— Teraz krewni się dowiedzą, że masz restaurację i znowu przybiegną — zaśmiał się mąż.
Olga nie mogła uwierzyć, że jej marzenie wreszcie się spełniło. Za kilka dni wraz z mężem planowali otwarcie własnej restauracji.
Wszystko było niemal gotowe, ale nikt z rodziny nie wiedział o ich przygotowaniach.
Olga i Marek postanowili zrobić wszystkim niespodziankę. Przez ostatni rok wydawali wszystkie oszczędności na biznes, przez co stracili sympatię w oczach krewnych.
A dokładniej — w oczach rodziny Oli. Jej rodzice kilkukrotnie próbowali pożyczyć od córki duże sumy, ale zawsze spotykali się z odmową.
Ostatnim razem Nina Kowalska nie wytrzymała i oskarżyła córkę o skąpstwo.
— Mamo, wydajemy pieniądze na własne potrzeby — tłumaczyła się dziewczyna, jednak bezskutecznie. — Poza tym wasze problemy są… śmieszne.
— Ach tak? Na przykład jakie? — syknęła kobieta.
— Nowa kuchnia za dziesięć tysięcy złotych? — przypomniała Olga. — Po co wydawać tyle?
— Bo chcemy odświeżyć dom! To takie trudne? — warknęła Nina. — Tobie wolno mieć luksusy, a nam nie? Patrzcie ją!
— Chodzi o to, że to nie nagła sprawa, jak choroba! Można poczekać albo kupić używane…
— Nie pouczaj nas! Sami kupujcie używane! Od dziś nie jestem twoją matką! — rzuciła słuchawką.
Ta rozmowa przypieczętowała koniec już i tak chłodnych relacji.
Na początku Olga bardzo przeżywała, ale w końcu pogodziła się z myślą, że nigdy nie zdobędzie uznania Niny, która zawsze faworyzowała młodszą córkę, Kingę.
Od dzieciństwa Kinga była „chorowitym aniołkiem”, więc matka stale ją rozpieszczała. Nawet gdy córka wpakowała się w kłopoty, Nina znajdowała dla niej usprawiedliwienie.
— Najpierw pechowy małżeństwo, potem zwolnienie z pracy — wzdychała. — Biedactwo potrzebuje wsparcia!
Kinga regularnie prosiła o pomoc starszą siostrę, którą od zawsze nie znosiła.
Za każdym razem, gdy pożyczała pieniądze, podkreślała: — Gdyby nie sytuacja, nawet bym tu nie przyszła!
Choć Olga nigdy nie widziała w tym upokorzenia i nie wypominała długów. Zresztą wiedziała, że Kinga i tak nie odda.
Młodsza siostra znikała na miesiące, by potem znów się pojawić i pożyczyć kolejną sumę, milcząc o poprzednich.
I właśnie teraz, po dwóch miesiącach, Kinga zjawiła się z płaczliwą miną.
— Chcę zawieźć Szymona nad morze — oznajmiła, siadając w kuchni. — Ma niedobór witaminy D!
— Kup suplementy. W czym problem? — Olga odgadła zamiary.
— Po co faszerować dziecko chemią? — skrzywiła się Kinga. — Czyżbyś żałowała pieniędzy dla siostrzeńca?
— Tym razem nie pomogę — wzruszyła ramionami Olga.
— Nie masz pięciu tysięcy dla Szymona? — głos Kingi zadrżał.
— Nie mam — odparła stanowczo Olga, mając ochotę nazwać siostrę bezwstydną manipulantką. — Nie każdy rodzic od razu pędzi nad Bałtyk. Wystarczą tabletki.
— Sugerujesz, że kłamię?! — Kinga wstała, trzaskając krzesłem. — Nie potrzebuję twojej łaski! Zadbaj o swoje brudne pieniądze! Mama miała rację — dawno się od nas odwróciłaś! — wybiegła, slamsując drzwiami.
Od tamtej pory Olga zerwała kontakt z roszczeniową rodziną.
— Jak tylko dowiedzą się o restauracji, przybiegną jak ćmy do światła — zaśmiał się Marek.
— Tym razem nic nie dostaną — odparła twardo.
I rzeczywiście — gdy tylko Nina i Kinga usłyszały o nowym lokalu, natychmiast się w nim pojawiły.
Olga dowiedziała się o tym przypadkiem.
— Pani Olgo — zapukał zdenerwowany kelner. — Można na słowo?
— Co się stało? — oderwała wzrok od dokumentów.
— Goście przy stoliku 5 zjedli za tysiąc złotych i nie chcą płacić.
— Wezwij policję.
— Ale… twierdzą, że to pańska rodzina — wyjąkał.
— Rodzina? — Olga powoli wstała.
Przez chwilę nie mogła uwierzyć, że ci, którzy ją odrzucili, śmią tu przychodzić.
— Zajmę się tym — warknęła.
Na nogach jak z waty podeszła do stolika, gdzie siedziały Nina i Kinga.
— O, córeczka się zjawiła! — pryk



