– No wiesz, sama z córką to strach się gdzieś wybierać na wakacjedwie kobiety, języka nie znamy, a jakby coś się stało – machnęła ręką przyszła teściowa. A w waszym towarzystwie już spokojniej, nie tak strasznie.
No i będziemy blisko siebie, jakby coś się wydarzyło.
Oj, Ania nawet nie przeczuwała jeszcze, jak bardzo blisko przyjdzie im spędzić ten urlop.
– Ale to przykre – westchnęła Ania.
Planowanie wakacji z Tomkiem, Wiktorią i Krzyśkiem zaczęli jeszcze pół roku wcześniej.
Brat przyszłego męża i jego żona byli tą idealną ekipą, z którą nawet do baru czy na drugi koniec Polski człowiek ruszał bez obaw tak im się wszystko zgadzało w temperamencie i wyobrażeniu fajnego odpoczynku.
Dwa razy w zeszłym roku razem wyjeżdżali i za każdym razem wszyscy byli mega zadowoleni.
Aż tu nagle
No wiadomo, że Ania nie przyszło do głowy mieć żalu do przyszłej szwagierki, że ta wylądowała w łóżku z zapaleniem płuc przecież takie rzeczy nie wybierają czasu.
Ale że trochę szkoda jej tych wspólnych planów, to raczej miała prawo się zdołować, prawda?
– Co poradzić? Sami musicie śmigać po ruinach i zamkach, westchnął Krzysiek.
Brat Tomka też był zawiedziony, że całe plany urlopowe się posypały, ale przecież zostawić żony chorej i lecieć się bawić nie zamierzał ani nawet nikt by od niego tego nie oczekiwał.
No i szkoda tych pieniędzy za wycieczkę cały zwrot raczej nie wchodził w grę. I w ogóle samo to, że się wszystko zmarnowało, trochę uwierało.
– Tomek, Aniu, mam świetny pomysł! wpadła tego samego wieczoru do nich Halina, mama Tomka i Krzyśka.
Przychodziła dość często z Tomkiem miała bliską relację, a i w ogóle była osobą dość kontaktową.
Oczywiście, jak każda tradycyjna polska przyszła teściowa, czasem próbowała pouczać Anię, jak się powinno gotować rosół czy co to znaczy zaoszczędzić na rachunkach. Ale to w sumie miały wszystkie dziewczyny, co się z nami spotykały i słysząc opowieści od koleżanek, Ania uznawała, że Halina to jeszcze złoto.
No, fakt wpadała średnio cztery razy w tygodniu.
Ale takie wybuchy, że koniecznie musiała nauczyć przyszłą synową przetrwania domowego, miała może raz na dwa tygodnie.
Część uwag nawet Ani się przydała, więc złego zdania o przyszłej teściowej mieć nie mogła.
Dlatego też na propozycję wspólnego urlopu spojrzała dość pozytywnie.
No bo co Halina zabierze młodszą córkę, Zosię, odkupią z Krzyśkiem i Wiktorią wycieczkę, i pojadą z Tomkiem i Anią do Grecji, trochę się zrelaksować i poplażować, i może jakiś nowy świat zobaczyć.
– Sama z córką to za duże ryzyko, wiesz dwie kobiety, nie znamy języka, a nuż coś się wydarzy – Halina znów machnęła ręką. Z wami nie jest tak strasznie.
I będziemy razem, jakby co.
Oj, Ania nawet nie przeczuwała, jak bardzo razem mają tam być.
Gdyby tylko wiedziała życie by jej nie zmusiło jechać na urlop z przyszłą teściową i przyszłą szwagierką.
Zresztą, z dzisiejszej perspektywy dobrze, że prawdziwe twarze zarówno przyszłych krewnych, jak i przyszłego męża zobaczyła przed ślubem, a nie po fakcie, kiedy do emocji dochodziłby jeszcze papierkowy rozwód.
Można powiedzieć, wyszła z tej wyprawy prawie bez szwanku.
Gdy zgodziła się na ten wspólny urlop, koleżanki pukały się w głowę.
– Kto normalny jedzie z teściową, nawet przyszłą, na urlop? Przecież ona cię tam zamęczy będzie ustawiać i ciebie, i jej syna! A jak jeszcze zabierze córkę, to ty będziesz opiekunką dla nich wszystkich
Ania odbijała, że Zosia to już dorosła dziewczyna dziewiętnaście lat, zupełnie sobie radzi i na pewno nie oczekuje, że ktoś przez dwa tygodnie będzie ją animował.
W ogóle w życiu codziennym nawet z Anią prawie nie rozmawia czasem dzień dobry wpadnie, prosi, żeby podać masło czy sól i koniec tematu.
No mało prawdopodobne, żeby nagle odpaliła gadki z przyszłą bratową na urlopie.
A Halina? Wiadomo, będzie trzeb a trochę dostosować plany do obecności starszej pani w ekipie, ale wielka tragedia z tego chyba nie wyjdzie.
A nawet jak będą drobne spiny dwa tygodnie da się przeżyć.
Potem, jakby okazało się, że wspólne wakacje z teściową to nie jej klimat, będzie miała wymówkę, żeby już więcej tego nie powtórzyć.
W końcu, jak to mówiła jej mama nieładnie czegoś odmawiać, gdy się nawet nie spróbowało.
Zresztą, koleżanki wcale nie znały Haliny, więc porównywały ją do własnych zwaśnionych teściowych rodem z horroru i wygadywały bzdury.
Wcześniej same mówiły, że Ania ma szczęście z tą rodziną, a teraz nagle zmieniają front.
No ale teraz Halina już się napaliła, a Tomek też zadowolony, że mamę na wakacje zabierze.
Pierwszy sygnał ostrzegawczy przyszedł już w samolocie.
Zosia siada przy oknie, nikomu to nie przeszkadzało.
Ania przyzwyczajona często latała służbowo, okno zupełnie jej nie kręciło.
Tomek w ogóle na widok za oknem nie miał ochoty, bo wolał filmy pokładowe.
Ania lubiła mieć miejsce przy przejściu żeby można było wyskoczyć do łazienki bez wdrapywania się przez śpiących sąsiadów.
Po drugiej stronie przejścia usiadła Halina, wyraźnie podenerwowana, a jak wpadli w turbulencje, to mało co nie płakała.
I nie, Ania nie miała sumienia odmówić, kiedy Halina poprosiła, by się zamienić, żeby po prostu siedzieć bliżej syna.
Tylko, że kiedy samolot lekko się uspokoił, jakoś nikt nie miał zamiaru wracać na swoje miejsce.
Co więcej, Halina z udawanym entuzjazmem zaczęła oglądać film z Tomkiem, a potem nawet przytuliła się do niego i spokojnie zasnęła.
No nie ma co się wkurzać, próbowała się uspokoić Ania. Jakbyś sama przeżyła taki stres i strach, to raczej też byś nie myślała, żeby się zamieniać z powrotem.
I przecież niegrzecznie budzić kogoś, kto śpi
Ale coś jej szeptało w środku, że śpiący człowiek raczej by się od razu nie obudził, kiedy hostessy ruszają z jedzeniem.
Poza tym Halina mogła się zamienić z Zosią, która już dawno zasłoniła okno i oglądała film tak samo jak Tomek.
I jak Ania patrzyła na tę rodzinną sielankę, czuła coraz większą irytację. A to był dopiero początek.
Bo wylądowali w Atenach i co?
Szybkie spojrzenie Tomek nawet na nią nie zerknął. Pobiegł pomagać mamie odebrać bagaż, potem wskazać automat z wodą.
Miała wrażenie, że jest totalnie zbędna, jak duch nie do zauważenia.
– Kochanie, no co cię tak zżera? Naprawdę nie jesteś traktowana jak piąte koło. Nie wymyślaj. Po prostu mama pierwszy raz w życiu w obcym kraju i sama wiesz, jak się stresowała lotem
To po co ona w ogóle z nami leciała? pomyślała Ania, ale pogryzła się w język.
I zaraz sama usłyszała w głowie ten głosik matki: Dla starszych trzeba być wyrozumiałym, pomagać, nie myśleć tylko o sobie.
W końcu, trochę racji w tym było ona jest młoda, zdrowa, nie potrzebuje, żeby każdy się wokół niej kręcił.
A mama Tomka przeżyła lot jak koszmar, i fajnie, że syn się nią zajął.
Ale Ania wtedy jeszcze nie miała pojęcia, że to dopiero rozgrzewka.
Bo już następnego wieczoru, Halina cała dumna, prawie że z trąbami i fanfarami przeniosła się do ich pokoju.



