31 grudnia
Dzień przed Sylwestrem, Warszawa
Dziś znów zostałam sama pośród świątecznej atmosfery wcale nie taka dumna samotność, raczej smutna i przytłaczająca. Moja najbliższa przyjaciółka, Bożena, spakowała się już z mężem kilka dni temu i wyjechali w Tatry na urlop. Zostawiła mi pod opieką kwiaty w swoim mieszkaniu i poleciła nakarmić swoją żółwicę, Helenkę. Uznała, że jestem najbardziej odpowiedzialna z całej naszej paczki i powierzyła mi klucze do mieszkania a przecież mieszkamy w tym samym bloku, tylko klatka dalej.
Kiedy się zgadzałam, nie miałam pojęcia, jaki cios zgotuje mi los.
Tydzień przed końcem roku mój chłopak Rafał przez ostatnie dwa lata mój najbliższy człowiek! podczas kolacji powiedział, że pokochał inną. A ta inna już w czwartym miesiącu ciąży… Jego matka, jej matka i oczywiście! babcia uparły się, że powinien się z nią ożenić. Rafał nawet nie próbował się sprzeciwiać.
A ja? spytałam tylko, zszokowana.
On spokojnie dokończył kotlet, wytarł usta serwetką i odpowiedział:
Ty? Nie przejmuj się, Magdo. Przecież to nie była aż taka wielka miłość. Zostało już tylko… przyzwyczajenie, sam widzisz. Dobrze się stało, że uwalniam cię ode mnie.
Nie pomogłam mu się pakować sam zebrał manatki…
Nie wychodziłam z domu przez cztery dni. Płakałam non stop, piłam jedynie kawę. Dopiero Hania, kolejna z przyjaciółek, wyciągnęła mnie z tego letargu. Próbowała mnie przekonać, żebym przynajmniej coś zjadła.
W planach miałam spędzenie Sylwestra z ekipą. Miejscówka już dawno zarezerwowana. Teraz Rafał przyprowadzi swoją nową żonę…
Nie miałam serca świętować ani z przyjaciółmi, ani z rodzicami wiedziałam, że zaczęliby mnie rozczulać, a mama i tak nigdy nie była fanką Rafała.
Dzień powoli przesuwał się w wieczór. Nadal naiwnie czekałam na cud, chociaż rozumowo wiemy wszyscy, że takie rzeczy się nie dzieją… A jednak, jak dzieci, każdej sylwestrowej nocy coś sobie życzymy i pragniemy choć odrobiny magii.
Przyszło mi do głowy, że nie oddałam Rafałowi prezentu, który już leżał zapakowany piękny, puszysty sweter z wełny, w kolorze chabrów. Kupiłam go tuż przed jego odejściem, za sporą sumę 300 złotych! Rozpakowałam paczkę, przymierzyłam sweter na siebie. Był za duży, zbyt obszerne ramiona…
Chyba i dla Rafała byłby za szeroki mruknęłam do siebie i odłożyłam go z powrotem.
Umalowałam się, obiecałam sobie nie płakać i wyszłam na deszczowe, szare ulice Warszawy. Wierzyłam, że jak się spędza Sylwestra, taki będzie cały nadchodzący rok. Zdecydowanie wolałam przejść się po mieście, niż siedzieć i rozpaczać w mieszkaniu.
Do północy zostało już niewiele ponad godzina. Weszłam do sklepu po coś na ząb i w kieszeni znalazłam karteczkę od Bożeny z jej instrukcjami. Główna prośba: podlać kwiaty, a zaraz druga nakarmić Helenkę dwa razy w tygodniu!
Zrobiło mi się gorąco. Kompletnie o niej zapomniałam! Bożena by mi nigdy nie darowała, gdyby coś się żółwicy stało.
Natychmiast pobiegłam do jej klatki, klucz w dłoni. Otworzyłam drzwi i… stanęłam jak wryta.
Wszędzie palące się światła, choinka iskrząca łańcuchami, telewizor grający na cały regulator. Z łazienki dochodziły jakieś dźwięki.
Ostrożnie nacisnęłam klamkę i moim oczom ukazał się… zupełnie obcy mężczyzna, golący się przed lustrem, podśpiewujący pod nosem.
Pierwsza myśl: włamywacz! Ale czy ktoś, kto włamuje się do czyjegoś mieszkania, zaczyna się golić?
Kim pan jest?! rzuciłam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
Mężczyzna szybko zmył pianę i uśmiechnął się.
Nie ma się czego bać powiedział spokojnym głosem. Jestem Grzegorz, kuzyn Bożeny, mieszkam na co dzień w Poznaniu, ale przyjechałem na konferencję. Utknąłem w Warszawie niespodziewanie, a siostra pozwoliła mi się tu zatrzymać. Zadzwoniłem do niej, wszystko mi wyjaśniła.
I widział pan żółwicę? zapytałam niemal z rozpędu.
Oczywiście, nakarmiłem ją! Wszędzie chodzi, najbardziej lubi siedzieć pod kaloryferem zaśmiał się, wskazując na kąt za kanapą. Szybko się ubrał.
A skoro już się poznaliśmy, zapraszam na wspólnego Sylwestra! Zostało raptem 10 minut do Nowego Roku!
Zupełnie zdezorientowana, wybiegłam z mieszkania i pognałam do siebie. Grzegorz wypadł za mną na klatkę:
Czym cię wystraszyłem?! Magda, co się dzieje?!
Nie odpowiedziałam. Złapałam tylko paczkę z chabrowym swetrem i pobiegłam z powrotem.
Dotarłam do Bożeny w ostatniej chwili. Zegar akurat wybijał północ Grzegorz stał już z kieliszkiem szampana.
Wszystkiego najlepszego! powiedział, a ja wręczyłam mu paczkę.
Rozpakował miękki wełniany sweter i od razu założył pasował idealnie.
Tyle świątecznych niespodzianek już miałem, ale to najlepsza! roześmiał się.
A ja pomyślałam:
Dwa sylwestrowe cuda pożegnanie z Rafałem i spotkanie z Grzegorzem. Uśmiechnęłam się tylko cicho.
A rok później Nowy Rok świętowaliśmy już we trójkę z Grzegorzem i naszą malutką córeczką.



