Rozkoszny wieczór: Świętowanie w restauracji i powrót do domu.

Maria wracała z mężem z restauracji, gdzie świętowali jego urodziny. Spędzili miły wieczór w towarzystwie wielu ludzi, krewnych i kolegów z pracy. Wielu z nich Maria widziała po raz pierwszy, ale skoro Piotr postanowił ich zaprosić, musiało być ku temu powody.

Maria nie należała do osób, które kwestionują decyzje męża, unikała kłótni i sporów. Wolała zgodzić się z Piotrem, niż udowadniać swoją rację.
– Mario, masz klucze do mieszkania pod ręką? Możesz je wyciągnąć?
Maria sięgnęła do torebki, próbując znaleźć klucze. Nagle poczuła ostry ból, aż tak szarpnęła ręką, że torebka wypadła jej z ręki.
– Co się stało? Czemu krzyczysz?
– Ukłułam się czymś.
– W twojej torebce można się zgubić, więc nic dziwnego.

Maria nie sprzeciwiła się Piotrowi, podniosła torebkę i ostrożnie wyciągnęła klucze. Weszli do mieszkania, a ona zapomniała o chwilowym bólu. Od zmęczenia nogi jej doskwierały, marzyła o prysznicu i łóżku. Obudziwszy się rankiem, poczuła silny ból w ręce. Palec był czerwony i spuchnięty. Przypomniała sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru, wzięła torebkę, by sprawdzić jej zawartość. Ostrożnie wyjmując rzeczy, na dnie znalazła dużą, zardzewiałą igłę.

– Co to ma być?
Nie mogła zrozumieć, jak się tam znalazła. Wyrzuciła dziwny obiekt do śmieci i poszła po apteczkę, by opatrzyć zranione miejsce. Po opatrzeniu czerwonego palca, udała się do pracy. Już w czasie obiadu poczuła, że ma gorączkę.

Zadzwoniła do męża:
– Piotr, nie wiem, co robić. Chyba złapałam jakąś infekcję. Mam gorączkę, boli mnie głowa, całe ciało mnie łamie. Wyobraź sobie, w mojej torebce znalazłam dużą zardzewiałą igłę, to nią się wczoraj ukłułam.
– Może powinnaś pójść do lekarza, oby to nie był tężec ani zakażenie krwi.
– Piotr, nie dramatyzuj. Zdezynfekowałam ranę, wszystko będzie dobrze.
Jednak z każdą godziną stan Marii się pogarszał. Ledwo doczekawszy końca dnia, zamówiła taksówkę i pojechała do domu. Wiedziała, że nie da rady wrócić komunikacją miejską. Po przyjeździe opadła na kanapę i zapadła w sen.

Śniła o swojej babci Annie, która zmarła, gdy Maria była dzieckiem. Choć nie wiedziała, skąd to wie, była pewna, że to ona. Babcia była stara, zgarbiona, jej wygląd mógłby przerazić wielu, ale Maria czuła, że babcia chce jej pomóc.

Babcia prowadziła Marię przez pole, pokazała, jakie zioła powinna zebrać, i powiedziała, że musi przygotować napar, który oczyści jej ciało ze zła, które zaczęło je pożerać. Ostrzegła też o kimś, kto życzy jej źle. Aby jednak z tym walczyć, musi przetrwać. Czasu było bardzo mało.

Maria obudziła się zlana zimnym potem. Choć wydawało jej się, że spała długo, zerknięcie na zegar uświadomiło jej, że minęło zaledwie kilka minut. Usłyszała trzask drzwi wejściowych, wrócił Piotr. Zsunęła się z kanapy i wyszła do przedpokoju. Gdy ją zobaczył, westchnął:
– Co się z tobą stało? Spójrz w lustro.

Maria podeszła do lustra. Jeszcze wczoraj widziała w nim ładną, uśmiechniętą dziewczynę. Teraz patrzyła na siebie, ale nie mogła się rozpoznać. Włosy jej wisiały zlepione, pod oczami miała sińce, a jej twarz była szara i wyraz smutny.
– Co to za głupoty?

I wtedy Maria przypomniała sobie swój sen. Powiedziała mężowi:
– Śniła mi się babcia. Powiedziała mi, co robić…
– Maria, ubieraj się, jedziemy do szpitala.
– Nigdzie nie pojadę, babcia powiedziała, że lekarze mi nie pomogą.

Rozpętał się prawdziwy kłótnia. Piotr oskarżył Marię o szaleństwo, twierdząc, że w gorączce śniła o jakiejś starej kobiecie. Po raz pierwszy tak ostro się poróżnili. Piotr chciał nawet użyć siły, złapał Marię za rękę i próbował ją wyciągnąć.

– Nie chcesz jechać do szpitala dobrowolnie, to cię zaciągnę.
Jednak Maria wyrwała się, nie utrzymała równowagi, upadła, uderzając się o róg.
Piotr wpadł w szał, zabrał torebkę, trzasnął drzwiami i wyszedł. Maria tylko wysłała wiadomość do przełożonego, że złapała wirus i musi zostać w domu na kilka dni.

Piotr wrócił prawie o północy, przepraszał, a ona jedynie powiedziała:
– Zawieziesz mnie jutro na wieś, gdzie mieszkała moja babcia.
Rano Maria bardziej przypominała żywego trupa niż młodą, pełna zdrowia kobietę. Piotr wciąż błagał:
– Mario, nie wygłupiaj się, jedźmy do szpitala. Nie chcę cię stracić.

Jednak pojechali na wieś. Maria pamiętała jedynie nazwę wioski. Nie była tam od czasu, gdy rodzice sprzedali dom babci po jej śmierci. Całą drogę spała. Nawet nie wiedziała, na które pole jechać, ale zbliżając się do wioski, obudziła się i powiedziała do męża:
– To tutaj.

Z trudem wyszła z auta, upadła bezsilna na trawę. Wiedziała jednak, że to miejsce, które wskazała jej babcia Ania. Znalazła zioła pokazane przez babcię we śnie i wrócili do domu. Piotr przygotował napar dla żony, zrobił wszystko, co mówiła. Maria zaczęła pić napar małymi łykami i z każdym kolejnym czuła się lepiej.

Ledwie udało jej się dojść do łazienki, ale gdy spojrzała do miski, zauważyła, że jej mocz był czarny. Zamiast się przerazić, poczuła ulgę i powtórzyła słowa babci:
– Wychodzi…

W nocy znów śniła jej się babcia. Stała, uśmiechając się. Potem zaczęła mówić:
– Ktoś rzucił na ciebie klątwę poprzez zardzewiałą igłę. Mój napar przywróci cię siły, ale to na krótko. Musisz znaleźć, kto to zrobił i odesłać mu jego zło. Nie wiem, kto to zrobił. Nie widzę. Ale twój mąż jakoś jest z tym związany. Gdybyś nie wyrzuciła tej igły, mogłabym powiedzieć więcej. Ale…

Postąpimy tak: pójdziesz do sklepu, kupisz paczkę igieł, i nad największą z nich wypowiesz te słowa: “Duchy nocy, które żyły wcześniej! Usłyszcie mnie, duchy nocy, przepowiadające prawdę. Okrążcie mnie, pomóżcie, znajdźcie mojego wroga…”. Następnie włóż tę igłę do torby męża. Osoba, która cię skrzywdziła, ukłuje się nią. Wtedy dowiesz się, kto to jest i będzie można oddać mu jego zło.

Babcia, mówiąc to, rozpłynęła się jak mgła.

Maria obudziła się. Wciąż czuła się okropnie, ale wiedziała, że w końcu wyzdrowieje. Wiedziała, że babcia jej pomoże.
Piotr postanowił zostać dziś w domu, by zająć się żoną. Jakże się zdziwił, gdy szykowała się do wyjścia, mówiąc, że musi iść sama:

– Mario, nie wygłupiaj się, ledwo stoisz na nogach. Pójdę z tobą.
– Piotrze, zrób mi zupę, po tym wirusie mam ogromny apetyt.
Maria zrobiła wszystko, jak kazała babcia we śnie. Wieczorem zaczarowana igła leżała już w torbie Piotra. Zapytał przed snem:
– Jesteś pewna, że dasz sobie radę? Może powinienem zostać tu z tobą?
– Poradzę sobie.

Marię zaczynało czuć się lepiej, ale wiedziała, że zło nadal w niej siedzi, czując, jak truje jej ciało. Napar, który przyjmowała trzeci dzień, działał jak antidotum. Czuła, że nie podoba się temu, co w niej jest.
Trudno było jej się doczekać, kiedy Piotr wróci z pracy. Już na progu pytała:

– Jak minął dzień?
– Wszystko okej, a czemu pytasz?

Maria już miała myśleć, że klątwa na nią rzucona nie odkryła się, gdy Piotr dodał:
– Wyobraź sobie, Irena z sąsiedniego działu chciała mi pomóc, sięgnąć po klucze do mojego gabinetu. Moje ręce były zajęte teczkami. Włożyła rękę do torby i ukłuła się igłą. Skąd igła w mojej torbie? Spojrzała na mnie z wściekłością, jakby chciała mnie zabić wzrokiem.
– Co masz wspólnego z tą Ireną?
– Marysiu, daruj sobie. Kocham tylko ciebie. Nie Irena, nie Maria, nikt się nie liczy.
– Była na twoich urodzinach w restauracji?
– Była, jest dobrą koleżanką z pracy, ale nic więcej.

Wtedy Maria domyśliła się, jak zardzewiała igła znalazła się w jej torebce.
Piotr poszedł do kuchni, gdzie czekała na niego kolacja.
Kiedy Maria zasnęła, babcia znów jej się ukazała. Powiedziała, co powinna zrobić, jak odesłać zło Irenie. Babcia powiedziała, że teraz wszystko jest jasne. Irena chciała magią pozbyć się konkurentki i zająć jej miejsce u boku Piotra. Jeśli nie udałoby się naturalnie, znów sięgnęłaby po magię. To kobieta, która niczego się nie cofnie.

Maria zrobiła wszystko, jak nauczyła ją babcia. Wkrótce Piotr oznajmił, że Irena jest na zwolnieniu, że bardzo źle się czuje, a lekarze są bezradni.
Maria poprosiła męża, by zawiózł ją na weekend do wsi, gdzie mieszkała babcia, na cmentarz, na którym Maria nie była od dnia pogrzebu. Kupiła kwiaty i założyła rękawice, by oczyścić grób z zarośniętych chwastów. Z trudem znalazła grób babci Anicji. Podchodząc, zobaczyła na nagrobku zdjęcie tej, która ukazywała się jej we snach, tej, która ją ocaliła od śmierci. Maria uporządkowała grób, wstawiła kwiaty do wody. Usiadła i powiedziała:

– Babciu, przepraszam, że wcześniej nie przychodziłam. Sądziłam, że skoro rodzice odwiedzają cię raz w roku, to wystarczy. Miałam jednak rację straszną. Teraz także będę cię odwiedzać. Gdyby nie ty, to pewnie już by mnie nie było.

Poczuła, jakby babcia położyła jej ręce na ramionach. Obróciła się, ale nikogo tam nie było, tylko lekki wietrzyk…

Rate article
Fajna Tajna
Rozkoszny wieczór: Świętowanie w restauracji i powrót do domu.