Była to historia, którą Anna długo nosiła w sercu. Zawsze była samodzielnym i posłusznym dzieckiem. Rodzice pracowali od świtu do nocy, a ona wracała ze szkoły, podgrzewała zupę, odrabiała lekcje, a czasem sama gotowała makaron. Tak było od pierwszej klasy.
Gdy uczyła się w liceum, do szkoły przyszli studenci na praktyki. Lekcje historii prowadził wysoki, poważny Dominik Nowak w okularach i szarym garniturze. Chłopcy nazywali go „kujonem”, śmiali się z niego i próbowali przeszkadzać. Ale z czasem słuchali go z otwartymi ustami. Opowiadał historię jak nikt inny – zadawał pytania, zmuszał do myślenia, pozwalał dyskutować.
Anna patrzyła na niego z zachwytem. Zaczęła czytać książki historyczne, by móc brać udział w dyskusji. Pewnego dnia ośmieliła się i przedstawiła swoje zdanie. Dominik pochwalił ją, mówiąc, że gdyby reformy poszły jej śladem, świat wyglądałby inaczej. Ale dodał, że w tamtych czasach było to niemal niemożliwe.
– Niestety, historii nie da się przepisać. Można tylko zmienić podręczniki, akcentując odpowiednie wydarzenia – powiedział znamiennym tonem.
Gdy jego praktyki się skończyły, Anna straciła zainteresowanie przedmiotem. Pewnego dnia, wracając ze szkoły, spotkała Dominika.
– Cześć, Anno – przywitał się.
Pamiętał jej imię! Serce Anny zabiło szybciej.
– Idzie pan do szkoły? Lekcje już się skończyły – powiedziała zmieszana.
– Nie, chciałem cię spotkać.
Anna oniemiała, a na jej twarzy pojawił się rumieniec.
– Wracasz do domu? Odprowadzę cię.
Szli razem, a on pytał o szkołę, przyjaciół, plany na studia.
– Nie wybierasz się na historię? Wydawało mi się, że cię to zainteresowało. Mam kilka ciekawych książek, mogę ci pożyczyć.
Anna zamarła. Czy właśnie ją zapraszał do siebie? Nie Kasię, najładniejszą dziewczynę w klasie, tylko ją, Annę Kowalską, „Konika”, jak nazywał ją tata.
– Dziękuję, ale wybieram ekonomię… – szepnęła. – Ale książki chętnie bym przeczytała.
– Dobrze. Następnym razem przyniosę kilka, wybiorę coś dla ciebie.
*„Następnym razem? Czyżby mieli się jeszcze spotkać?”*
– A czy ten następny raz naprawdę nastąpi? – usłyszała swój głos i poczuła, jak płonie ze wstydu.
– Oczywiście. Jeśli zechcesz – uśmiechnął się Dominik.
Jego twarz rozjaśniła się, stała się niemal chłopięca. Anna zrozumiała, że nie jest od niej dużo starszy. Wtedy pierwszy raz zobaczyła jego uśmiech.
– I mów mi po imieniu. Nie jesteśmy w szkole, już nie jestem twoim nauczycielem. To twój dom?
Anna skinęła głową, nie mogąc mówić ze wzruszenia. Pożegnał się i odszedł.
– Dominiku, kiedy znowu przyjdziesz? – odważyła się zapytać.
Wyjął telefon.
– Podaj numer, zadzwonię do ciebie.
Nie zadzwonił, ale wysłał wiadomość po kilku dniach. Spotykali się jeszcze parę razy, aż nadeszły egzaminy – dla Anny matura, dla Dominika sesja. Zobaczyli się dopiero po jej studniówce. Cały czas Anna trzymała ich znajomość w tajemnicy. W końcu wyjawiła ją przyjaciółkom, które patrzyły na nią z zazdrością. Żadna z nich nie miała dorosłego chłopaka.
Anna zaczęła studia, a ich relacja trwała. Gdy mama się o tym dowiedziała, poprosiła, by przedstawiła im Dominika. Spodobał się rodzicom – poważny, odpowiedzialny, nauczyciel. Mama odetchnęła z ulgą, a Anna unosiła się na skrzydłach miłości.
Na trzecim roku wzięli ślub. Z dziećmi postanowili poczekać, aż Anna skończy studia. Dominik kochał porządek – równo ustawiał słoiki, książki, ręczniki. Delikatnie prosił Annę, by nie rozrzucała rzeczy. Ona traktowała to jak zabawę i wkrótce sama zaczęła tak robić, by mu dogodzić.
Pewnego dnia Dominik wszedł do łazienki po niej i niemal natychmiast zawołał ją ostrym tonem.
– Anno, prosiłem cię, żebyś wycierała wodę po kąpieli – powiedział, powstrzymując irytację.
Anna zobaczyła kilka kropel na podłodze.
– Dobrze, następnym razem wytrę – odparła. – Przecież i tak zaraz będziesz się mył.
– Nie następnym razem, tylko teraz. Wiesz, gdzie jest mop?
Był bez okularów, jego szare oczy patrzyły na nią chłodno. Nie był krótkowidzem – okulary nosił, by wyglądać poważniej.
– Żartujesz? One zaraz wyschną. – Anna nie wierzyła, że mówi poważnie.
Ale Dominik nie żartował. Jego wzrok stał się lodowaty. Anna poczuła, jak chce się schować, zniknąć. Wzięła mop i przetarła podłogę.
– I powieś ręcznik. – Wskazał na wilgotny ręcznik zwisający z wanny.
– Już miałam, ale mnie rozproszyłeś… – tłumaczyła się.
Pod jego surowym spojrzeniem poprawiła ręcznik na suszarce. Wyszła z łazienki, płonąc ze wstydu. Mówił do niej jak do uczennicy, jak do nieposłusznego dziecka.
Teraz każdy talerz musiał leżeć równo, bielizna w szafie perfekcyjnie ułożona. Anna sprawdzała kuchnię przed wyjściem, by nic nie było nie tak. A jeśli zapomniała, Dominik przypominał i kazał poprawiać. Nie pozwalał na czułości w ciągu dnia, odsuwał się od pocałunków.
Anna zrozumiała nagle, że go nie zna. A przede wszystkim – że go nie kocha. Podobało jej się, że nauczyciel, dorosły mężczyzna, okazywał jej uwagę, że koleżanki jej zazdrościły. To wzięła za miłość. Była w szoku, gdy odkryła, że Dominik chodzi na manicure, poleruje paznokcie. Wydawało jej się, że mężczyzna nie powinien tak dbać o siebie.
Zmęczyło ją życie w nieustannym napięciu. Coraz częściej myślała, że jeśli tak dalej pójdzie, oszaleje. Już miała z nim porozmawiać, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży. Ucieszyła się tak bardzo, że wszystko inne przestało mieć znaczenie. Miała prawie trzydzieści lat, a wciąż nie mieli dzieci.
Miała nadzieję, że teraz się zmieni. I sama już przywykła do perfekcji. Ale stało się jeszcze gorzej. Dominik, jak obsesyjny strażnik, pilnował jej diety. Pewnego dnia znalazł w śmietniku pudełko po pizzy i oskarżył ją, że chce zatruć dziecko. Teraz, jeśli chciała zjeść coOdeszła pewnego dnia, zabierając syna i ostatnie resztki jej dawnej ufności, i nigdy już nie spojrzała za siebie.



