RÓŻNI LUDZIE
Żona Marcina trafiła mu się… no, nietypowa. Piękna bardzo, wiadomo: naturalna blondynka z czarnymi oczami, zgrabna, z biustem, długonoga. I łóżkowo ogień, sąsiedzi musieli zatykać uszy, serio. Na początku była namiętność, więc nie było czasu na rozmyślanie nad cudami świata. Potem ciąża. No to ślub, jak Pan Bóg przykazał.
Urodził się syn, też taki jasnowłosy, czarnooki. I wszystko jak u wszystkich: pieluchy, kaszki, pierwsze kroki, pierwsze mama, tata. I Zuzka zachowywała się zupełnie normalnie gruchała nad dzieckiem, klasyczna młoda mama.
Potem się zaczęło, gdy syn już był nastolatkiem. Zuzka nagle polubiła fotografować byle co fociła, na jakieś kursy zaczęła chodzić. Z aparatem wiecznie biegała.
Czego ci właściwie brakuje? pytał Marcin. Pracujesz jako prawniczka, to pracuj.
Prawnikiem poprawiała nieodmiennie Zuzka.
No to prawnikiem. Rodzinie więcej uwagi poświęć, a nie nie wiadomo gdzie cię nosi!
Sam nie wiedział, co go właściwie irytowało. Bo przecież Zuzka o dom dbała obiad zawsze ugotowany, porządek, syna pilnowała, lekcje sprawdzała. Przeciętny Polak miałby w domu złoto, a on leżał na kanapie przed telewizorem po pracy, jak przystało na prawdziwego chłopa. Ale jednak go gniewało, że Zuzka jakby wyparowuje do jakiegoś innego świata, gdzie dla niego nie było wstępu. Jest, a jakby jej nie było. Nigdy nie oglądała z nim Faktów, nie komentowała piłki. Nakarmi, pogłaszcze i znika.
Ty jesteś żoną, czy nie?! złoszcząc się łapał ją przy komputerze.
Zuzka milczała. Coraz bardziej zamknięta.
Jeszcze te jej wyjazdy do egzotycznych krajów! Urlop bierze, plecak, aparat i jedzie. Marcin nic z tego nie rozumiał.
Chodź na działkę do Zbyszka i Eli! Saunę mają, swojskie ogóreczki w słoiku, a może w końcu własną działkę sobie kupimy? proponował.
A ona nie chciała, za to namawiała go na swoje wyprawy. Raz się dał namówić. Masakra wszędzie obce, gadają dziwnie, żarcie ostre jak piekło. A na krajobrazy to on zawsze miał alergię. Fuj.
No to Zuzka zaczęła wyjeżdżać sama. A potem jeszcze rzuciła robotę.
A co z emeryturą, pytam się?! oburzał się Marcin. I w ogóle za kogo ty się uważasz? Wielka fotografka? A wiesz, ile forsy trzeba mieć, żeby się przebić?
Zuzka nic nie odpowiadała. Tylko raz, nieśmiało, się podzieliła:
Będę miała swoją pierwszą wystawę. Taką własną, nie cudzą.
Wielkie mi halo, wszyscy mają dzisiaj wystawy odburknął Marcin, a potem poszedł na otwarcie. Nic nie zrozumiał. Jakieś facjaty, nie do końca urodziwe. Pomarszczone łapy, mewy nad Wisłą. Dziwne wszystko, jak sama Zuzka.
Wyśmiał ją wtedy dość paskudnie. A Zuzka? Kupiła mu samochód. Proszę bardzo, my rodzina, korzystaj. Nawet prawa jazdy nie zrobiła, jemu podarowała. Na zdjęciach zarobiła, na zleceniach latała.
Wtedy Marcinowi zrobiło się nieswojo, trochę nawet straszno. Co za egzotyczny zwierzak się w domu przyplątał zamiast zwykłej żony? Skąd te pieniądze? Może faceci dają? No nie da się na tym hobby na samochód zarobić! Zdradza? Nawet jeśli nie, to na pewno będzie!
Nawet próbował wyedukować żonę lekko, z półobrotu w policzek. Złapała kuchenny nóż i zacięła mu brzuch dwa szwy, dobrze że nie trafiła porządnie, histeryczka. Potem przepraszała, a Marcin już więcej rąk nie podniósł.
Zuzka miała świra na punkcie kotów. Wszystkie ratowała, dokarmiała, do domu znosiła, leczyła i szukała im domów. U nich zawsze były dwa własne. Fajne, przytulne, ale na litość to nie ludzie! Jak można kochać kota bardziej od męża?
Jednego razu jej kot zdechł, nie udało się uratować, wyzionął ducha na jej rękach u weterynarza. Zuzka przez tydzień wyła do księżyca, koniak piła, siebie obwiniała. Marcin już nie wytrzymał:
Może jeszcze zapal znicz na cześć karalucha!
Spojrzała tak, że przez tydzień spał z nożem pod poduszką. Dobra, niech robi, co chce.
Kumple Marcina współczuli, koleżanki Zuzki też były po stronie Marcina. Wszyscy gadali, że Zuzka zupełnie się zmieniła, w głowie jej się przewróciło. Wtedy Marcin znalazł pocieszenie u sąsiadki, notabene przyjaciółki Zuzki z podstawówki. Irka była dużo prostsza do ogarnięcia: pracowała w spożywczaku, nie miała ciągot do artyzmu, zawsze gotowa i do łóżka, i do pogadanki. Fakt, piła czasem zdrowo, ale co tam, żenić się przecież nie zamierzał…
Czekał, aż Zuzka się dowie, obrazi, zrobi scenę zazdrości, rozwali talerze. Wtedy by jej wypalił: Sama znikasz, co się dziwisz? A potem mogliby wybaczyć sobie wszystko, rodzina by się poskładała, a Ireczkę rzuciłby jak stare rajtuzy.
Zuzka milczała. Tylko patrzyła tak, jakby chciała go przewiercić wzrokiem. W łóżku też już była inna spięta, odsuwała się. W końcu wyniosła się do osobnego pokoju.
Syn, już dorosły, skończył uniwersytet. Cały w matkę czarnooki, jasnowłosy i dziwaczny.
No, wnuki kiedy? dopytywał Marcin.
Dareczek tylko się śmiał: coś tam w życiu osiągnąć chcę, a i miłości prawdziwej wypatruję. To wtedy się, tato, doczekasz wnuków. Obcy, nie do ogarnięcia chłopak. Krew matki. Oni z Zuzką zawsze mieli pełną harmonię, rozumieli się bez słowa. Marcin czuł się piątym kołem u wozu, dreszcze go przechodziły od tych czarnych oczu, których nie dało się rozszyfrować. Coraz częściej szedł do Irki po pocieszenie.
Aż Zuzka się dowiedziała. Ktoś z sąsiadów doniósł Marcin przecież się nie krył. Przyszedł raz do domu, a żona za stołem, pali fajka. I tak cicho, wręcz szeptem:
Wynoś się stąd! Precz z mieszkania!
A oczy czarne, straszne, aż podkrążone.
Poszedł do Irki. Czekał, aż żona go zawoła z powrotem. Po tygodniu napisała na WhatsAppie, że muszą pogadać. Ucieszył się, wykąpał, psiknął się drogą wodą toaletową. A Zuzka od progu:
Jutro idziemy składać papiery rozwodowe.
Potem wszystko jak przez mgłę: rozwód, papiery, podpisy, ze swojej części mieszkania zrezygnował, bo to od rodziców Zuzki…
I co ty teraz będziesz robiła? Samotnej ci się zachciało żyć? spytał rozgoryczony, wychodząc z urzędu. Już chciał dodać: Komu ty potrzebna?, ale się ugryzł w język.
Zuzka pierwszy raz od lat uśmiechnęła się do niego szeroko, szczerze:
Wyjeżdżam do Gdańska, mam tam poważny projekt.
Tylko mieszkania nie sprzedawaj rzucił jeszcze Gdzie wrócisz?
Nie wrócę spokojnie odpowiedziała żona, to znaczy już była. Wiesz, od dawna kocham kogoś innego. Też fotograf, z Gdańska, z nim mi też bardzo ciekawie. Ale myślałam, jestem zamężna, zdradzać się brzydzę, a i rozwodzić się nie bardzo jest po co Po prostu jesteśmy różni. Czy to powód do rozwodu? Czy rozwodzą się przez to?
Nie rozwodzą potwierdził Marcin.
A jednak się rozwiedliśmy! zaśmiała się Zuzka. Wkurzyłam się, jak się dowiedziałam o Irce. A potem pomyślałam, to chyba na lepsze. Ja będę szczęśliwa i ty też. Ożeń się z nią, niech ci się wiedzie.
I poszła.
Nie ożenię się! rzucił Marcin za nią.
Ale Zuzka już nie słyszała.
Od tamtego czasu zero wiadomości. Tylko raz w roku króciutka wiadomość na WhatsAppa: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Zdrowia, szczęścia! I dzięki za syna.



