Rodzina mojego syna
Moje przyjaciółki zawsze twierdziły, że moja córka przyciągnęła przyszłą żonę syna w pośpiechu, z jakąś przypadkową przygodą w barze. Mój syn, po powrocie z wojska, miał gorące krwi i nagle spotkał bystrą dziewczynę, która od razu się wciągnęła. Nie sprzeczała się, zgadzała się na wszystko.
Jest niska, krzepka, krótkonoga, bez talii, twarz nieco szeroka, małe wąskie oczy. Według mnie imię Jagoda nie pasuje jej jako przyszłej synowej i przyjaciółki przytakiwały:
Ta dziewczyna to ani to, ani tam, trójka z minusem.
Pedagog i studia w Warszawie?
Mój syn był przystojnym sportowcem, wybitnym uczniem; po demobilizacji od razu wrócił na studia. A dziewczyna, z którą ledwie się spotkał, już wpadła w ciążę
To celowe!
Jagoda mu nie pasuje!
Michał postanowił się ożenić. Na spotkaniach ze starymi koleżankami z klasy wylałem serce, a w domu w krótkich dialogach z synem postanowiłem milczeć. Jego oczy błyszczały za bardzo. Bałem się, że nocna sowa zagłuszy poranną pieśń? Albo nie chciałem go zasmucać?
Przypomniałem sobie, jak sam w dziewiętnastu latach zaszłam w ciążę, a nie skończyłem jeszcze dwudziestu, miesiąc przed urodzinami urodziłem?
Mój chłopak w dzieciństwie często chorował, ale dorósł, stał się silny, zajął się sportem. Często mnie zadziwiał, nie tylko chęcią małżeństwa. Nie byłem zadowolony, ale starałem się tego nie pokazywać. Dziecko nie jest winne rodzicielskich błędów. A dążenie syna do porządku, nadanie imienia i nazwiska, bycie ojcem, popierałem zdecydowanie.
Postanowiłem nie zachowywać się jak własna teściowa, która od pierwszego dnia nie przyjęła synowej i aż do rozwodu mojego syna nie wypowiedziała ani słowa życzliwości. Nie spotkały się, choć mieszkały w tym samym mieście.
Rozwiedziona Maria z dzieckiem została przygarnięta przez babcię. Zdołała się zameldować, zanim babcia zmarła. Cieszyła się, że mieszkanie nie zniknie, pozostanie w rodzinnych rękach
Marta, choć nie wierzyła w Boga, regularnie zamawiała mszy za duszę babci, wiedząc, że to jej ważne. Przechowywała ulubione zdjęcia, albumy w swoim pokoju. Portret z dziadkiemżołnierzem w nowej ramie powiesiła nad stołem w kuchni. Babcia w młodości przypominała trochę Wiktorię Górską.
Marta była zupełnie inna, a Michał też wyrośnie przystojniakiem. Jesienią syn zapytał, czy może na jakiś czas zamieszkać z mamą? Czy musi iść do dziekanatu, by wywalczyć pokój w akademiku dla rodzin?
Ugotowałem barszcz i obiecałem nie sprawiać kłopotów, jeśli matka odmówi. Zaskoczona sama sobą, Marta wydała werdykt:
Przekaż swoją Jagodę. Wymienimy się pokojami. Dajcie nam większe, na troje oddam.
Syn podskoczył, pocałował, szeptał gorąco:
Mamusiu, jesteś najwspanialsza na świecie! Nie martw się. Będę dorabiać. Nie obciążę cię!
Rozgrzewał się, wierząc w swoje słowa, nie zdając sobie sprawy, co to znaczy mieć dziecko w rodzinie dwojga studentów. Marta nie otworzyła oczu szczęśliwemu synkowi. Życie potrafiło poradzić sobie lepiej niż my.
Jednak początek wspólnego życia młodej rodziny u teściowej nie szedł zgodnie z wewnętrznymi prognozami właścicielki mieszkania. Maria Iwonka pracowała w centralnej bibliotece, kierowała działem, dostawała skromną pensję, ale uważała, że pieniędzy wystarczy, choć z ograniczeniami. Wtedy nadeszły lata dziewięćdziesiąte, które początkowo obiecywały wolność i szczęśliwe zmiany, a okazały się koszmarem. Koleżanki Marty rozpadały się jedna po drugiej. Trzymały się, nie poddawały, lecz jęczały i kłóciły się. Ich mężowie albo pili, albo wyjeżdżali po pracę i znikali. W nocy przy wejściu strzelano, na asfalt wyciekała krew. W zakładach przestały płacić wynagrodzenia. W bibliotece pensja stała się niczym garść groszy wobec rosnących cen.
Michał marszczył brwi i starał się uczyć, nie patrząc na nic. Weekendy wyjeżdżał z przyjaciółmi za miasto, pomagał starszym w ogrodach. Jagoda nadal się uśmiechała i żartowała, chociaż z ogromnym brzuchem ledwo wspinała się po schodach w czteropiętrowym bloku bez windy.
Po trudnym porodzie, już pierwszego ranka, pokazała małemu synkowi w oknie.
Synu, jak go nazwiesz?
W jej oczach zapłonęła lampka, odbijało się światło. Uśmiech mówił wszystko. Wkrótce synowa umówiła się z emerytowanymi wojskowymi z pierwszego piętra, by nawzajem się wspierać. Starsza para nie miała zbyt wielu kontaktów, ale Jagoda znalazła wspólny język z panem Iwanem i panią Zofią. Zaczęły uprawiać ogródek pod oknem: wykopały ziemię, posadziły ziemniaki i marchew. Następna wiosna zrobiła to prawie cała okolica.
Tam, gdzie Maria traciła się w troskach, jej synowa drapała się po głowie i szukała wyjścia, a potem działała od razu. Nie przyznawała, że wszystko stracone. Nie było czasu na filozofię trzeba było działać. Dziecko plus studia zaocznie? Jagoda przeszła na taką formę. Doskonale! To były jej ulubione słowa:
Wspaniale! Rewelacyjnie! Po prostu super!
Ogródek pod oknem? Nie trzeba jechać daleko. Nikt nie ukradnie ziemniaków. Idealnie! Tyle trudności wokół? To doskonałe hartowanie charakteru! Studia i dziecko? Świetnie! Nie każdemu tak się układa, że ma męża, dziecko i karierę.
Maria przestała zwracać uwagę na mankamenty sylwetki synowej, na złe maniery, dziwny styl ubierania, na potknięcia językowe. Delikatnie korygowała wymowę, nie będąc snobem. Jagoda nie obrażała się, dziękowała i zapamiętywała. Wesoła, zręczna, pełna energii i dziecko rosło podobnie. Zeszło dziewięć miesięcy, mówiło w wieku roku.
Maria spacerowała z nim i z przyjemnością zajmowała się nim. Maluch nie jęczył, nie krzyczał bez powodu; gdy było niespokojne, szukało przyczyny. Słońce w jego charakterze przypominało mamę, wyglądał pięknie jak ojciec.
Podczas sesji studenckich, Darek (syn) odwiedzał przyjaciółkę Jagody Lenkę, weteranów Smirnowych i samą Marię. Jadł dobrze, dużo spał i zachowywał się jak wzorowe dziecko z podręczników pediatrycznych.
Mając do czynienia z kapryśnym, często chorym, mylącym dzień i noc chłopakiem, Maria była przekonana, że spokojne i szczęśliwe dzieci to wymysł lekarzy. Nie. Witaj w prawdziwym świecie. Dzieci, które nie płaczą od rana do nocy, dużo śpią, zawsze gotowe do uśmiechu istnieją!
Przed Nowym Rokiem Maria poczuła wstyd, że wciąż nie poznała rodziców Jagody. Młodzi, półtora roku temu, pobrali się bez hucznego przyjęcia, pojechali w gości, a nikogo nie zaprosili. Postanowiła to naprawić, wzięła rocznego wnuka i wsiadła do autobusiku, obiecując synowi, że wróci na weekendy, by odpoczął od malucha i swojej mamy. Jagoda wcześniej zadzwoniła do rodziny, odparła telegramy.
Na dworcu małego miasteczka bardziej przypominającego wieś teściowa Jagody nagle spotkała tłum ludzi. Dziesięciu ludzi machało rękami, przywitali się plakatem Witajcie!. Pokazano im pokój gościnny udekorowano go bez żartów. Na drzwiach wisiała wielka kartka z napisem Dzieci Iwana i Ziny, bracia i siostry Jagody, przybyli dla Marii.
Nagle, gdy stała przed nimi Marta, Maria zamarła na pół dnia. Wciągnęli wnuka jeszcze przy autobusie i nie chcieli go oddać. Był jak czerwone przejście, przeskakując między rodziną Jagody, sprawiając radość.
Maria przed snem zaliczyła łzy, znajdując na nocnym stoliku piękny kieliszek herbaty i słodkie ciastko z notatką od co najmniej trzech osób. Pismo przypominało odręczną kartkę wujka Fiodora:
Marta, kochana, przytulamy! Słodkich snów w nowym miejscu! Niech ci się śni mąż w sukience!
Rodzina wiedziała, że ich kuminowa ciotka jest rozwiedziona i ktoś drobny podszedł, by zażartować, bez złej woli.
Rano podśmiewające się dzieci pytały, przechodząc obok teściowej Jagody:
Jak to? Przyszedł w snach kawaler?
Baba Jagody, energiczna, tłumaczyła:
Co się dziwisz? Figura jak u dziewczynki! Usta w kokardkę. Czysta panna! Dzieci chcą cię wydać za mąż. Idźcie stąd!
Ostatni wnuk został wygnany na studia. Babcia usiadła przy gościach i zaproponowała śniadanie co Bóg dał.
Gdzie jest Darek?
Maria zaskoczona, babcia Nasta podeszła i szepnęła:
U starszych moich Iwana i Ziny? Nie. Vanya najmłodszy. Natashka z Sierżą. Pewnie. Co z tobą?
Marta chwyciła się za głowę, zdając sobie sprawę, że wnuk nocował w innym domu, nie wiadomo gdzie. Czy pozwoliła? Czy nie zażądała jego powrotu? Czy zwariowała?
Babcia Nasta objęła ją ramieniem, pocałowała w policzek, pocieszyła:
Twój skarb wróci, nie martw się! To nasz chłopak, zjadł i przespany całą noc. Złożyliśmy mu sanie.
Sanie?
Oczywiście. Sanie dla wnuków i prawnuków.
Marta poczuła łzy spływające po twarzy. Babcia zaczęła namawiać:
Nie martw się, kochana.
Kochana?
Tak. Herbata jest gotowa, a mały już w domu. Nie bój się. Rączkę daję, że wróci w całości!
Marta natychmiast poszła szukać dziecka. Po pięciu minutach dotarła do Natalii. Sergey już w pracy. Starsza córka babci wyrywała się z prania i powiedziała, że mały został już zabrany do Ziny, która prosiła o niego, a wieczorem zwrócą.
Dokąd go zabrali?
Na wieś.
Marta usiadła na stołku i zaczęła płakać. Było jej nie tyle strasznie, ile wstyd, że jest złą matką i niewiarygodną babcią. Po chwili herbata z miętą i łyżka miodu z domowego wódki ją ukojął. Zina wkrótce odprowadziła gościa z babcią, obiecując kąpiel w saunie. Następnego ranka Aniela Andrzejewna, ta sama babcia, wokół której wirowało życie rodziny, nalegała, by nieochrzczona Marta poszła do kościoła na mszę.
Wakacje przedłużyły się z dwóch dni do tygodnia. Marta nie puszczała już Darka z oczu. Dlatego wzięli go razem w wizyty. Krewni chcieli się poznać i nie odmawiali realizacji planów.
Powrót autobusem radosnego, czerwono policzonego wnuka z lekko podbrzuszem, po powrocie Marii, nie był dziesięciogłowy, ale pięcioosobowy. Pod siedzeniami wsadzono cztery wielkie torby z grzybami, konfiturami, kiszonkami i ręcznie robionymi skarpetkami, swetrami. Dla małego chłopca, Jagody i jej męża Michała.
Proszę, nie wstydźcie się przyjeżdżać częściej! Bo wpadłyście w modę. Nie tylko wesele, ale i goście przychodzą.
Lata dziewięćdziesiąte, pomimo ich ostrości, przestały być korytarzem strachu. Stały się zwykłą, choć surową szkołą, w której oprócz kopniaków i pchnięć znajdowało się miejsce na szczęście, niespodziewanych gości, ciepłe ręcznie robione skarpetki, listy od babci Nasty, uśmiechy, tańce i piosenki przy stole.
Zakręcony w tym wszystkim, Marta zdała sobie sprawę, że częściej się uśmiecha, rzadziej marszczy brwi. W sumie jest zadowolona.
Na kuchni znalazła jednego z kuzynów Jagody, który przyjechał na studia medyczne, i zaproponował mu zamieszkanie. Chłopak wstał, skinął szacunkiem, a Marta otworzyła usta w zdumieniu. Przekazał,Michał, patrząc na rosnący w świetle kuchennej lampy portret rodziny, zrozumiał, że najcenniejszym skarbem jest jedność, która przetrwa każde burzliwe lata.



