W małym miasteczku otoczonym ponurymi sosnowymi lasami i szarymi polami, gdzie wiatr pędził po ulicach suche liście, życie toczyło się powoli, niczym leniwa rzeczka. Pod koniec dnia pracy zadzwonił telefon Tomasza. Melodia, którą wybrała jego dziewczyna, Kornelia, przerwała ciszę. Odebrał i usłyszał jej głos:
— Tomasz, jestem w salonie urody. Przyjedź po mnie, znasz adres.
— Dobrze, zaraz będę — krótko odpowiedział i rozłączył się.
Tomasz wiedział, że Kornelia spędza w salonie co najmniej dwie godziny, więc się nie spieszył. Po pracy zaparkował samochód przed salonem i, żeby zabić czas, wszedł do pobliskiej kawiarni.
— Zadzwoni, jak skończy — pomyślał, siadając przy stoliku. Kelner natychmiast przyjął zamówienie.
Tomasz zjadł, przewinął wiadomości, obejrzał kilka filmików, ale Kornelia wciąż nie dawała znaku życia. „Ciekawe, ile dziś wyda?” — przebiegło mu przez głowę. Choć płacił nie ona, a jej ojciec — wpływowy biznesmen, którego pieniądze płynęły szeroką rzeką. Kornelia nigdy nie oszczędzała.
Spotykali się siedem miesięcy, czasem mieszkali razem w jego skromnym dwupokojowym mieszkaniu. Gdy jednak męczyła ją jego „ciasnota”, wracała do rodziców w wystawnym domu pod miastem. Jedynaczka, nie znała odmowy. Kornelia przedstawiła Tomasza rodzicom, ale jej matka, Elżbieta, patrzyła na niego z góry. Zwykły programista, 27 lat — co on jej może dać? Kornelia najwyraźniej przekonała matkę, by się nie wtrącała, więc ta trzymała dystans, choć bez otwartej wrogości. Tomasz czuł się tam jak intruz.
I on sam zaczął rozumieć, że Kornelia nie jest tą, o której marzył. Ale myśl o ślubie nie dawała mu spokoju, zwłaszcza po słowach jej ojca: „Uczynisz moją córkę szczęśliwą — będziesz miał złote życie. Zawiedziesz — pożałujesz.” Aluzja była jasna.
Kornelia była kapryśna, ale olśniewająco piękna. Tomasz nie rozumiał, po co tyle czasu w salonie — i tak była doskonała. Inteligentna, z poczuciem humoru, ale zarozumiała i rozpuszczona przez ojca. Dzień wcześniej oświadczyła:
— Tomasz, za dziesięć dni lecimy na Malediwy. Tata wszystko opłaci. Jestem zmęczona, potrzebuję odpoczynku.
— Od czego? Nie pracujesz — zdziwił się.
— Tata załatwi ci urlop, nie martw się.
Jej słowa irytowały. Ich relacja stawała się coraz trudniejsza. Tomasz czuł, że pochodzą z różnych światów, ale wciąż planował się ożenić. Rozmyślając przy kawie, nagle usłyszał głos:
— Tomasz, to ty? — Mężczyzna naprzeciwko uśmiechał się jak do starego przyjaciela.
— Bartek? — Tomasz zerwał się na równe nogi, rozpoznając kolegę z dzieciństwa. — Nie wierzę! Ile lat minęło, dwanaście?
— Postarzałeś się, stary! — Bartek klepnął go w ramię. — Wyglądasz jak solidny facet.
— Ty też nie jesteś już dzieciakiem — roześmiał się Tomasz. — Skąd się tu wziąłeś?
— Czekam na siostrę, Kasię. Uczy się w konserwatorium, jest na ostatnim roku. Dziś ma koncert, a ja klasyki nie znoszę, więc wpadłem tu — wyjaśnił Bartek.
— Kasia? Jak się ma? — ożywił się Tomasz.
— Prawdziwy talent! Prosta dziewczyna ze wsi, a sama się dostała, bez znajomości — odpowiedział z dumą Bartek.
— Muszę ją zobaczyć! — zawołał Tomasz.
— Za pół godziny do niej zadzwonię, pojedziemy na spotkanie. Jeśli nie jesteś zajęty, dołącz do nas. Sam jesteś?
— Czekam na Kornelię, narzeczoną. Jest w salonie, zaraz wyjdzie.
— Świetnie, wpadniemy z Kasią — obiecał Bartek i odszedł.
Tomasz pogrążył się we wspomnieniach. Lato u babci na wsi, gdzie mieszkali Bartek i Kasia. Ich podwórko z jabłoniami, jeziorko, rzeka. Łowili ryby, piekli je na ognisku, śpiewali przy gitarze. Kasia, chuda dziewczyna z ciemnymi warkoczykami, była jego pierwszą miłością. *„Ciekawe, jaka jest teraz?”* — myślał, nieświadomie się uśmiechając.
— Uśmiechanie się do ściany to głupota — oznajmił głos Kornelii.
— Wreszcie — spojrzał na nią, próbując dostrzec, co zmieniło się przez trzy godziny w salonie.
— No, jak ja wyglądam? — z przekąsem zapytała.
— W porządku — odparł.
— W porządku?! — oburzyła się. — Wiesz, ile kosztował ten manicure i zabiegi kosmetyczne? Jestem niesamowita, prawda?
— Jak zawsze — skinął głową, by uniknąć sprzeczki.
— Jedziemy do mnie, są goście, czekają na nas — oznajmiła.
— Nie mogę, umówiłem się z przyjaciółmi z dzieciństwa. Zaraz tu będą.
Kornelia nadąsała się, gotowa do awantury, ale do kawiarni weszli Bartek i Kasia. Ta rzuciła się w stronę Tomasza, obejmując go serdecznie:
— Tomasz, ile lat! Wyrosłeś na przystojniaka!
Zdrętwiał, oszołomiony jej urodą — delikatną, naturalną, z ciepłymi piwnymi oczami. Nie chciał wypuszczać jej z objęć, ale Kornelia zimno przerwała:
— Witajcie.
— To Kornelia, moja narzeczona — pośpiesznie wyjaśnił Tomasz. — A to Bartek i Kasia.
— Cześć, piękna — uśmiechnął się Bartek.
Rozmawiali o dawnych czasach, a Kornelia milczała, demonstracyjnie ignorując ich. Tomasz wspominał lato, jabłonie, jezioro.
— Lepiej pod parasolem na Malediwach — przerwała Kornelia. — A basen taty jest większy niż wasza kałuża.
— Ryby w nim pływają? — zażartował Bartek.
— W restauracjach, gdzie jem świeże ryby — odcięła się.
Rozmowa przygasła. Kasia zaproponowała:
— Tomasz, przyjedź do nas na wieś.
— Na pewno — odpowiedział, spoglądając na Kornelię. — W weekend przyjadę.
Kornelia oświadczyła:
— Dobrze, pojadę z tobą w tę głuszę.
— Lepiej nie — skrzywił się Tomasz. — Tam komary, las, jezioro. Umrzesz z nudów.
— Wezmę wodę mineralną, tam nie ma normalnej — burknęła.
— I przenośną toaletę z mikrofalówką — dodał sarkastycznie.
Na wsi przywitali ich serdecznie.Stół nakryli pod jabłonią, piekli kiełbaski, a Tomasz poczuł, że wreszcie znów oddycha pełną piersią, podczas gdy Kornelia tylko narzekała na komary i brak luksusu.



