Rodzinna tajemnica
Pięcioletnia Zosia obudziła się w środku nocy od hałasu w mieszkaniu. Za oknem panowała jeszcze ciemność, a gdy wyszła z pokoju, zobaczyła przy łóżku matki ludzi w białych kitlach. Krystyna leżała nieruchomo z zamkniętymi oczami.
Mamo, mamusiu szepnęła Zosia, łzy napływając do oczu. Mamo, obudź się
Widziała, jak wynieśli matkę na noszach i zabrali do szpitala. Ojciec, Robert, został z nią. Już wieczorem słyszała, jak rodzice się kłócili. Wciąż wymieniali imię Weronika wiedziała, że to siostra mamy, ale nie żyła od dawna. Zosia widziała nawet jej zdjęcie wiszące u babci Heleny na ścianie w wiejskim domu.
Nie rozumiała, o co poszło rodzicom. Mama płakała, tata podnosił głos. Zasnęli w gniewie, a teraz stało się coś złego.
Tato, co z mamą? zapytała drżącym głosem.
Wiesz, Zosiu, serce Słabe serce. Nie może się denerwować. Idź do łóżka, jest jeszcze wcześnie, ja cię obudzę przed przedszkolem.
Krystynie rzeczywiście zrobiło się słabo leżała bez ruchu, nie mogąc wydusić słowa. Robert spał na kanapie w sąsiednim pokoju, a ona nie miała siły go zawołać. Coś jednak sprawiło, że obudził się w środku nocy i podszedł do niej. Dotknął jej ramienia, ale nie zareagowała. Wtedy spanikował i wezwał pogotowie.
Rano Robert musiał iść do pracy, a Zosię odprowadził do przedszkola.
Biegnij, córeczko, sama się przebierzesz. Ja już się spieszę. Wieczorem zabiorę cię i pojedziemy do mamy do szpitala.
W pracy starał się nie myśleć, choć niewyspanie dawało o sobie znać. Podszedł do niego Krzysiek, dyspozytor, a przy okazji jego kochanka. Młoda, ładna, po firmowej imprezie obudził się u niej w kawalerce. Nie, nie żałował cały wieczór spędził w jej towarzystwie.
Robert był kierowcą TIR-a, a z Krzysiem spotykał się od dwóch lat. Żona nie wiedziała o zdradzie, ale może coś przeczuwała. Wczorajsza kłótnia wybuchła właśnie dlatego dowiedziała się, że wrócił z trasy wcześniej, a jednak nie pojawił się w domu.
Krystyna wracając z pracy natknęła się na Elżbietę, księgową z firmy Roberta.
Twój mąż wrócił wczoraj, ale zapomniał oddać dokumenty rzuciła mimochodem.
Jak to wrócił? Nie ma go w domu! zdziwiła się Krystyna.
No, widziałam jego auto Elżbieta zrozumiała, że powiedziała za dużo. Wiedziała, że Robert kręci się z Krzysiem.
Może mi się wydawało. Do widzenia! uciekła szybko.
Wieczorem Robert wrócił, a Krystyna od razu rzuciła:
Gdzie byłeś? Wczoraj wróciłeś z trasy!
Skąd taki pomysł? Kto ci to powiedział?
Nie musisz wiedzieć!
Kłótnia przybrała na sile, aż Zosia wtuliła się w poduszkę, by nie słyszeć krzyków.
W końcu Robert przyznał się do zdrady. Może gdyby skłamał, Krystynie nie zrobiłoby się słabo. Ale wzięła to do serca.
Wieczorem zabrał Zosię do szpitala. Krystyna leżała blada, pod kroplówką. Słabo uśmiechnęła się do córki, na męża patrzyła zimno.
Robert już zdecydował odejdzie. Tym bardziej że Krzysiek naciskał, by się wprowadzili razem. Był w ciąży. Ale nie mógł jeszcze powiedzieć żonie lekarz zabronił jej stresów.
Czas płynął. Babcia Helena przyjechała do Roberta i powiedziała do Zosi:
Idź do pokoju, muszę porozmawiać z tatą.
Z początku było cicho, ale potem znowu usłyszała imię Weroniki i ostry głos ojca.
Helena wiedziała o zdradzie, ale dopiero gdy Krystyna trafiła do szpitala, postanowiła interweniować. Robert zachowywał się bezczelnie.
Krystynę wypisano, ale praca była wykluczona. Babcia zabrała ją i Zosię na wieś.
A tata? zapytała Zosia.
Tatuś już z nami nie zamieszka wyjaśniła Krystyna. Pojedziemy do babci, tam pójdziesz do szkoły. Muszę odpocząć, inaczej znów trafię do szpitala.
Nie wiedziała, że przed wypisem Robert przyszedł do żony, a ta powiedziała mu:
Zabierz swoje rzeczy i wynoś się. Rozwód sama załatwię. I tak Zosia nie jest twoja.
Robert wyprowadził się do Krzysia i zniknął z ich życia. Na wsi było spokojnie. Pewnego dnia Zosia usłyszała, jak babcia rozmawia z sąsiadką Wandą:
Zięć znalazł sobie młodszą i zdrowszą. Już nawet dziecko mu urodziła. Krystynie słabo, słabe serce.
Zosia widziała, jak mama wpatruje się w zdjęcie Weroniki i płacze.
Minęły lata. Krystyna chorowała, Zosia pomagała babci.
Mamo, odpocznij, ja pomogę mówiła, już jako uczennica czwartej klasy.
Moja mądra dziewczynka uśmiechała się babcia.
Pewnego dnia, wracając ze sklepu, spotkały sąsiadkę Bronisławę.
Boże, Helena, twoja wnuczka to żywy obraz Weroniki! zawołała.
Zosia przeglądała potem album i zobaczyła, że rzeczywiście jest podobna do ciotki.
Ale nie zdążyła o tym nikomu powiedzieć. Krystynie zrobiło się gorzej, znów wezwali pogotowie. Tym razem nie wróciła.
Mamy już nie ma, Zosiu płakała babcia.
Zosia skończyła już gimnazjum, gdy spytała:
Babciu, dlaczego jestem podobna do ciotki Weroniki, a nie do mamy?
Helena, która akurat leżała chora, poprosiła o wodę i posadziła ją przy sobie.
Jesteś już duża. Musisz wiedzieć Weronika i jej mąż zginęli w wypadku. To byli twoi rodzice. Krystyna i Robert cię adoptowali.
Zosia patrzyła na zdjęcia miała dwie mamy, ale żadnej już przy niej nie było.
Babcia wyznała jeszcze, że to Robert spowodował tamtą tragedię. Nie zatrzymał się, uciekł. Krystyna wiedziała, ale milczała.
Minęły lata. Zosia skończyła medycynę, zabrała babcię do miasta. Wyszła za lekarza, Kamila. Helena doczekała się prawnuków bliźniaków Kuby i Filipa.
Ale i jej czas nadszedł. Spoczęła obok swoich córek. Zosia często odwiedzała ich groby, niosąc pol



