Różni ludzie
Alicja była dziewczynką nietuzinkową. I Szymon, i Maria dobrze wiedzieli, że to głównie ich wina. Rozpieszczali córkę bez umiaru. Ale jak tu jej nie rozpieszczać? Taka śliczna, taka wrażliwa, a do tego przyszła na świat po tylu trudnościach. Maria długo nie mogła zajść w ciążę. Próbowali wszystkiego. Odwiedzili wszystkich lekarzy w miasteczku, a nawet wybrali się do Warszawy. Wszyscy pukali się po głowie i mówili: Wszystko w porządku, proszę państwa.
No to skoro wszystko gra, to gdzie to dziecko, pytali samych siebie? Któryś ze starszych lekarzy polecił im zwrócić się do medycyny ludowej. No to się zwrócili. Znaleźli jakąś babcię-lekarkę, która dała Marii śmierdzącą nalewkę. Kazała pić po kilka kropel dziennie. Maria krzywiła się, ale poświęcenie się opłaciło zaszła w ciążę. Ich szczęście nie znało granic. Szymon aż wył z radości tak głośno, że sąsiedzi słyszeli, kiedy przyszła mu córka na świat.
Ciąża była tak ciężka, że Szymon nieraz podejrzewał, że to cud, jeśli Maria donosi Alicję do końca. Cały dzień miała mdłości, nie mogła jeść, a od samych zapachów dostawała szału. Ręce i nogi jak banie. Spać też nie dała rady, a na dwór przestała wychodzić całkiem. Kiedy zaczęły się skurcze, Szymon odetchnął ale to były dopiero początki problemów. Poród był tak ciężki, że po dziesięciu godzinach męki lekarze zadecydowali o cesarce. Dziewczynka urodziła się słabiutka, Maria straciła całą masę krwi i przeleżała dwa dni między życiem a śmiercią. Ale koniec końców, jakoś doszły do siebie. Najpierw miesiąc w szpitalu z córką, potem powrót do domu. Szymon był tak stęskniony, że już wyciągał rączki do opieki nad swoim maleństwem.
Teraz dopiero zacznie się prawdziwe życie myślał. Rodzina jak z obrazka, szczęście gwarantowane, plan wykonany.
Kiedy Alicja skończyła pięć lat, Szymon przyszedł wieczorem do żony, usiadł ciężko przy stole i mówi:
Marysiu. Trzeba nam dom budować. No bo jak żyć w tej kawalerce? Teraz Ala malutka, ale jak podrośnie? A przecież dziewczynka powinna mieć własny pokój.
Maria zawsze wspierała męża, ale tym razem tylko westchnęła. Skąd wziąć na to pieniądze?
Mam to wszystko obmyślone. Nie od razu trzeba pałacu. Powoli, kawałek po kawałku, coś się zbuduje, byle nie szaleć i nie spieszyć się. Wtedy się uda.
Maria przyznała mu rację własny dom, trochę przestrzeni, czego więcej wymagać od życia?
Marzenia marzeniami rzeczywistość miała swoje plany. Po pół roku Alicja poważnie zachorowała. Zwykłe przeziębienie, potem zapalenie ucha, potem kolejne i tak szpital za szpitalem, karetką z Przemyśla do Rzeszowa. Długi rosły w złotówkach, jak trawa po deszczu. Ale w końcu dziewczynkę postawiono na nogi dopiero po trzech latach kosztownego leczenia.
Szymon już więcej nie wspominał o domu. Myśleli tylko, jak się pozbyć długów. Maria wiedziała, że on dalej po cichu marzy nie mówi, ale tęskni. Kiedy Ala zrobiła się samodzielna, Maria zatrudniła się w fabryce. Lepiej płacili, a jak będą robić na dwóch etatach, to może kiedyś Szymon spełni swoje marzenie.
Udało się wyjść na prostą dopiero, kiedy Alicja miała czternaście lat. Problem był w tym, że wraz z wiekiem rosły jej potrzeby. Tu nowa sukienka, tam płaszcz jak u koleżanki Basi. Wiadomo córeczka tatusia. Matura za pasem. Odkładali z trudem pieniądze, planowali, że jak Ala pójdzie na studia, wyjechać, to wreszcie zaczną coś budować. Ale życie znów ich zaskoczyło.
Ala na studia rzeczywiście wyjechała. Rodzice dumni, Szymon przez dwa lata postawił ściany domu. Zamiast okien były dechy, drzwi zrobione z płyt pilśniowych, ale to już był dom! Po kolejnych dwóch latach
W sobotę, efekt prac dwa nowe okna zamontowane. Wracają szczęśliwi. Nagle dzwonek do drzwi. Maria otwiera i aż piszczy ze zdziwienia. Na progu stoi Ala. Z olbrzymim brzuchem. A za nią nerwowo przestępuje z nogi na nogę młody chłopak z długimi włosami.
Ala, co to jest? Maria patrzy na jej brzuch.
Mamo, no przecież widzisz! W brzuchu mieszka nasze dziecko z Rysiem. Rysiek, poznaj się, to będzie twój teść.
Rysiek z miną filozofa przytakuje i dalej żuje gumę, jakby reklamował Orbit.
Wszyscy siadają przy stole, pierwsze pytanie zadaje Szymon:
Ala, czemu ty nam nic nie powiedziałaś?
A po co, żeby słuchać morałów?
A studia?
Tam sobie poczeka. Rysiek rzucił po pierwszym roku i też żyje!
Szymon patrzy z politowaniem na Ryśka, ten znów przytakuje.
A gdzie nasz zięć pracuje bez dyplomu?
Tato, daj spokój! Na razie nigdzie. On szuka swojego powołania.
Rysiek znowu znacząco kiwa głową.
To z czego będziecie żyć, skoro oboje nie pracujecie i dziecko w drodze?
Alicja patrzy szeroko otwartymi oczami:
No chyba mam jeszcze rodziców, nie?
Szymon idzie do kuchni, żeby nie powiedzieć czegoś, czego by żałował. Zaraz dołącza Maria; stoją, patrzą przez okno, potem milcząc kładą się spać na materacach na podłodze, a młodzi śpią na kanapie.
Rano Szymon mówi do Marii:
Wiesz co, przeprowadzamy się do domu. Urządzimy jeden pokój, będziemy sobie powoli kończyć resztę. Mieszkanie zostawiamy młodym w prezencie ślubnym.
Maria krótko się zastanawia, zgadza się. Alicja i Rysiek wniebowzięci z tej decyzji.
Szymon i Maria biorą tylko najpotrzebniejsze meble. Przychodzi ciężarówka. Szymon mówi do córki:
No to, córko, mieszkanie twoje. Bądź dobrą gospodynią!
Żegnają się, Szymon i Maria jadą do nie-do-końca-gotowego domu.
W środku nie ma nic, ale Maria się nie poddaje. Po robocie robi obiad, pierze w misce, wodę nosi 300 metrów ze studni, pomaga Szymonowi ciągać kamienie i mieszać zaprawy. Raz przyjeżdża Ala po pomoc finansową. Zawsze dostaje, ale Szymonowi coraz ciężej to znosić, bo budowa pożera wszystko.
Któregoś dnia Szymon wybucha podczas odwiedzin u Alicji i Ryśka:
Rysiek, dalej nie pracujesz?
Tato, nie ma nic godnego. Przecież nie pójdzie na budowę za najniższą krajową?
A czemu nie? Rodzinę trzeba utrzymać.
Alicja coś chce powiedzieć, Szymon ją ucisza:
Chcę odpowiedzi od niego.
Rysiek przestaje żuć: Nie sądziłem, że będę musiał dźwigać cegły.
No to co? Myślałeś, że wszystko samo spadnie z nieba? Masz rodzinę, bądź odpowiedzialny! My nie będziemy wieczni!
Podczas pożegnania Szymon podsuwa pomysł:
Skoro twój leń nie ma co robić, niech pomaga na naszej budowie w końcu i tak wszystko kiedyś zostanie wasze.
Ciekawe burczy Alicja. Sami zaczęliście tę budowę, a teraz każdego w nią wciągacie!
Szymon nic już nie mówi. W drodze powrotnej Maria znów daje córce dyskretnie kilka stówek szkoda jej dziecka.
Tydzień później Rysiek znajduje pracę, co prawda nie na budowie, tylko w jakiejś kancelarii jako przynieś, podaj, pozamiataj, za mniej niż na budowie, ale ważne, że coś robi!, myśli Szymon.
Podczas pracy przy domu często spogląda na nich sąsiedzki chłopak, może dziesięcioletni Antek, który mieszka z babcią. Szymon i Maria często wieczorami piją herbatę w ogrodzie, ciesząc się domem powoli, bo powoli, ale dom się robi.
W końcu Szymon zaprasza Antka na herbatę, Maria dorzuca ciastka. Antek jest nieśmiały, ale siada.
No, to jesteśmy teraz sąsiadami, co?
Tak.
Z rozmowy wychodzi, że Antek nie ma rodziców, mieszka z babcią, która jest już schorowana, ale ją uwielbia i pomaga, jak może.
Przy pożegnaniu pyta nieśmiało:
Mogę wam czasami pomagać? W wakacje i tak się nudno robi
Szymon patrzy na Marię. Jasne, każda para rąk się przyda. A babcia nie będzie zła?
Nie, babcia się cieszy, jak nie kręcę się bez celu.
Już następnego dnia Antek czeka na Szymona. Po chwili chłopak radzi sobie tak świetnie, że Szymon przegania Marię:
Idź już do środka! Co to za robota z kobietą, która nie odróżnia pustaka od cegły! Z Antkiem w tydzień skończymy!
Maria się śmieje i idzie do domu, ale po drodze rozmawia z babcią Antka, panią Petronelą.
Petronela jest wyjątkową osobą mądra, dobroduszna, w lot rozumie o co chodzi. Maria pyta czy nie ma nic przeciw pomocy wnuczka przy remoncie. Babcia aż się dziwi:
Dziecko, toż to sama radość, że drugi pomaga drugiemu! Niech się uczy, ma pan Szymon ręce do roboty!
Maria zerka na Szymona z uśmiechem pełnym miłości zawsze był jej opoką. Żałowała tylko, że jej córka nie trafiła na równie porządnego chłopa.
Zaprasza panią Petronelę na wieczorną herbatę do ogrodu i od tej pory sąsiedzkie relacje nabierają prawdziwego polskiego ciepła.
Ala rodzi. Szymon i Maria pędzą do szpitala z siatkami łakoci, pieluch, nawet kwiaty dla Ryśka się znajdą. W domu lekka imprezka grill, sąsiedzi, gratulacje. Ruslan tfu, Rysiek! jakby trochę wydoroślał. Łóżeczko jest, alkoholu nie pije, dobre i to. Początkowo Maria często pomaga córce, ale pewnego dnia słyszy rozmowę:
Po co mama tak często tu jeździ? Sama sobie nie radzisz?
Mamy własną rodzinę, nie muszą nam pokazywać jak żyć!
Marię boli, ale Szymon mówi już nie jeźdź, poproszą to przyjadą!
Antek staje się dla Szymona i Marii jak własny syn, Petronela jest drugą babcią. Szymon w ramach prezentu kupuje Antkowi garnitur i nowy tornister na początek szkoły Petronela aż się popłakała.
Po kilku latach staruszka umiera. Antek, 14-latek, zostaje sam. Maria zajmuje się pogrzebem, dopilnowuje papierów. Szymon przekonuje opiekę, że nadaje się na opiekuna i Antek zostaje z nimi, nawet jakieś pieniądze z opieki społeczne wpadają, choć pokryją, co najwyżej, rachunek za światło. U Ali znów tłoczno do mieszkania sprowadza się jeszcze siostra Ryśka z dzieckiem, bo jej mąż zabrał jej klucze od mieszkania. Syf, hałas Ale Ala nie narzeka, a rodzice trzymają się z daleka.
Antek dorasta, staje się prawdziwą podporą dla Marii i Szymona Maria już nie pamięta, kiedy ostatni raz nosiła zakupy.
Przechodzą na emeryturę i postanawiają wysłać Antka na studia, choćby mieli zjeść sam chleb z masłem warto. Ale Antek sam znajduje pracę, dokłada się i nawet przywozi prezenty. Nigdzie nie czuje się tak jak w domu u Marii i Szymona.
Pewnego dnia Maria zaczyna źle się czuć. Traci na wadze, szybko się męczy. Szymon błaga ją, żeby poszła do szpitala. Po badaniach lekarz mówi potwornie spokojnym głosem:
Pańska żona ma raka. Bardzo zaawansowany. Proszę się przygotować pół roku, może mniej.
Dla Szymona to koniec świata. Jak to, Maria? Ona nawet nie pożyła: tu wychowywała córkę, tam budowała dom. Dzwoni do córki:
Ala, mama poważnie chora.
Źle. Ale co ja mogę zrobić?
Ala, ona ma raka, pół roku życia najwyżej
W słuchawce milczenie:
No dobra, przyjadę jutro odwiedzić.
Przyjeżdża raz, dla świętego spokoju. Gdy Marię wypisują ze szpitala, lekarz ostrzega, że za chwilę będzie wymagała pełnej opieki. Szymon szykuje się mentalnie, ale postanawia wezwać córkę, gdy trzeba będzie żonę umyć.
Córeczko, czy możesz przyjechać?
O matko, znów coś się stało?
Już nie mam siły, mama potrzebuje pomocy
Boże, mam codziennie biegać tam i z powrotem? Postaram się, ale nie obiecuję!
Czeka na córkę cały dzień. W końcu rozumie, że i tym razem może liczyć tylko na siebie. Z trudem, w bólu, sam wszystko robi. Maria płacze:
Za co taka kara? I siebie, i ciebie męczę
Co ty wygadujesz? Przecież bez ciebie nic tu nie ma sensu.
A Antka nie trzeba jeszcze ożenić?
Stara się żartować przez łzy.
Po miesiącu Maria umiera. Antek, już 22-latek, zalewa się łzami. Kończy właśnie studia
Antek wraca do rodzinnego miasteczka, wynajmuje kawalerkę, znajduje pracę w zawodzie. Szymon liczy, że chłopak jeszcze zajdzie daleko, choć sam już coraz rzadziej wychodzi z domu. Dom skończony cudo, wygoda, nawet ciepła woda z kotła w piwnicy, a wszystko dzięki Marii.
Antek odwiedza go co trochę, czasem tylko na filiżankę herbaty. Alicja wpada rzadziej, nawet jeśli już to po coś tato, pożycz coś, albo może masz coś do oddania?. Zawsze przechadza się wtedy po domu, myśląc, jakby to było tu zamieszkać Może już dawno by się przeprowadzili, gdyby nie to, że Rysiek nie dogaduje się z własnym ojcem, przez co w trójkę z dzieckiem gniotą się w 30 metrach.
Szymon czuje się coraz gorzej serce dokucza, oddech się skraca. Kupuje na chybił trafił tabletki z polecenia sąsiadki, Antek się martwi:
To nie żarty! Trzeba iść do lekarza!
E tam, już taki wiek
Pewnego wieczoru łapie go silny ból, nie pomagają żadne piguły, dzwoni więc do Alicji.
Dziecko, chyba mi serce odmawia
Weź valocardin albo wezwij karetkę. Jeszcze tego brakowało, żebym po pracy jechała na drugi koniec miasta
Alicja się rozłącza, więc Szymon dzwoni do Antka.
Antek, tak mi źle, bardzo źle
Zaraz będę, trzymaj się.
Antek przyjeżdża z narzeczoną Alą pracuje jako ratowniczka. Sprawdza Szymona i każe wezwać karetkę. Jadą z nim do szpitala, odwiedzają każdego dnia. Szymon sugeruje Antkowi, żeby się ożenił, bo dziewczyna pierwsza klasa, ale Antek twierdzi, że chcą najpierw odłożyć na swoje mieszkanie.
Po wypisie Ala zostaje, gotuje na dwa dni obiady, by Szymon tylko podgrzewał uprzejma, ciepła, aż miło.
Następnego dnia, zjawia się Alicja. Obchodzi dom, pyta co trzeba i nagle Szymon nie wytrzymuje:
Córeczko, nawet do szpitala nie przyjechałaś
Tato, lekarzy miałeś na pęczki co by Ci po mnie było lżej?
Oczywiście, przecież jesteś moją córką
Przestań marudzić, bo aż żal słuchać!
Głosu nie podnoś! Matka leżała nie byłaś; teraz do mnie też nie chcesz, aż się zastanawiam, czy ty nasza
I wtedy Alicja wybucha:
Mam dość twojego jęczenia! Mam dość! Kiedy wreszcie zdechniesz?! Siedzisz sam w takiej willi, a my na kupie w kawalerce. Nie wstyd ci? Sam nie żyjesz, tylko życie córce zatruwasz!
No i wszystko jasne nie ojciec, tylko dom był potrzebny…
Szymon wiedział, że trzeba coś zrobić, ale najpierw chciał zapytać jeszcze Marię. Ostatnio często mu się śniła, miał nadzieję, że dziś też przyjdzie i doradzi.
Rano telefon dzwoni Antek pyta o zdrowie.
Antek, uwierzyłbyś? Czuję się jak młody bóg. Twoja narzeczona to skarb!
Dzięki, wiem, że mam szczęście!
Antek, mam prośbę. Możesz załatwić notariusza z dojazdem?
Oczywiście, coś się stało?
Nie, parę spraw muszę domknąć.
Dam ci znać, jak będzie termin.
O 15 przyjeżdża notariusz. Trochę się dziwi zamysłowi Szymona, ale nie dyskutuje.
Po wszystkim pisze list:
Antek, jeśli to czytasz, mnie już nie ma. Nie martw się, już jestem z twoją mamą Marią. Ala jest wspaniałą kobietą, a ty jesteś mi jak syn. Życzę wam szczęścia, pięknej rodziny. Weź ją za żonę, nie czekaj. W prezencie ślubnym zostawiam wam dom. To twój dom, budowaliśmy go razem. Nie dyskutuj, nie odmawiaj będę patrzył z góry, to byłoby mi przykro. Zasłużyłeś na to. Z Marią tak postanowiliśmy.
Szymon czuł, że jego czas dobiega końca, ale był spokojny. Dopił herbatę, pogładził stare zdjęcie z Marią i ułożył się na kanapie wspominając wspólne życie.
Antek z Alą przyjechali jak zawsze cicho i spokojnie. Dziwnie, że Szymon nie siedzi w oknie. Wchodzą Szymon leży, zdjęcie Marii w rękach. Antek wypuszcza zakupy jabłka i pomarańcze toczą się po podłodze.
Tato
Ala tylko kręci przecząco głową. Antek klęka i cicho płacze.
Po wywiezieniu ciała, przyjeżdża Alicja z Ryśkiem i chodzą po domu z miarką, od czasu do czasu zaglądając do listu Szymona, który Antek daje Adze do przeczytania.
Ala, tata zostawił list przed śmiercią, do mnie, ale myślę, że powinniście się z nim zapoznać
Alicja przeskakuje wzrokiem list, czerwieni się i krzyczy:
Stary dureń! Kompletnie stracił rozum! Trzeba było umrzeć, zanim całkiem zgłupiałeś! To się jeszcze zobaczy!
Wybiegła z domu niczym burza jakby chciała przekląć cały świat.



