Mój rodzicielski los rozpoczął się w Warszawie, gdzie po ślubie z Anną, blondynką, a ja, ciemnowłosym Krzysztofem, kochaliśmy się jak dwa gołębie w gołębniku. Dwa lata po weselu przywitaliśmy na świecie córeczkę.
Poród nie był łatwy dziewczynka nieco zaplątała się w pępowinę i nie mogła od razu przyjść na świat. Zanim oddaliła się do naszej przechodni, anestezjolog podał noworodkowi dodatkowy tlen, a matkę przeniesiono do oddzielnego pokoju. Po dziesięciu godzinach Anna w końcu ujrzała dziecko. Kiedy zobaczyła je, zaniemówiła ze zdumienia. Pielęgniarka podniosła maleństwo, zwinęła je w kocyk niczym lalkę i położyła na stole, by rozpakować. Na stole leżała mała, ruda dziewczynka o długich, kręconych włosach.
Siostro, czy na pewno nie pomyliłyśmy dziecka? zapytała nieśmiało Anna.
Gwarantuję setkowy procent, że to Wasze dziecko. Matki od razu zabierają noworodki do pokoju, a jedyny, który był w barokamerze, to Wasza odparła siostra położnej, dodając z uśmiechem chyba twój mąż też ma rude włosy po czym zniknęła za drzwiami.
Anna patrzyła na malucha, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Dziecko mrugało, szukało w powietrzu maminy piersi i zaczęło głośno wyć na cały oddział. Anna niezdarnie próbowała je otulić, a dziewczynka krzyczała coraz głośniej, uspokajając się dopiero, gdy przytuliła się do matki.
Kiedy Krzysztof przyjechał po swoje córki, spojrzał z niedowierzaniem, ale nic nie powiedział.
W domu przeszukaliśmy rodzinne drzewka, dzwoniliśmy do krewnych i odkryliśmy, że po stronie ojca nasz pradziadek miał prababcię ruda, kręcona Polkę o imieniu Zofia. Po niej w rodzinie rodziły się wyłącznie brunetki, a ja sam kręcony czarny włos.
Po pierwszym kącie, gdy Anna osuszyła dziewczynkę ręcznikiem i wzięła ją na ręce, Krzysztof rzekł:
Wygląda jak majowy dmuchawiec. Choć miałaby nosić imię Alicja, nazwaliśmy ją Maja, a domownicy wołają ją po prostu Dmuchawiec.
Maja rosła wesołą dziewczynką, sąsiedzi nazywali ją śmiechotką, a płakała jedynie, gdy naprawdę było jej przykro. W cztery lata pojawiły się pierwsze piegi na jej nosie.
Mamo, co to jest? zapytała niewinnie.
To piegi odpowiedziała Anna, całując ją w policzek. Są jak anielskie znaki; im więcej ich masz, tym więcej ludzi będziesz musiała pomóc.
Maja nie zdawała sobie sprawy, że te słowa przyjmie dosłownie i nosi je w sercu przez całe życie. Gdy bawiła się w piaskownicy i zobaczyła płaczące dziecko, porzucała zamki z piasku i podbijała maleństwo, głaszcząc je po włosach i uspokajając słowami. Dzieci natychmiast ucichły, a Maja coraz pewniej wierzyła, że jest aniołem.
Kiedy dzieci w okolicy widziały w jej rękach piękną lalkę i zaczynały domagać się takiej od rodziców, rozpaczą płacząc na podwórku, Maja biegła i oddawała swoją ulubioną lalkę. Po powrocie do domu lalka zawsze znajdowała się na swoim miejscu choć Anna i matka płaczącej dziewczynki potajemnie kupowały lody i podstępnie przywracały lalkę, Maja sądziła, że tak zawsze powinno być, bo jej przeznaczeniem jest bycie aniołem.
W piątej klasie, wracając ze szkoły, zauważyła starszego pana potykającego się o rozwiązałe sznurowadła. Chwilę później mały chłopiec z piątego piętra przewrócił doniczkę z fikusem, która spadła wprost na starszego mężczyznę. Maja nie zdążyła nawet krzyknąć podbiegła, mocno odepchnęła pana, a ten stracił równowagę i upadł. W tym samym momencie ogromna doniczka uderzyła w miejsce, gdzie mężczyzna wiązał sznurowadła, rozbijając się na tysiące kawałków.
Starszy pan, zszokowany, zmienił gniew w wdzięczność:
Dziecko, jesteś aniołem, uratowałaś mnie od śmierci powiedział, a Maja poczuła, że jej misja jest prawdziwa.
Co wiosna przynosiła nowe piegi na nosie. Pewnego dnia, patrząc w lustro, zobaczyła swoje rude loki, niebieskie oczy, czerwone usta i kolejny zestaw piegów. Spojrzała poważnie na mamę:
Mamo, gdzie znajdę tyle nieszczęśliwych ludzi, którym mam pomóc?
Anna, zaskoczona, odpowiedziała:
Kochanie, nie rozumiem cię.
Zobacz mój nos nie przestawała Maja im więcej piegów, tym więcej osób potrzebuje pomocy
Anna próbowała wytłumaczyć:
Twoje piegi to pocałunki słońca, każde nowe to kolejny pocałunek.
Maja odpowiedziała, że pamięta te słowa z czterech lat i że każdy pieg to człowiek, któremu musi pomóc.
Zaskoczona matka przytuliła córkę, mówiła:
Dmuchawcu mój, jesteś naprawdę aniołem! i pocałowała jej złotą główkę.
Jako nastolatka Maja nie szczędziła starszych pomagała przejść przez ulicę, nosiła im torby, nawet w supermarkecie, gdy zobaczyła staruszkę wahać się między mlekiem a masłem, kupiła oba produkty i oddała je pani, rezygnując z własnych słodyczy.
Pewnego dnia, przechodząc chodnikiem, podeszła do niej elegancka dama w szykownym płaszczu, otulona wonnym perfumem. Kobieta zbliżyła się do lśniącego Lexusa, a Maja, dręczona ciekawością, chwyciła ją za rękaw. Dama, zdziwiona, ryknęła:
Co pan sobie pozwala, młoda damo?
Maja przeprosiła, tłumacząc, że chciała poznać zapach tego perfumu. Nagle usłyszeli krzyk hamulców samochód, prowadzony przez pijanego kierowcę, wleciał w auto damy, rozrywając przednią drzwiczkę. Kobieta, przerażona, szepnęła w ucho Mai:
Jesteś aniołem! Jesteś moim aniołem!
Dojrzała już, spotkała chłopaka w głębokiej jesieni, gdy padał lekki deszcz ze śniegiem. Maja założyła czapkę z pomponami, zasłoniła włosy pod nią i stała przy wejściu do metra, rozmyślając, czy wsiąść w tramwaj. Z tyłu usłyszała:
Proszę, czy może mi pan powiedzieć, jak dojechać do ulicy Białostockiej?
Odwróciła się i zobaczyła złotego chłopaka rude, kręcone włosy mokrały się od deszczu, a piegi na nosie lśniły wiosną, choć oczy miał brązowe. Śmiech wybuchnął w jej gardle, a on, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu, patrzył na nią z rozbawieniem. Obaj śmiali się pod szumem deszczu i śniegu.
Po dwóch latach mieli na świat rudego, kręconego chłopczyka nowego dmuchawca, nowego anioła. Gdy miał cztery lata, pojawiły się mu na nosie piegi i zapytał:
Mamo, co to jest?
Maja odpowiedziała:
To piegi, są anielskimi znakami; im ich więcej, tym więcej ludzi będziesz musiał pomóc.



