Ola zawsze była samodzielną i grzeczną dziewczynką. Rodzice pracowali całymi dniami, a ona wracała ze szkoły, podgrzewała zupę, jadła i odrabiała lekcje. Czasem sama gotowała makaron. I tak od pierwszej klasy.
Gdy była w maturalnej, do szkoły przyszli studenci na praktyki. Lekcje historii prowadził wysoki, poważny Kamil Nowak, w okularach i szarym garniturze. Chłopaki nazywali go kujonem, śmiali się z niego i próbowali przeszkadzać. Ale pod koniec słuchali go z otwartymi ustami. Opowiadał historię jak nikt inny. Zadawał pytania, zmuszał do myślenia, dyskusji, proponowania alternatywnych scenariuszy.
Chłopcom błyszczały oczy. Po raz pierwszy mieli szansę wypowiedzieć się, zmieniać bieg historii, choć tylko w teorii. Kamil studził ich zapał, gdy za bardzo odlatywali w wizjach przebudowy świata. Czekali na jego lekcje i nie opuszczali ich.
Podczas zajęć Ola nie spuszczała z Kamila zakochanego wzroku. Zaczęła czytać książki historyczne, by też brać udział w dyskusjach. Pewnego dnia odważyła się wyrazić swoją opinię. Kamil ją pochwalił, powiedział, że gdyby reformy potoczyły się tak, jak zaproponowała Ola, żylibyśmy w innym społeczeństwie. Ale wyjaśnił, że w tamtych czasach było to prawie niemożliwe.
— Niestety, historii nie da się przepisać. Można tylko zmienić podręcznik, podkreślając ważne wydarzenia — powiedział znacząco.
Potem jego praktyki się skończyły, a Ola straciła zainteresowanie historią. Pewnego dnia szła ze szkoły do domu, gdy nagle zobaczyła Kamila, który się do niej spieszył.
— Cześć, Ola — przywitał się.
Pamiętał jej imię! Serce Oli podskoczyło z radości.
— Idzie pan do szkoły? Lekcje już się skończyły — powiedziała zawstydzona.
— Nie, chciałem cię zobaczyć.
Ola szeroko otworzyła oczy i poczerwieniała.
— Idziesz do domu? Odprowadzę cię.
Szli obok siebie, a Kamil wypytywał ją o szkołę, przyjaciół, plany na studia.
— Nie na historię? Myślałem, że cię to wciągnęło. Mam mnóstwo ciekawych książek, mogę ci pożyczyć.
Ola zamarła ze szczęścia. Zapraszał ją do siebie? Nie Magdę, najładniejszą dziewczynę w klasie, tylko ją, Olę Kowalską, “Konik Polny”, jak czule nazywał ją tata. Bała się na niego spojrzeć.
— Dzięki, ale wybieram ekonomię… — wydukała. — Ale książki chętnie bym przeczytała.
— Dobrze. Następnym razem przyniosę ci kilka, wybiorę coś ciekawego, jeśli nie masz nic przeciwko.
*Następnym razem? Czy naprawdę się jeszcze zobaczą?* Serce Oli waliło jak oszalałe.
— A będzie ten następny raz? — usłyszała swój głos i poczuła, jak policzki płoną.
— Oczywiście. Jeśli chcesz — uśmiechnął się Kamil.
Jego twarz stała się nagle piękna i chłopięcy. Ola zrozumiała, że nie jest dużo starszy. Pierwszy raz widziała jego uśmiech.
— I mów mi po prostu Kamil. Nie jesteśmy w szkole, już nie jestem twoim nauczycielem. To twój dom?
Ola skinęła głową, nie mogła mówić z emocji. Pożegnał się i już odchodził.
— Kamil, kiedy znowu przyjdziesz? — odważyła się zapytać.
Wyjął telefon.
— Podaj mi numer, zadzwonię.
Ale Kamil nie zadzwonił, tylko wysłał SMS po paru dniach. Spotkali się jeszcze kilka razy, aż oboje mieli egzaminy: Ola maturę, Kamil sesję. Zobaczyli się dopiero po jej studniówce. Cały ten czas Ola trzymała w tajemnicy ich spotkania. W końcu wygadała się koleżankom. Te były zazdrosne. Żadna z nich nie miała dorosłego chłopaka.
Ola dostała się na uniwersytet i dalej spotykała się z Kamilem. Wkrótce dowiedziała się mama i się zaniepokoiła, poprosiła, by córka przedstawiła im swojego chłopaka. Poważny, odpowiedzialny Kamil im się spodobał. Bez nałogów, stabilny, do tego nauczyciel. Mama się uspokoiła, a Ola fruwała na skrzydłach miłości.
Na trzecim roku wzięli ślub. Z dziećmi postanowili poczekać, aż Ola skończy studia. Kamil kochał porządek. Ustawiał słoiki równo na półkach, książki w stosy, ręczniki prosto na wieszakach. Prosił Olę, by nie rozrzucała rzeczy. Ona traktowała to jak zabawę i szybko zaczęła robić tak samo, by mu dogodzić.
Pewnego dnia Kamil wszedł do łazienki po Oli. Wkrótce usłyszała jego stanowczy głos i pobiegła do niego.
— Ola, prosiłem, żebyś wycierała wodę po prysznicu — powiedział, powstrzymując irytację.
Ola zobaczyła kilka kropel na płytkach.
— Dobrze, następnym razem wytrę — odparła. — I tak zaraz sam będziesz się mył.
— Nie następnym razem, tylko teraz. Wiesz, gdzie jest mop?
Był bez okularów, jego szare oczy patrzyły na nią zimno. Widział dobrze, okulary nosił tylko po to, by wyglądać starzej.
— Serio? Wyschną za chwilę. — Ola nie wierzyła, że mówi poważnie.
Ale Kamil nie żartował. Jego wzrok stał się kolący i lodowaty. Ola miała ochotę się schować, zniknąć. Wzięła mopa i przeszła po podłodze.
— I ręcznik powieś. — Wskazał długim palcem na mokry ręcznik zwisający z wanny.
— Już miałam, ale mnie rozproszyłeś… — tłumaczyła się Ola.
Pod jego surowym spojrzeniem powiesiła ręcznik na suszarce, dokładnie go rozprowadzając. Wyszła z łazienki, płonąc ze wstydu. Mąż robił jej wykład jak uczennicy, traktował jak kotka.
Kamil wymagał, by talerze stały równo i według rozmiarów, by w szafach leżało poskładane pranie…
Za każdym razem, wychodząc z kuchni, Ola oglądała się i prostowała naczynia, poprawiała ręcznik. Jeśli zapomniała, Kamil natychmiast ją upominał i kazał poprawiać. Nie pozwalał na czułości w ciągu dnia, odsuwał ją eleganckim gestem dłoni.
Ola nagle zrozumiała, że go wcale nie zna. I co ważniejsze — nie kocha. Podobało jej się, że nauczyciel, dorosły mężczyzna, a nie rówieśnik, się nią opiekował. Że dziewczyny jej zazdrościły. To wzięła za miłość. Szokiem było odkrycie, że Kamil chodzi na manicure, poleruje paznokcie, usuwa zadziory. WydawałoOla odważyła się odejść, zabrała syna i zamieszkała w małym miasteczku, gdzie poznała Marcina, który nauczył ją śmiać się bez strachu i pokochać życie na nowo.



