No i sama cię oddałam jej, własnymi rękami. A ona się nie brzydziła, wzięła…
– Hej, Lila! Po co tak nagle mnie potrzebujesz? Nie mogłaś przez telefon powiedzieć? – zapytała Weronika, wchodząc do mieszkania i zdejmując żakiecik.
– Nie, to nie rozmowa na telefon. Chodź do kuchni – Lila zgasiła światło w przedpokoju i ruszyła za przyjaciółką.
– No intrygujesz… Mów już – Weronika usiadła przy stole i złożyła ręce jak wzorowa uczennica, czekając na wyjaśnienia.
Lila postawiła na stół zaczętą butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki.
– Oho! Tak poważna rozmowa? Jestem cała uwaga – powiedziała Weronika.
Lila nalała wina do kieliszków i usiadła naprzeciw przyjaciółki.
– Żeby się rozluźnić i lepiej zrozumieć – powiedziała patetycznie, unosząc kieliszek i biorąc łyk.
Weronika też podniosła swój, ale nie spieszyła się z piciem, czekając, aż koleżanka zacznie mówić.
– Jestem stracona. Zakochałam się tak, że rozum tracę. Żyję jak we śnie, tylko o nim myślę. Kładę się spać i czekam, aż wreszcie nastanie ranek. Nie sądziłam, że tak można. Tomka też kochałam, ale nie tak. A teraz… – Lila jednym haustem dopiła wino.
– Współczuję. I po to mnie wezwałaś? Żeby się pochwalić? – Weronika odstawiła kieliszek i wstała od stołu.
– Usiądź! – Lila pociągnęła ją za rękę, sadzając z powrotem.
– A co z Tomkiem? – spytała Weronika, opadając na krzesło.
– Co Tomek? Jesteśmy razem siedem lat. Wszystko między nami stabilne, dobrze. A spotkałam Bartka i przepadłam – Lila westchnęła. – Potępiasz? Kiedykolwiek tak kochałaś? Nie? To nie osądzaj – dodała nagle ostro. – Wezwałam cię właśnie po to, żeby pogadać o Tomku.
– Chyba się napiję – Weronika wzięła kilka łyków, z aprobatą skinęła głową, patrząc na kieliszek.
– Przecież ty się podkochiwałaś w moim mężu. Myślisz, że nie widziałam, jak na niego patrzysz? – Lila stuknęła paznokciem w blat.
Krążyła wokół tematu, nie wiedząc, jak zacząć.
– Nie pierdź – prychnęła Weronika.
Lila wzruszyła ramionami.
– Nie zazdroszczę, nie myśl tak. To nawet lepiej. Postanowiłam odejść od Tomka, ale nie potrafię mu powiedzieć prawdy. Szkoda mi go.
– Kiedy zdradzałaś, nie było ci szkoda, ale powiedzieć szkoda? Trochę to nielogiczne, nie znajdujesz? – Weronika pociągnęła łyk.
– Co ty wiesz? On jest dobry. Krzyczę na niego, wyżywam się, a on milczy. DomLila spojrzała w okno, gdzie pierwsze płatki śniegu wirowały w mroźnym powietrzu, i nagle zrozumiała, że największą zdradą było to, jak sama siebie oszukała, wierząc, że ucieknie od szczęścia, które trzymała w dłoniach.



