Wiesz, tak same z córką to trochę strach podróżować, co tu dużo mówić… Dwie kobiety, języka nie znamy, jak coś się wydarzy… machnęła ręką przyszła teściowa. A z wami dwojgiem, to już inna sprawa. Raźniej, a jakby co, to będziemy blisko.
O, Zuzanna jeszcze nie miała pojęcia, jak bardzo “blisko” przyjdzie im być.
Westchnęła ciężko. Ależ to przykre…
Plany na wspólny urlop z Pawłem, Wiktorią i Krzysztofem snuli od pół roku.
Brat przyszłego męża i jego żona byli idealnymi kompanami na wakacje czy w knajpę, czy w leśne ostępy, czy nawet na koniec świata, tak dobrze się dogadywali. Ich wyobrażenia o wypoczynku zgrywały się niemal jak puzzle.
Dwa razy w zeszłym roku już razem byli i zawsze wracali zadowoleni.
A tu nagle…
Nie przyszłoby Zuzannie do głowy mieć żal do Wiktorii, że zachorowała. To nie jej wina.
Ale pożalić się przecież może, czyż nie?
No co zrobić… westchnął Krzysztof. Same będziecie łazić po ruinach. My zostajemy.
Rozczarowany był, że urlopowe plany splajtowały, ale wiadomo chorej żony nie zostawia się dla rozrywki.
Mało kto by tego od niego oczekiwał.
Trochę żal złotówek za wycieczkę nie da się już odzyskać całej kwoty. I w ogóle szkoda planów.
Wieczorem odwiedziła ich mama Pawła i Krzysztofa Pani Genowefa.
Te wizyty nie były niczym nadzwyczajnym, bo Paweł z matką żył dość blisko.
W sumie Pani Genowefa była całkiem w porządku czasem wprawdzie próbowała pouczać Zuzannę, jak to typowa polska teściowa, ale nie aż tak dotkliwie, jak matki koleżanek.
Sądząc po ich opowieściach, Zuzanna trafiła na najłagodniejszy wariant.
Owszem Pani Genowefa wpadała z wizytą częściej niż raz w tygodniu, raczej cztery, ale z rzadka nachodziła ją chęć, by dawać nauki młodej narzeczonej.
Część rad faktycznie się Zuzannie przydała, więc nie uważała przyszłej teściowej za zło wcielone.
Dlatego na propozycję spędzenia urlopu razem zareagowała bez uprzedzeń.
Pani Genowefa chciała zabrać młodszą córkę Marię, odkupić vouchery od Krzysztofa i Wiktorii i ruszyć z synem najstarszym oraz jego narzeczoną do Egiptu, by ogrzać sobie stare kości i przywieźć nowe wspomnienia.
Same z Marią to się boję, sama rozumiesz dwie kobiety, języka nie znamy, różnie bywa… machnęła ręką Genowefa. A z wami to już inaczej.
Będziemy razem, w razie czego.
Zuzanna nie podejrzewała, jak bardzo “razem” to będzie.
Gdyby wiedziała w życiu nie zgodziłaby się lecieć na urlop z przyszłą teściową i jej córką.
A jednak… może lepiej, że prawdziwe oblicze i przyszłych krewnych, i narzeczonego zobaczyła na urlopie, nie po ślubie mniej papierkowej roboty przy ewentualnym rozstaniu.
Można rzec, wyszła z tego bez poważniejszych strat.
Koleżanki nie szczędziły jej uwag kto normalny jedzie z teściową na urlop?
Zadręczy cię, będzie rządzić tobą i synem, a jeszcze i Marię każe zabawiać.
Na dowód, że Maria ma już 19 lat, jest dorosła i na animacje rodzinne nie liczy, machały rękami. Poza tym na co dzień Zuzanna z Marią nie rozmawiała prawie wcale zamieniały dwa słowa przy stole, prosiły o sól lub cukier.
Mało prawdopodobne, by na urlopie to się zmieniło.
Co do Pani Genowefy, wiadomo trzeba będzie trochę zorganizować wypoczynek, patrząc na starszą panią, ale dwa tygodnie można wytrzymać.
A nawet jeśli coś pójdzie nie tak potem już z czystym sumieniem odmówi kolejnym wspólnym wczasom. Bo przecież grzeczność wymaga, by przynajmniej spróbować.
Zresztą koleżanki nie znały Pani Genowefy, tylko swoje teściowe istny konkurs zrzęd i jędz.
Same mówiły, że Zuzanna ma szczęście do przyszłej rodziny, a teraz nagle zmieniały zdanie i namawiały, żeby jak najszybciej wycofać się z wyjazdu.
Ale skoro Genowefa już szczęśliwa, a Paweł dumny, że mamę do Egiptu zabiera jak się wycofać?
Pierwszy znak ostrzegawczy pojawił się już w samolocie.
Maria zajęła miejsce przy oknie, nikt nie miał nic przeciw temu.
Zuzanna, przyzwyczajona do latania w interesach, nie zwracała uwagi na widok za szybą była jej obojętna.
Paweł nawet nie spojrzał w okno zamówił film.
Zuzanna sama zwykle wybierała fotel przy przejściu, by już nie skakać przez śpiących do toalety.
Po drugiej stronie przejścia siedziała Pani Genowefa, wyraźnie zdenerwowana, a gdy samolot wpadł w turbulencje, ledwo powstrzymywała łzy.
Nie mogła więc Zuzanna odmówić zamiany miejsc, skoro przy synu było jej spokojniej.
A później… gdy “powietrzne górki” minęły, nikt jakoś nie miał ochoty wrócić na poprzednie miejsce.
Mało tego Pani Genowefa ze sztucznym zainteresowaniem oglądała razem z Pawłem film, potem nawet zasnęła, opierając głowę na jego ramieniu.
Nie rób scen mówiła sobie w duchu Zuzanna po takim strachu też byś nie myślała o zamianie miejsc.
A jednak cichy głosik przypominał, że zasypia się niekoniecznie akurat wtedy, gdy stewardesy zaczynają roznosić kanapki.
Poza tym Pani Genowefa mogła zamienić się z Marią, skoro dziewczyna już od dawna zasłoniła okno i siedziała cicho, oglądając film.
Na widok tej sielanki rodzinnej z każdą chwilą narastało w Zuzannie uczucie irytacji, które jeszcze wzmogło się po przylocie.
Paweł nie spojrzał na nią nawet, najpierw biegł pomóc matce z bagażem, potem szukał automatu z wodą.
Czuła się jak zbędny duch o niej można było zapomnieć.
Kochana, jaki masz problem? To nie tak, że jesteś niepotrzebna Paweł próbował załagodzić konflikt. Mama pierwszy raz za granicą, poza tym sama widziałaś, jak przeżywała lot…
Odpowiedź to po co leci z nami? Zuzanna połknęła.
Sumienie w głowie szeptało, że jest młoda, zdrowa, nie trzeba się nad nią litować, a matka Pawła przeżyła ciężki lot, więc Paweł, jak kochający syn, chciał jej ulżyć.
Nic się nie stało Zuzannie od tego, że mąż zanosił matce walizki i pytał, czy czegoś nie trzeba.
Tylko że Zuzanna nie wiedziała, iż to, co wydarzyło się w samolocie i na lotnisku, to dopiero początek.
Bo już następnego wieczoru przyszła teściowa, niemalże z werblami, przeniosła się z bagażami do ich pokoju.



