W zeszłym roku zadzwoniła do mnie dawna koleżanka, z którą przez całe liceum dzieliłam wiele wspólnych chwil aż do jej ślubu i przeprowadzki do innego miasta. Zwróciła się do mnie z prośbą: czy mogłabym przyjąć na tydzień jej najbliższych przyjaciół w swoim domu? Zaplanowali relaks nad morzem, właśnie w naszej miejscowości. Szczerze mówiąc, było mi głupio odmówić, więc zgodziłam się, choć uprzedziłam:
Sezon jest w pełni, nie mogę dać im pokoju za darmo. Ale z drugiej strony nie czuję się komfortowo pobierać pieniądze od twoich znajomych.
Na to usłyszałam: Spokojnie, zapłacą. Pieniędzy im nie brakuje, tylko boją się, żeby nie trafić na oszustów, którzy biorą zaliczkę, a potem nie wpuszczają gości albo wyrzucają ich w połowie wakacji.
No i dałam się złapać. Gdybyśmy wtedy mogły przewidzieć, ile mnie te wakacje będą kosztować, na pewno bym się nie zgodziła.
Czułam lekki dyskomfort, więc zaproponowałam sporą zniżkę dostali pokój za połowę ceny.
W dniu przyjazdu zamiast zapowiedzianej rodziny pojawiła się nastolatka, Zuzanna, z dziesięcioletnim bratem, Filipem. Było ciężko byli to jej przyjaciele, ale w pokoju trzyosobowym nie czuli się najlepiej.
Spotkanie przebiegło miło. Ugotowałam dla nich smaczny obiad, potem oprowadziłam po Sopocie i wskazałam popularne miejsca. Życzyłam im udanego pobytu i wróciłam do swoich zajęć.
Na drugi dzień syn gości strzelił pistoletem z wodą w włączony telewizor. Rodzice byli w pokoju, ale mały dowcipniś nie miał zahamowań. Para przeprosiła i obiecała pokryć koszt naprawy telewizor oczywiście się zepsuł i czeka na serwis. Podarowałam im drugi z sąsiedniego pokoju. Pomyślałam: Co będą robić wieczorem?
Później nastolatka Zuzanna spaliła czajnik, zapominając nalać do niego wodę.
Gdy zaczęli przerabiać wystrój pokoju (za mały dla nich), złamały się dwa nogi: jedna od szafki nocnej, druga od stołu. Dla nich to była tylko zabawna sytuacja Hehe, masz tu sporo mebli! Przykleimy nogę taśmą, będzie dobrze. A pod szafkę wstawimy coś. Przestań się martwić.
Kulminacją była głośna impreza do drugiej w nocy z wrzaskami i odgłosami pijanych rozmów. Gdy poprosiłam o ściszenie muzyki o jedenastej, usłyszałam: Wyluzuj, za te pieniądze! Faktycznie, dźwięki ucichły, ale dopiero po mojej drugiej interwencji.
Nie miało sensu rozmawiać z pijanymi, więc postanowiłam przeczekać. Następnego dnia odbyłam poważną rozmowę z parą, wyjaśniając, że takie zachowanie jest nie do zaakceptowania. Nie są jedynymi gośćmi. Poprosiłam też o ostrożność przy sprzętach gospodarstwa domowego.
Znajomi wzruszyli ramionami: Przecież zapłaciliśmy. Wkurzyłam się: Dziękuję, że przyjechaliście jako przyjaciele przyjaciół inaczej nie byłoby was tutaj!
Po moich słowach łaskawie zmienili zachowanie, nic więcej się nie zepsuło. Niestety, na tym zakończyła się nasza przyjaźń.
Od tamtej pory przestaliśmy się ze sobą odzywać. To nie przeszkodziło im jednak zabrać ze sobą prezenty i pamiątki, które przygotowałam dla nich oraz dla naszej wspólnej koleżanki. Zniknęły też z pokoju dwa duże ręczniki kąpielowe i jeden bawełniany prześcieradło.
Muszę przyznać, że to byli najlepsi przyjaciele mojej dawnej koleżanki. Opisywała ich jako sympatycznych i dobrze wychowanych ludzi. Gdyby naprawdę tacy byli, mogliby gościć u nas co roku.
Tak miało być. Koleżanka długo milczała, ale któregoś dnia przy okazji rozmowy przyznała: Mówili, że cały czas się do nich czepiałam i psułam atmosferę. I to mimo że zapłacili dużo pieniędzy!
Przykro mi, ale za te złote, które dali, nie kupiłabym nowego telewizora, czajnika, stołu, szafki, pościeli i ręczników. Do tego dochodzi stres i niezadowolenie innych gości. To też psuje opinię a w przyszłym roku turyści mogą wybrać inne miejsce.
Ale przynajmniej zdobyłam cenną lekcję. Teraz wiem czasem lepiej po prostu powiedzieć nie.



