31 grudnia
Dzisiaj postanowiłem na chwilę zatrzymać się i opisać wszystko, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Był to mój pierwszy samotny Sylwester a może lepiej: samotność wymieszana ze smutkiem. Ale zacznijmy od początku.
Żona mojej najlepszej przyjaciółki, Poliny, wyjechała z mężem na ferie zimowe w Tatry, dosłownie na pięć dni przed Nowym Rokiem. Z racji tego, że mieszkaliśmy w tym samym bloku, tylko w innym pionie, poprosiła mnie o przysługę miałem zaopiekować się jej storczykami i nakarmić żółwia. Przyjąłem tę misję bez wahania, zupełnie nie przeczuwałem jeszcze, co dla mnie szykuje los.
Tydzień przed Sylwestrem mój partner, Michał, a raczej Michaś bo tak go nazywałem przez nasze dwa lata wspólnego życia podczas kolacji oznajmił mi nowe wieści: pokochał inną. I ta nowa miłość była już w czwartym miesiącu ciąży! Michaś jako “prawy facet” musiał się z nią ożenić, bo tego oczekiwała nie tylko ona, ale i jej mama i babcia. Sam Michaś nie bardzo protestował.
A co ze mną? zapytałem zdezorientowany.
On spokojnie dokończył ziemniaki, otarł usta serwetką i odparł:
Ciebie? Nie martw się Sam wiesz, że nasza miłość się wypaliła, zostały tylko resztki. Powinieneś być wdzięczny, że cię uwalniam od siebie. Nie pomożesz mi się spakować? Nie? No to trudno, poradzę sobie.
I zaczął spokojnie pakować rzeczy
Przepłakałem w domu cztery dni, nie wychodząc nigdzie. Wtedy zajrzała do mnie moja przyjaciółka, Sylwia, i tylko przypadkiem, podczas rozmowy wyszło na jaw, że od tych czterech dni nie tknąłem nawet jedzenia, tylko kawa piłem. Sylwia oraz ja razem z Michałem mieliśmy w tym roku wspólnie świętować Sylwestra stolik w restauracji był zarezerwowany od dawna. Teraz Michał przyprowadzi tam swoją nową żonę.
Za nic w świecie nie chciałem spędzać świąt z rodzicami wiedziałem, że będą mnie tylko żałować. Zresztą mama nigdy nie przepadała za Michałem
Mimo wszystko, jak co roku, liczyłem na cud. Z rozsądku wiadomo, że żadne cuda się nie zdarzają, lecz jak dzieci w sylwestrową noc zawsze wypowiadamy życzenie i coś jednak czekamy.
Dzień przeplótł się z wieczorem. Nic się nie wydarzyło. Przypomniałem sobie tylko, że kiedy Michał ode mnie odchodził, nie zdążyłem wręczyć mu prezentu miałem dla niego przepiękny, puchaty sweter z chabrowej wełny. Kupiłem go chwilę przed jego odejściem, a swoją drogą niemało zapłaciłem: 220 złotych Odwinąłem go z papieru, przymierzyłem, ale był stanowczo za duży, szczególnie w ramionach.
Pomyślałem, że Michałowi też byłby za duży, więc zwinąłem go z powrotem do torby.
Pomalowałem oczy, obiecałem sobie, że więcej nie będę płakać i poszedłem na wieczorny spacer po mieście. W to zawsze wierzyłem jak spędzisz sylwestrową noc, taki będzie cały rok. Lepiej chodzić samotnie po Krakowie w ciepłej, mokrej deszczowej nocy niż siedzieć przy stole z politującymi rodzicami.
Zostało półtorej godziny do północy. W duchu miałem nadzieję, że czas szybko minie i wrócę do domu.
Na dworze padał zimny, marcowy deszcz. Wszedłem do osiedlowego sklepu spożywczego tam w kieszeni natrafiłem na kartkę, którą dała mi przed wyjazdem Polina. Drugi punkt po kwiatach nakarmić żółwia dwa razy w tygodniu.
Zaraz oblał mnie zimny pot! Przy swoich nieszczęściach kompletnie zapomniałem o żółwiu! Co to będzie, jeśli coś mu się stanie Polina nie daruje mi nigdy! Jaki tu Sylwester?!
Pędem pobiegłem od razu do mieszkania Poliny na drugim końcu bloku, klucz miałem ze sobą. Otworzyłem drzwi, wszedłem do korytarza i aż mnie zatkało! Wszędzie paliło się światło, choinka iskrzyła kolorowymi światełkami, a z głośników telewizora lała się muzyka. Z łazienki dobiegały jakieś odgłosy. Otworzyłem drzwi i aż klasnąłem w dłonie z wrażenia.
W łazience stał nieznajomy facet, golił się śpiewając cicho jakąś piosenkę.
Najpierw pomyślałem, że ktoś włamał się do mieszkania! Ale kto by się włamywał tylko po to, żeby się ogolić?
Kim pan jest?! zapytałem z groźną miną.
Facet szybko spłukał pianę z twarzy, odwrócił się do mnie i uśmiechnął lekko.
Proszę się nie bać! Jestem kuzynem Poliny, mieszkam i pracuję w Gdańsku. Przyjechałem tu na konferencję. Miałem zaraz wracać, ale zostałem kilka dni dłużej. Na szczęście mam klucz od mieszkania kuzynki zgadaliśmy się telefonicznie. Pozwoliła mi się zatrzymać na parę dni.
Widział pan żółwia? nagle wypaliłem.
Widziałem, nawet nakarmiłem. Poszedł w tamtą stronę wskazał ręką róg za kanapą.
Założył koszulę.
Skoro już się spotkaliśmy, poznajmy się! Jestem Igor.
Przedstawiłem się, podałem mu rękę. Igor zaproponował wspólne świętowanie:
Świętujmy razem! Do Nowego Roku zostało już tylko dziesięć minut.
Nagle ocknąłem się, wybiegłem z mieszkania i pognałem biegiem po schodach na dół. Igor zdumiony wyszedł za mną:
Czekaj! Przestraszyłem cię czymś? Gdzie biegniesz?
Dobiegłem do siebie, złapałem torebkę z prezentem i pognałem z powrotem. Kiedy wpadłem z powrotem do mieszkania Poliny, drzwi były szeroko otwarte, a zegar wybił północ.
Igor podał mi kieliszek szampana, ja wręczyłem mu prezent.
To dla ciebie, z Nowym Rokiem! powiedziałem.
Igor odwinął papier i wyciągnął z niego puchaty, niebieski, wełniany sweter. Przymierzył był jak ulał! Nawet w ramionach.
Miałem wiele sylwestrowych niespodzianek, ale ta jest najlepsza to były pierwsze słowa Igora w Nowym Roku.
Ja pomyślałem, że mam dwa niespodziewane prezenty jedno rozstanie, jedno spotkanie ale powiedziałem tylko z uśmiechem:
I ja dostałem prezent: nowego przyjaciela.
Następnego roku Nowy Rok świętowaliśmy w trójkę: ja, Igor i nasza mała córka.
To wszystko nauczyło mnie jednego: nieraz los zamyka jedne drzwi, żeby otworzyć przed nami inne, lepsze. Trzeba tylko znaleźć w sobie odwagę, by przez nie przejść.



