– Przyjedziemy do ciebie na trochę, bo nie stać nas na własne mieszkanie! – usłyszałam od przyjaciół…

Zostaniemy u ciebie przez jakiś czas, bo nie mamy teraz środków na wynajem własnego mieszkania! powiedziała do mnie moja przyjaciółka.

Jestem osobą bardzo energiczną. Chociaż mam 65 lat, wciąż udaje mi się zwiedzać przeróżne miejsca i spotykać się z niezwykle interesującymi ludźmi. Z nostalgią i lekkim rozrzewnieniem wracam myślami do czasów mojej młodości. Wtedy można było spędzać wakacje, gdzie tylko się chciało! Kto chciał, jechał nad Bałtyk. Ktoś inny wybierał pod namiot z przyjaciółmi nad jeziora Mazurskie. Można było wybrać się w rejs Wisłą albo Odrą. I to wszystko kosztowało tak niewiele złotych.

Te czasy jednak już dawno przeminęły.

Od zawsze uwielbiałam poznawać nowych ludzi. Na plaży, w teatrze, nawet w kolejce do sklepu znajdowałam okazję do rozmowy. Wielu z tych znajomych zostało przyjaciółmi na wiele lat.

Kilka lat temu w pensjonacie pod Gdańskiem poznałam kobietę o typowo polskim imieniu Alina. Spędzałyśmy razem czas podczas wakacji i szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Po powrocie jeszcze długo utrzymywałyśmy kontakt listy, kartki na święta, czasem długa rozmowa telefoniczna.

Jednak pewnego dnia dostałam telegram. Żadnych podpisów tylko: O trzeciej w nocy będę na dworcu. Czekaj na mnie!. Zupełnie nie rozumiałam, kto mógł coś takiego wysłać. Oczywiście nigdzie z mężem się nie wybieraliśmy. Ale o czwartej rano ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam i oniemiałam ze zdziwienia. Przed progiem stała Alina, dwie nastoletnie dziewczyny, starsza pani i mężczyzna, a obok nich piętrzyła się masa walizek i toreb. Zarówno mój mąż, jak i ja nie mogliśmy wyjść ze zdumienia. W końcu jednak wpuściliśmy ich do mieszkania. Alina od razu powiedziała:

Dlaczego po nas nie wyszłaś? Przecież wysłałam telegram! Poza tym taksówka to wydatek!
Przepraszam, ale nie wiedziałam, kto to napisał!
Ale przecież mam twój adres. No to jestem!
Myślałam, że nasze kontakty skończą się na listach i życzeniach świątecznych!

Wtedy Alina wyjaśniła mi, że jedna z dziewczynek właśnie ukończyła liceum i zaczyna studia w Warszawie. Cała rodzina przyjechała ją wspierać.

Zamieszkamy u ciebie! Nie mamy pieniędzy na wynajem! Przecież mieszkacie tak blisko centrum!

Byłam w szoku. Przecież nawet nie jesteśmy rodziną! Dlaczego mielibyśmy ich gościć w naszym mieszkaniu? Musiałam ich karmić trzy razy dziennie. Przynosili trochę zakupów, ale nigdy sami niczego nie przygotowali. Wszystko było na mojej głowie.

Po trzech dniach nie wytrzymałam i poprosiłam Alinę i jej rodzinę, żeby się wynieśli. Zupełnie nie przejmowało mnie, dokąd pójdą. Rozgorzała ogromna awantura. Alina zaczęła tłuc talerze i wpadać w histerię.

Byłam zdruzgotana jej zachowaniem. Kiedy wyszli, zorientowałam się, że zniknął mój szlafrok, kilka ręczników i o dziwo nawet duży garnek z kapustą. Do dziś nie mam pojęcia, jak go wynieśli. Po prostu go nie było!

Tak właśnie zakończyła się nasza znajomość. Całe szczęście! Od tej pory o Alinie więcej nie słyszałam i nie widziałam jej nigdy więcej. Teraz dużo ostrożniej zawieram nowe znajomości.

Rate article
Fajna Tajna
– Przyjedziemy do ciebie na trochę, bo nie stać nas na własne mieszkanie! – usłyszałam od przyjaciół…