**Dziennik**
Dzisiaj Weronika spakowała swoje rzeczy i wyszła ode mnie. Dokąd? Jaka dla ciebie różnica? Ty też się wyprowadzaj, to mieszkanie jest moje i ojca. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu żadnych pijaków. Szukaj sobie innego lokum.
Weronika wróciła z pracy i znów zastała męża w objęciach alkoholu. Nie był sam przy stole siedział sąsiad Krzysztof i jego brat, Marek. Marek przyjechał w odwiedziny i już trzeci dzień świętowali jego urlop.
Mariusz, mąż Weroniki, rzadko kiedy się upijał. Tylko od święta, a tu nagle wizyta przyjaciela i impreza za imprezą. Sam wiedział, że to nie w porządku, ale nie umiał odmówić kolegom.
Przyjaciel czy nie przyjaciel? powtarzał w kółko Marek.
Mariusz, odprowadź swoich gości i idź spać. Ledwo stoją na nogach.
Zamknij się, babo! warknął Marek.
Weroniko, już wychodzimy cicho powiedział Krzysztof, wstając od stołu.
Jak ty się zwracasz do mojej żony?
Uspokój się. Wszyscy do domów. Wynocha.
Weronika wypchnęła gości za drzwi, męża na kanapę i zabrała się za sprzątanie. Wkrótce miała przyjść teściowa. Niech zobaczy, czym zajmuje się jej syn!
Zdążyła uporządkować wszystko przed przyjazdem Haliny Stanisławównej. Nawet przygotowała na szybko kolację, bo goście zjedli wszystko, co było gotowe. Resztki ze stołu wylądowały w śmietniku.
Halino Stanisławówno, Kingo, jak ja za wami tęskniłam!
Mamo, a babcia ma kotka. Jest rudy. Dziadek mówi, że to chytra morda.
Kingo!
Dziadek tak mówi.
Myjcie ręce, zaraz zjemy kolację i napijemy się herbaty.
A gdzie Mariusz? Dzwoniłam, ale nie odebrał.
Śpi. Trzeci dzień świętuje z sąsiadem. Wracam z pracy wyrzucam ich, a rano zaczyna się od nowa. Może powinnam go rano wyrzucić bez kluczy? Dopóki ten brat Krzysztofa nie przyjechał, wszystko było w porządku. A teraz dowiaduję się, że został na dobre. Mieszkanie mają wspólne. Żona Krzysztofa nie pozwala tam imprezować małe dzieci, więc zagnieździli się u nas.
Przyjaźnią się od pierwszej klasy. Odkąd tu zamieszkaliśmy, tak już jest. Ale tego nie można tak zostawić. Musicie się wyprowadzić.
Dokąd? Dom jeszcze nie skończony, choć brakuje niewiele. Trzeba tam pojechać, zobaczyć. Ale jak go zostawić?
Sam przybiegnie.
Kto ma przybiec? W drzwiach kuchni stanął Mariusz.
Ty. Kto by inny. Już przybiegłeś, zwabiony zapachem jedzenia?
Nic mi nie trzeba.
To dobrze. Weronika pakuje rzeczy i wychodzi.
Dokąd?
Co cię to obchodzi? Ty też się wyprowadzaj, to mieszkanie jest moje i ojca. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu pijaków. Szukaj sobie lokum.
Jakiego lokum, mamo? Marek oniemiał. Przecież budujemy dom!
Dom? No to sobie pomyśl, czyj to dom. Kto w niego włożył pieniądze? Weronika i ty. Ale ty włożyłeś nasze oszczędności. W tym domu będą mieszkać Weronika i Kinga. Weroniko, nie stój, pakuj rzeczy.
Nie oddam wam córki!
Ojej, jak strasznie.
To moje dziecko. Weronika nie ma do niej prawa.
A kiedy zastępowała jej matkę, to miała? Wstydź się. Ona jest jej matką! I nie waż się przy córce mówić takich rzeczy. Lepiej pakuj swoje rzeczy.
Mamo, jestem twoim synem. A co ze mną?
I co z tego? Jutro mieszkanie ma być puste. Zaraz jedziemy z dziewczynami.
Dokąd?
Obejrzymy ich dom i pogonimy budowlańców. Brakuje niewiele. Meble od razu zamówimy.
A ja?
Ciągle się o coś martwisz? Masz przyjaciół przygarną cię.
Nie, tak nie można.
Powiedziałam wszystko. Weroniko, wszystko spakowane? To ruszamy. Kluczyki do samochodu weź.
Mojego samochodu?
Wolisz, żebyśmy szły piechotą? I tak nie możesz prowadzić.
Teraz pojedziemy do nas, a jutro zobaczymy, co z domem powiedziała teściowa. Przed nami weekend. Przewietrzymy, odpoczniemy. A niech on sobie myśli.
Rano Mariusz z walizkami stał na progu rodziców. Z matką nie było żartów. Jeśli coś powiedziała, tak się stanie.
Czego chcesz?
Mamo, kazałaś mi się wyprowadzić. Mieszkanie puste. Na razie u was, potem coś znajdę. Weronikę i Kingę zabiorę. Gdzie one są?
Na razie tu, ale wkrótce pojedziemy oglądać ich dom.
Szukałem ich. Mamo, możemy porozmawiać? To moja wina. To przez tych braci. No znasz Marka i Krzysztofa nie odczepisz się od nich.
Właśnie dlatego nie będziesz tam więcej mieszkać.
Weronika i Mariusz się pogodzili. Była mocno obrażona, ale uwierzyła mu.
Koniec. Żadnych sąsiadów, przyjaciół.
Uważaj, bo Kingi więcej nie zobaczysz. Zostanie ze mną. I syn też
Syn? Syn! Trzeba szybko kończyć dom. Muszę powiedzieć mamie!
Nie krzycz, ona wie. Może nawet nie syn, tylko kolejna córka. Jeszcze za wcześnie.
Wszystko mi jedno. Córka czy syn. Jesteś moją Weroniką! Mariusz złapał żonę i zakręcił się z nią po pokoju.
Ostrożnie. Postaw mnie.
Rodzina wprowadziła się do nowego domu. Braciszek Kingi urodził się zaraz po remoncie.
Kingo, chodź zobaczyć braciszka powiedziała babcia.
Jaki malutki. A mój większy. Mama mi go dała. Teraz mamy dwie mamy. Tak, babciu?
Tak, kochanie.
Nie jestem malutka. To on jest malutki. A jeszcze mama obiecała, że weźmiemy chytrą kudłatą mordę. No wiesz
Kinga!
Dziadek tak mówi
**Lekcja:** Czasem trzeba stracić, żeby zyskać. I nigdy nie lekceważ słów matki.



