Loża czekających na pomoc wypełniała napięcie. Ewa trzęsła się i pytała o przyjazd pogotowia.
– Proszę mi powiedzieć, kiedy karetka przyjedzie? Temperatura wynosi prawie czterdzieści stopni i w żaden sposób nie spada… – jej głos drżał z niepokoju.
– Wszystkie zespoły są teraz zajęte, proszę czekać – odparł zmęczony kobiecy głos przez słuchawkę.
Z oczu Ewy napłynęły łzy, gdy odkładała słuchawkę. Pobiegła do swojej małej córeczki, Zosi, która leżała na kanapie pod lekkim kocem. Pięcioletnia dziewczynka ciężko oddychała, podczas gdy jej ciało ogarniało rozpalające gorączka.
Dzwonek do drzwi zadźwięczał niespodziewanie głośno. Ewa podskoczyła, prawie tracąc równowagę, i szybko pobiegła otworzyć.
– Gorączka spada, środek zaczyna działać. Mała ma obustronne szmery. Radziłbym hospitalizację – powiedział wysoki, siwowłosy mężczyzna, pocierając czoło. Obserwował młodą pielęgniarkę, która chowała strzykawki do sterylizatora.
– A czy nie poradzimy sobie w domu? – zapytała Ewa.
– Nie uda się. Musimy jechać do szpitala na obserwację.
Z dokumentami i torbą na rzeczy, Ewa wyszła na korytarz:
– Zaraz ubiorę Zosię i… przepraszam, kim Pan jest?
Nagle przez otwarte drzwi weszła ekipa pogotowia ratunkowego: krępy, brodaty lekarz około czterdziestki, szczupły ratownik z okularami oraz piegowaty, rudowłosy stażysta.
– Czy dzwoniła Pani po pogotowie? – zapytał brodaty lekarz.
– Tak, ale… przecież już był tu inny doktor – odpowiedziała zdezorientowana Ewa.
– Jaki inny? – wtrącił się młody stażysta.
– Taki wysoki, siwy… Zmniejszył temperaturę Zosi i powiedział, że jedziemy do szpitala… – mówiła młoda kobieta.
Lekarz spojrzał na ratownika:
– Semenowicz!
– Dwie ekipy wysłane na jedno wezwanie? – zdziwił się stażysta.
Brodaty lekarz zwrócił się do Ewy:
– Proszę ubrać małą. Zawozimy ją do szpitala.
Ewa wróciła do pokoju. Zdziwiony stażysta zapytał lekarza:
– Naprawdę nie zbadamy jej nawet?
– Semenowicz nigdy się nie myli!
– Kim on właściwie jest?
Ratownik uśmiechnął się:
– Semenowicz to najbardziej doświadczony lekarz w pogotowiu… był. Nawet do Warszawy go zapraszano, ale zawsze odmawiał, bo mówił, że jego praca to ratowanie ludzi.
Rok temu jego ekipa jechała na wezwanie, ale ktoś zajechał im drogę. W wypadku nie przeżył nikt. Miesiąc później w mieście zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Młodego chłopaka zaatakowano na ulicy. Odebraliśmy anonimowe zgłoszenie: rana kłuta w okolicy wątroby. Przyjechaliśmy, a tam leżał chłopak z opatrunkiem i kroplówką. Jakiś człowiek trzymał kroplówkę i tłumaczył, że to „tylko co była tu karetka, wysoki, siwy doktor i młodziutka pielęgniarka pomogli”. My przyjęliśmy jego wersję…
My też przemilczeliśmy Semenowicza w dokumentacji, bo kto by nam uwierzył. Na stacji mówiono o nim później. To był szok.
Brodaty poprawił stetoskop na szyi i kontynuował:
– Później kolejny przypadek: pracownik magazynu upadł – udar i uraz czaszkowo-mózgowy. Kiedy pogotowie przyjechało, “wysoki, siwy doktor” już pomógł. Tak samo było przy porodzie na światłach.
– Duchy przyjmowały porody? – spytał zdumiony stażysta.
– Uważaj na słowa – marszczył się lekarz. – Nie wiem, co stało się z ekipą Semenowicza, ale na pewno nie są duchami. To raczej nasi miejscy aniołowie stróże.
– Przepraszam… – stażysta zarumienił się, nawet uszy mu się zaczerwieniły. – A co z tymi porodami?
– Taksówkarz wiózł kobietę do szpitala, zaczęły się przedwczesne porody. On się spanikował, a Semenowicz z pielęgniarką pomogli. Bez nich dziecko by nie przeżyło. My tylko zabraliśmy szczęśliwą mamę i dziecko.
Takich przypadków było wiele, a “ekipa Semenowicza” pojawia się tylko przy najcięższych. Bez nich wielu pacjentów by nie przeżyło.
– Jesteśmy gotowe – Ewa z Zosią wyszły na korytarz. Brodaty lekarz wziął od niej torbę z rzeczami i uśmiechnął się do dziewczynki: – Teraz będzie dobrze.



