**Szczęście bycia matką**
Ranek był ciepły i spokojny we wsi rozciągniętej wzdłuż lasu, nad brzegiem rzeczki. Słychać było pomruk krów, których już niewiele zostało, a tu i ówdzie leniwy szczek psów. Nad lasem, za rzeką, zbierały się ciemne chmury.
Agnieszka lubiła wstawać wcześnie latem, choć nie miała gospodarstwa tylko kury i spokojnego psa Burego na podwórku. Mieszkała sama w domu, który odziedziczyła po matce. Ta odeszła dawno, z dziesięć lat temu.
Agnieszka, szczupła kobieta około trzydziestki, stała przy studni i z wysiłkiem kręciła kołowrotem, podnosząc pełne wiadro wody. Uniosła dwa ciężkie wiadra i ruszyła ścieżką w stronę domu.
**Nieszczęście i zmartwienia**
Była żoną Krzysztofa zaledwie pół roku. Rosły i zdrowy, pracował jako leśnik w tych stronach. Był postrachem kłusowników, którzy zjeżdżali tu z miasta wypasionymi samochodami. Pewnego dnia wszedł komuś w drogę w lesie zabili go. Śledztwo ciągnęło się długo, ale nikogo nie znaleźli, a Krzysztofa pochowali.
Od tamtej pory Agnieszka żyła sama. Próbowali się do niej swatać nawet z sąsiedniej wsi, ale nie chciała zakładać rodziny bez miłości. Podobał jej się jednak Grzegorz, miejscowy mechanik, trochę przypominający Krzysztofa tak samo tęgi, spokojny i nie nachalny. Często łapała jego ciepłe spojrzenia i wtedy spuszczała oczy.
Po pogrzebie męża długo rozpaczała.
Szkoda, że nie urodziłam mu dziecka. Teraz miałabym cząstkę jego przy sobie. Nie dane mi było to szczęście. Nie byłabym teraz sama Czuła w sobie instynkt macierzyński, ale nie miała komu go poświęcić.
**Syn gospodarza**
We wsi mieszkał Jarek nieokrzesany, bezczelny, często pijany. Czekał na Agnieszkę pod domem, gdy wracała z pracy. Kiedyś nawet wyznał jej miłość, choć tak chamsko i niezgrabnie. Pewnego razu próbował ją objąć, ale odepchnęła go, wbiegła na podwórko i chwyciła łopatę stojącą przy ganku.
Jeśli się zbliżysz, rozłupię ci łeb na dwoje powiedziała twardo. Jarek, widząc jej spojrzenie, zląkł się i odszedł.
Mieszkał z ojcem, zamożnym gospodarzem. Ten pochował żonę, a ludzie szeptali, że sam ją z życia wyprawił. Jarek odziedziczył po nim charakter, tylko do pracy się nie kwapił.
Miejscowe dziewczyny bały się tego wiecznie nawalonego chłopaka. Kiedyś pobił miejscowego chłopaka, który stanął w obronie swojej dziewczyny. Zmasakrował go tak, że tamten trafił do szpitala. Przyjechał policjant, wszczął śledztwo i nałożył grzywnę. Na tym się skończyło. Nikt nie chciał zadzierać z bogatym gospodarzem. A i ta grzywna była zwykłą łapówką za milczenie.
Pewnej nocy wieś obudził łuną pożaru. Palił się duży dom zamożnego gospodarza i sąsiednie stodoły, choć bydło ktoś wypuścił. Znowu były dochodzenia, śledztwo, ale nie ustalono sprawcy. Zrzucono na zwarcie instalacji. Sam gospodarz nie wyszedł z domu, a Jarka tej nocy nie było podobno nocował u jakiejś kobiety.
Agnieszka odetchnęła z ulgą.
Potem po wsi rozeszła się wieść, że Jarek wyjechał do miasta, pojawili się tam jego kumple. Agnieszka westchnęła.
No i chwała Bogu, odczepił się.
**Nieproszony gość**
Minął czas. Agnieszka z wiadrami weszła na ganek i zobaczyła, że drzwi do domu są uchylone.
Chyba nie zamknęłam, wychodząc pomyślała i weszła do sieni. Drzwi do środka też były otwarte.
Ostrożnie przekroczyła próg, wsłuchując się w ciszę, ale nagle uderzył ją zapach tytoniu i alkoholu. Postawiła wiadra na podłodze, weszła do izby i zobaczyła śpiącego w kącie na łóżku mężczyznę. Cofnęła się przestraszona, ale przyjrzawszy się, rozpoznała Jarka.
Chwała Bogu, nie złodziej przemknęło jej przez głowę.
Szturchnęła go mocno w ramię. Otworzył oczy.
Wynoś się stąd! Kto ci pozwolił się tu rozgaszczać? krzyknęła. Wstawaj, albo zaraz cała wieś usłyszy!
A ty gdzie się włóczyłaś o takiej porze? W domu nie nocowałaś? zapytał.
A ty kim jesteś, żebym ci się tłumaczyła? Wynoś się! wściekała się Agnieszka.
Nie drzyj się tak, chłopaka obudzisz mruknął, kiwnął głową w stronę małego pokoiku.
Agnieszka zajrzała za firankę i zobaczyła małą postać zwiniętą w kłębek. Spał tam chłopiec. Znów chciała coś powiedzieć.
Nie krzycz tak szepnął Jarek. Daj mi dwa słowa powiedzieć bełkotał, próbując nie kołysać się na łóżku. Przetarł ręką twarz i potrząsnął głową.
Jaki chłopak? Czyj to? przestraszona spytała Agnieszka.
Mój syn. Kuba.
Twój syn? Skąd? Nie mogła uwierzyć, że to potwór może mieć dzieci.
**Kuba**
Podeszła bliżej. Chłopiec był chudy i brudny jak bezdomny szczeniak.
Tak, to mój syn. Matka mu umarła, teraz żyje ze mną. Dopiero od dwóch miesięcy.
Ile ma lat?
Chyba pięć
Nie wiesz, ile lat ma twój syn? zdziwiła się Agnieszka.
Możemy u ciebie przetrzymać się ze dwa dni? nagle zapytał Jarek. Muszę załatwić parę spraw.
Nigdy! stanowczo odmówiła.
Wtem usłyszała za sobą cichy głosik:
Ciociu, pić mi się chce.
Agnieszka odwróciła się gwałtownie i opadły jej ręce.
Chodź do kuchni, zaraz ci dam, malutki powiedziała.
Ja nie malutki, ja Kuba odparł cienkim głosem.
No dobrze, Kubusiu, dobrze.
Napoiła go, zaprowadziła do pokoju, ułożyła na łóżku i przykryła kocem. Gdy wróciła do kuchni, Jarek siedział zgarbiony przy stole, nieogolony i brudny.
Agnieszka, jak chcesz, to padnę przed tobą na kolana, nie wyrzucaj nas, na litość boską, tylko kilka dni. Wiem, żeś doWreszcie nadszedł dzień, gdy Kuba, uśmiechnięty i bezpieczny, trzymając za ręce Agnieszkę i Grzegorza, ruszył do szkoły, a ich dom wypełnił się nowym, trwałym szczęściem.



