz pobitego psa, wypędzonego na deszcz. Ale wytrzymała to bez słowa.
Kiedy już poszli, od razu pootwierała okna, żeby pozbyć się zapachów ryby, papierosów i tanich perfum. Zabrała szlafrok, koc i wszystko, co zostawiła po sobie Grażyna. To wszystko wylądowało w śmietniku. Następnego dnia zadzwoniła po sprzątaczki i ślusarza. Brzydziła się dotykać rzeczy, których używała obca kobieta. Zwłaszcza ta.
…Minęły cztery dni.
Teraz w mieszkaniu Zofii nie było żadnych zbędnych przedmiotów. Zero sztucznych kwiatów czy niemiłych zapachów. Żyła z mężem, ale samo poczucie odzyskanej kontroli dawało jej ulgę.
Z ojcem nie rozmawiała. Czwartego dnia to on sam zadzwonił.
Halo, odezwała się z wahaniem Zofia.
No i jak, Zosiu… zaczął z pijackim głosem ojciec. Dumna jesteś? Zadowolona? Grażyna odeszła. Zostawiła mnie i odeszła…
No proszę, ale niespodzianka, nie powstrzymała się Zofia. Zgaduję: stało się, gdy zobaczyła twoje prawdziwe mieszkanie i zrozumiała, ile tam pracy?
Ojciec pociągnął nosem.
Tak… Postawiłem grzejnik. Spałem na dmuchanym materacu. Wytrzymała tam trzy dni… Pomęczyła się, powiedziała, że jestem żebrakiem i oszustem. Spakowała się i pojechała do siostry. Powiedziała, że tylko straciła czas… Przecież my się kochaliśmy, Zosiu!
Jaka tam miłość? Ty szukałeś wygody, ona też. Po prostu źle to sobie wymyśliliście.
Zapanowała cisza. Ojciec jeszcze nie skończył.
Źle mi tu samemu, córeczko, powiedział w końcu. Tu strasznie… Mogę wrócić? Będę sam, obiecuję! Przysięgam!
Zofia spuściła wzrok. Wiedziała, że ojciec siedzi tam w ruinie i chłodzie. Ale to sam zapracował na ten stan: najpierw zdradził mamę, potem oszukał córkę, a na końcu bajkami uwiódł Grażynę.
Owszem, żal jej było. Ale to współczucie mogło zniszczyć ich oboje.
Nie, tato. Nie wpuszczę cię, odpowiedziała Zofia. Wynajmij ekipę, zrób remont. Naucz się żyć z tym, co sam sobie stworzyłeś. Mogę ci tylko doradzić dobrych fachowców. Potrzebujesz daj znać.
Po tym zakończyła rozmowę.
Okrutne? Może. Ale już nigdy nie chciałam, by ktoś zostawiał ślady na moim szlafroku i mojej duszy. Pewnej brudy nie da się usunąć można ją tylko nie wpuszczać do swojego życia.
Dziś wiem jedno: czasem trzeba postawić granicę choćby bolało. Jeśli nie zadbasz o siebie, nikt za ciebie tego nie zrobi.



