W małym miasteczku, otoczonym mrocznymi lasami sosnowymi i szarymi polami, gdzie wiatr pędził po ulicach suche liście, życie płynęło leniwie, niczym rzeka w dolinie. Pod koniec dnia pracy telefon Jakuba zadzwonił. Melodia wybrana przez jego dziewczynę Kasię przerwała ciszę. Odebrał i usłyszał jej głos:
— Kuba, jestem w salonie piękności. Przyjedź po mnie, wiesz gdzie.
— Dobrze, zaraz będę — krótko odpowiedział i się rozłączył.
Jakub wiedział, że Kasia spędza w salonie co najmniej dwie godziny, więc się nie spieszył. Po pracy zaparkował samochód przy salonie i, chcąc zabić czas, wszedł do pobliskiej kawiarni.
— Zadzwoni, gdy skończy — pomyślał, siadając przy stoliku. Kelner natychmiast przyjął zamówienie.
Jakub zjadł, przeglądnął wiadomości, obejrzał parę filmików, ale Kasia wciąż nie dzwoniła. „Ciekawe, ile dziś wyda?” — przemknęło mu przez głowę. Choć płacił nie ona, a jej ojciec — wpływowy biznesmen, którego pieniądze płynęły szeroką rzeką. Kasia nigdy nie oszczędzała.
Spotykali się siedem miesięcy, czasem mieszkali razem w jego skromnym dwupokojowym mieszkaniu. Ale gdy Kasię męczyła jego „ciasnota”, wracała do rodziców w luksusowej willi za miastem. Jedynaczka, nigdy nie znała odmowy. Kasia przedstawiła Jakuba rodzicom, ale jej matka, Patrycja, patrzyła na niego z góry. Zwykły programista, 27 lat — co z niego za partia? Kasia pewnie przekonała matkę, by się nie wtrącała, więc ta trzymała dystans, choć bez otwartej wrogości. Jakub czuł się obco w ich domu.
Sam zaczął rozumieć, że Kasia to nie ta, o której marzył. Ale myśl o ślubie nie dawała mu spokoju, zwłaszcza po słowach jej ojca: „Uczynisz moją córkę szczęśliwą — będziesz miał złote góry. Zawiedziesz — pożałujesz.” Aluzja była jasna.
Kasia była kapryśna, ale olśniewająco piękna. Jakub nie rozumiał, po co tyle czasu w salonie — i tak była doskonała. Inteligentna, z poczuciem humoru, ale wyniosła i rozpieszczona pieniędzmi ojca. Wczoraj oznajmiła:
— Kuba, za dziesięć dni lecimy na Malediwy. Tata wszystko opłaci. Jestem zmęczona, potrzebuję odpoczynku.
— Od czego? Przecież nie pracujesz — zdziwił się.
— Tata załatwi urlop w twojej pracy, nie martw się.
Jej słowa drażniły. Ich relacja stawała się coraz trudniejsza. Jakub czuł, że są z innych światów, ale wciąż planował ożenek. Rozmyślając nad kawą, usłyszał nagle głos:
— Kuba, to ty? — mężczyzna naprzeciw uśmiechał się jak do starego przyjaciela.
— Grzesiek? — Jakub zerwał się na równe nogi, rozpoznając kolegę z dzieciństwa. — Nie wierzę własnym oczom! Ile lat minęło, dwanaście?
— Nabrałeś ciała, stary! — Grzegorz klepnął go po ramieniu. — Wyglądasz jak solidny facet.
— Ty też nie jesteś już dzieciakiem — zaśmiał się Jakub. — Co tu robisz?
— Czekam na siostrę, Anię. Uczy się w konserwatorium, ostatni rok. Dziś ma koncert, a ja nie znoszę klasyki, więc wpadłem tu — uśmiechnął się Grzesiek.
— Ania? Jak się ma? — ożywił się Jakub.
— Prawdziwy talent! Prosta dziewczyna ze wsi, a dostała się do konserwatorium bez układów — powiedział z dumą.
— Muszę ją zobaczyć! — zawołał Jakub.
— Za pół godziny do niej zadzwonię, pojedziemy po nią. Jeśli masz czas, dołącz do nas. Jesteś sam?
— Czekam na Kasię, moją narzeczoną. Jest w salonie, zaraz wyjdzie.
— Świetnie, przyjedziemy z Anią — odparł Grzesiek, obiecując wrócić.
Jakub pogrążył się we wspomnieniach. Lato u babci na wsi, gdzie mieszkali Grzesiek i Ania. Ich podwórko z jabłoniami, jeziorem, rzeką. Łowili ryby, piekli je na ognisku, śpiewali przy gitarze. Ania, szczuplutka dziewczyna z ciemnymi warkoczykami, była jego pierwszą miłością. „Ciekaw jestem, jaka jest teraz?” — myślał, nieświadomie uśmiechając się pod nosem.
— Śmiać się do siebie to oznaka głupoty — przerwał mu głos Kasi.
— Nareszcie — spojrzał na nią, próbując zauważyć, co zmieniło się przez trzy godziny w salonie.
— No jak ja wyglądam? — z przekąsem spytała.
— Normalnie — odparł.
— Normalnie?! — oburzyła się. — Wiesz, ile kosztuje ten manicure i zabieg kosmetyczny? Jestem niesamowita, prawda?
— Jak zawsze — skinął głową, by uniknąć kłótni.
— Jedziemy do mnie, są goście, czekają na nas — oznajmiła.
— Nie mogę, umówiłem się ze starymi znajomymi. Zaraz przyjadą.
Kasia nadąła się, gotowa do awantury, ale do kawiarni weszli Grzesiek z Anią. Ta rzuciła się ku Jakubowi, obejmując go:
— Kuba, ile to lat! Wyrosłeś na przystojniaka!
Zamarł, oszołomiony jej urodą — naturalną, promienną, z ciepłymi piwnymi oczami. Nie chciał puścić jej z uścisku, ale Kasia zimno rzuciła:
— Witam.
— To Kasia, moja narzeczona — pospieszył się Jakub. — A to Grzesiek i Ania.
— Cześć, piękna — uśmiechnął się Grzesiek.
Rozmawiali we trójkę o przeszłości, a Kasia milczała, demonstracyjnie ich ignorując. Jakub wspominał lato, jabłonie, jezioro.
— Lepiej na Malediwach pod parasolem — przerwała Kasia. — Basen mojego taty jest większy niż wasza kałuża.
— Ryby tam pływają? — zażartował Grzesiek.
— W restauracjach, gdzie jem świeże ryby — odcięła się.
Rozmowa przygasła. Ania zaproponowała:
— Kuba, przyjedź do nas na wieś.
— Koniecznie — odparł, spoglądając na Kasię. — W weekend wpadnę.
Kasia oświadczyła:
— No dobra, pojadę z tobą w tę dziurę.
— Lepiej nie — zmarszczył brwi Jakub. — Tam komary, las, jezioro. Umrzesz z nudów.
— Wezmę mineralną, bo normalnej wody tam nie ma — burknęła.
— I przenośną toaletę z mikrofalówką — dodał ironicznie.
Na wsi przywitali ich ciepłoNa podwórku pod rozłożystą jabłonią zastali już nakryty stół, a zapach pieczonej kiełbasy mieszał się z wiatrem niosącym wspomnienia dawnych, szczęśliwszych czasów.



