Rozwód po przyjacielsku
Czy można pozostać przyjaciółmi, gdy twoi najbliżsi przyjaciele się rozwodzą? Myślałam, że rozwód dotyczy tylko męża i żony. Okazało się, że dotyka też wszystkich, którzy z nimi przyjaźnili się przez lata…
Nasza paczka zrodziła się w Łodzi, a dokładniej w jej przedmieściach tam, gdzie ciągną się długie ulice z niemal identycznymi domkami, wypielęgnowanymi trawnikami i skrzynkami na listy tuż przy drodze. Początkowo spotykaliśmy się na kursach nowego życia, na wydarzeniach lokalnej społeczności, na dziecięcych urodzinach i szkolnych przedstawieniach. Po kilku latach nikt już nie wyobrażał sobie świąt i weekendów bez siebie.
W grupie było sześć par.
Ja z mężem.
Ewa z Krzysztofem najbliżsi nam.
I jeszcze cztery rodziny z dziećmi w podobnym wieku.
Nasz kalendarz był wypełniony jak w dużej rodzinie:
Lato wyjazdy nad jezioro, grillowanie, kolby kukurydzy na ruszcie i obchody Dnia Niepodległości w parku z fajerwerkami.
Jesień jabłka z cydrem, Halloween i Święto Dziękczynienia.
Zima narty, święta Bożego Narodzenia, Sylwester i ferie dzieci w Zakopanem.
Wiosna Wielkanoc z tradycyjnymi śniadaniami.
Wydawało się, że ta przyjaźń przetrwa wszystko.
Aż pewnego dnia Ewa zadzwoniła i spokojnie oznajmiła:
Rozstajemy się z Krzysztofem.
Zamarłam jak zawieszony komputer. Przecież byli wzorową parą! Ani jednej chmurki na ich niebie… A może po prostu woleliśmy tego nie widzieć, bo tak było wygodniej?
W końcu wydukałam pierwsze, co przyszło mi do głowy:
A co z naszym Świętem Dziękczynienia u was w piwnicy? Obiecałaś indyka nadziewanego kaszą gryczaną…
Uroczystość i tak się odbyła, ale u nas żeby indyk się nie zmarnował.
Krzysztof przyszedł z nową dziewczyną.
Jesteśmy przecież cywilizowani rzucił niepewnie, mrugając do znajomych.
Piękna dziewczyna, ledwie trzydziestoletnia: włosy do pasa, nogi jak z reklamy, a spodenki ledwo zakrywające pupę. Mężczyźni połykali ślinę, żony przewracały oczami.
Ewa prychnęła:
No, no, zobaczymy, jak będzie śpiewać, kiedy odkryje, jaki z niego skąpiec!
A potem nagle zwróciła się do mnie:
Ty w ogóle czyja jesteś przyjaciółką?!
Atmosfera była zepsuta.
W odwecie Ewa przyprowadziła na kolejne urodziny jakiegoś wiekowego nudziarza w workowatym garniturze i okrągłych okularach. Cały wieczór prawił mądre przemowy, przerywane płaskimi żartami, i w końcu zgasł, nie zyskując aprobaty ani od kobiet, ani od mężczyzn.
W domu byli małżonkowie stali się tematem numer jeden.
Żony solidarnie wspierały Ewę.
Mężowie, choć udawali oburzenie postępkiem Krzysztofa, w głębi duszy go podziwiali.
Rozpoczęła się dyplomatyczna wojna.
Na moje urodziny zaprosiliśmy tylko Ewę z dziećmi żeby maluchom było weselej.
Na letnie grillowanie Krzysztofa z kolejną laską: tam wszyscy tylko jedzą i piją, rozmowy i tak nie będzie.
Najtrudniejsze były jubileusze.
Kinga, szykując się do srebrnego wesela, wzdychała dramatycznie do słuchawki:
Gosia, nie wiem, jak ich posadzić. Nie wytrzymamy tej wymiany spojrzeń.
Spędziłyśmy z nią godzinę, rysując plan stołu:
Krzysztofa z nową za filar, w kąt.
Ewę przy kominku, blisko deserów.
Dzieci gdzie się da.
Może się uda, ktoś zachoruje i nie przyjdzie? westchnęła Kinga z nadzieją, po czym zaczęła szeptać usprawiedliwienia samej sobie.
Kulminacja nastąpiła na zakończeniu szkoły ich córki.
Sala ulubionej pizzerii, kwiaty, balony, muzyka.
Ewa po jednej stronie długiego stołu.
Krzysztof po drugiej.
Pośrodku tort jak linia demarkacyjna.
Krzysztofowa piękność z dekoltem ku uciesze chłopaków przeglądała telefon. Żony rzucały mężom ostrzegawcze spojrzenia. Mężowie udawali, że interesuje ich tylko pizza.
Spróbowałam rozładować napięcie:
Najważniejsze, że oboje tu jesteście. Dziecku radość…
Zimno było tak przejmujące, że pizza zamieniła się w lód.
Z czasem wszystko się ustabilizowało.
Częściej spotykałyśmy się z Ewą było ciekawiej i bezpieczniej.
Z Krzysztofem kontakt ograniczał się do rzadkich lajków i przypadkowych spotkań w Biedronce.
Zrozumiałam jedną prostą rzecz: rozwód nie dotyczy tylko dwojga ludzi. Trochę rozwodzą się też przyjaciele.
Teraz każde nasze święto to jak posiedzenie Rady Bezpieczeństwa: sztywny protokół i przemyślane miejscówki.
Święto Dziękczynienia, na przykład, obchodzimy na dwa etapy:
Najpierw z Ewą indyk i słodkie ziemniaki.
Potem z Krzysztofem steki i jego kolejna krótka spódniczka.
Ostatnio pomyślałam: jeśli jeszcze ktoś się rozwie



