PRZYCZEPA
Kacper jest już zmęczony imprezami, przelotnymi znajomościami i niekończącymi się randkami.
Gdy poznaje prostolinijną, pogodną i inteligentną Jagodę, od razu czuje, że to coś więcej.
Spotykają się w kawiarni, słuchają ulicznych muzyków, rozmawiają o jego sukcesach zawodowych i o jej miłości do współczesnej poezji.
Kiedy okazuje się, że oboje wolą sałatkę jarzynową z jabłkami, wiedzą czas przejść na wyższy poziom.
Decydują, że dalszy ciąg znajomości odbędzie się w mieszkaniu Jagody, gdzie zaprasza go na kolację.
Kacper wybiera najlepszą koszulę, goli się, uczy się kilku dziwnych wierszy ulubionych poetów Jagody, kupuje kwiaty i butelkę wina.
Idzie pełen ekscytacji i pewności siebie.
Wie, że wieczór zapowiada się ciekawie.
Jego pewność siebie mógłby mu pozazdrościć każdy kot podchodzący do miski piętnaście razy dziennie.
Wszystko ma zaplanowane co do szczegółu, wszystko wydaje się przewidywalne poza krótką frazą: Dobry wieczór, mam na imię Szymon.
Mama w łazience, proszę wejść.
Kacper zastyga.
Patrzy na niego twarz kwadratowa, dorosło-dziecięca.
Właściciel tej twarzy wyciąga w jego stronę dłoń, która z łatwością mogłaby objąć całą głowę Kacpra.
Najpierw Kacper myśli, że pomylił mieszkania, ale kiedy Szymon głośno i zabawnie kicha, zatykając nos palcami dokładnie jak robiła to Jagoda nie ma już wątpliwości, że nie pomylił drzwi.
Nastrój Kacpra błyskawicznie leci w dół, wino zaczyna cierpnąć, a kwiaty więdnąć.
Wchodzi do środka i wzdycha, widząc buty Szymona.
Mógłby je założyć na swoje eleganckie półbuty i nadal byłyby na niego za duże.
Sama Jagoda sięga synowi ledwie do pasa.
Kacper nagle pomyślał, że szkoda, że kobiety nie potrafią tak zrobić ze złotem dajesz jej pierścionek, a po dziesięciu latach masz obrączkę.
Niezły interes.
Z zamyśleniem idzie do kuchni, gdzie już nakryty jest stół, a Szymek zmienia firanki bez użycia stołka.
Pięć minut i wychodzę!
dobiega z łazienki.
Po pięciu razy pięciu minutach drzwi wreszcie się otwierają i Jagoda wychodzi z łazienki w wieczorowej sukience i z twarzą rozświetloną makijażem.
Widząc minę Kacpra, od razu rozumie o co chodzi, złość znika, a z nią cały romantyczny nastrój.
Bez słowa nakłada jedzenie sobie i gościowi, sama nalewa wino i, nie czekając na Kacpra, zaczyna jeść.
Czemu nie powiedziałaś, że masz dziecko?
wydusza z siebie Kacper, czując się oszukany.
Przestraszyłeś się przyczepy?
uśmiecha się smutno Jagoda.
To nie przyczepa, to cały skład wagonów.
Wielki, prawda?
Po ojcu.
Pochodzi z jakiejś zapomnianej podlaskiej wsi.
Jeszcze wyższy od Szymka.
Chodził z gołymi rękami na dziki.
A gdzie on teraz?
Kacper połyka ślinę.
W trasie.
Występuje z dzikiem na scenie.
Zostawił nas dla wielkiej kariery.
Pisze czasem listy, ale jego pismo przypomina bazgroły dzika.
Ten przynajmniej ma więcej sumienia.
Ile on ma lat?
Kacper wskazuje głową w stronę Szymona.
Czternaście, niedawno odebrał dowód.
Siłą?
Bardzo śmieszne.
Dalej jedzą w ciszy.
Rozmowa nie klei się wcale.
Można jeszcze kawałek mięsa?
pyta Kacper, podając talerz.
Smakuje?
Szczerze?
Nie jadłem nigdy lepszego.
Co to?
Łoś.
Mięso przyrządza Szymek.
To talent.
Po ojcu.
Razem z jakąś starą książką kucharską, zestawem noży, wędką, pontonem i innymi dziadostwami, które nam oddał.
Ponton?
Kacper przełyka ślinę.
Tak, leży w piwnicy.
Czasem tam bywa.
Szymek to zapalony wędkarz.
W tym momencie komórka Jagody zaczyna wibrować i kobieta tłumacząc się, wychodzi do pokoju.
Kacper myśli tylko o tym, by się już zbierać.
Nie ma tu po co siedzieć.
Słuchaj, Kacper, mam sprawę Jagoda wraca, wyraźnie zestresowana.
W pracy awaria.
Mógłbyś z Szymkiem zostać na dwie godziny?
Ja?
Z Szymkiem?
Po co?
On niepełnoletni, różnie bywa.
Wiesz, jacy ludzie chodzą po mieszkaniach
Boisz się, że ktoś go podprowadzi spod nosa?
Dobra, powiem wprost zapłacę ci za stracony wieczór i usługę opiekunki.
Później już więcej nie zadzwonię, pasuje?
I co mam z nim zrobić?
Nie wiem, pogadajcie o waszych męskich sprawach.
Lecę!
Nie zdąża zaprotestować, Jagoda już zniknęła za drzwiami klatki.
Kacper siedzi w kuchni, zjada do końca mięso i dopija resztę wina, podczas gdy Jagoda długo nie wraca.
Podchodząc do drzwi Szymka, słyszy znajome dźwięki.
Niemożliwe, myśli Kacper i puka.
Otwarta.
Ostrożnie wchodzi do pokoju.
Pierwsze, co rzuca mu się w oczy, to wielka drewniana tarcza z powbijanymi nożami i strzałami.
W ścianie nie ma ani jednej dziury celuje zawsze idealnie.
Na biurku gramofon, z którego cicho leci Iron Maiden ukochany zespół Kacpra.
Sam Szymek siedzi w kącie i przygotowuje sprzęt wędkarski.
Kacper ogląda resztę pokoju na szafie stoją puchary, z sufitu zwisa gruszka bokserska, przy telewizorze leży nowiutka konsola.
Niezłą masz tu miejscówę gwizdnął Kacper.
O takim pokoju sam zawsze marzył.
Latem pracuję odpowiada Szymek.
Kacprowi robi się głupio.
Już wyobrażał sobie, jak Jagoda szuka worka bez dna na potrzeby syna, a ten całkiem sam się ogarnia.
Masz może ładowarkę do telefonu?
pyta Kacper, pokazując swój aparat.
Tam, koło kolejki wskazuje ręką Szymek.
Koło…
kolejki?
Kacper ledwo wierzy własnym uszom, a gdy się obraca, widzi imponującą makietę kolejową i aż zabiera mu dech.
Sam to zrobiłeś?
Kacper pyta cicho.
Tak, kupuję części powoli.
Chcę zrobić drugi poziom i parę mostów.
Ostatnio przyszła paczka z nowymi torami, ale nie miałem czasu ich złożyć.
Kacprowi robi się ciepło na sercu i głowie.
Mogę zrobić rundkę?
pyta Szymka.
Jasne, sekundka Szymek odkłada sprzęt i podchodzi jednym krokiem.
***
Jagoda wraca godzinę później.
Jest pewna, że Kacper już uciekł, więc zagląda do pokoju syna.
Zastaje dwóch facetów, którzy skręcają kolejkę.
Z pierwszego wejrzenia trudno poznać, który starszy.
Kacper, czas do domu woła cicho Jagoda.
No maaaa Oj!
Kacper zrywa się z podłogi.
Która godzina?
Za dziesięć wpół do jedenastej ziewa zmęczona Jagoda.
Jutro rano znowu likwiduję awarię, więc muszę się wyspać.
Odprowadza Kacpra do drzwi, całuje w policzek i wciska mu pieniądze na dłoń.
Od kobiet nie biorę pieniędzy krzywi się Kacper.
W porządku.
Dzięki za opiekę nad moją przyczepą.
Kacper uśmiecha się krótko i wychodzi.
***
Cześć, wiesz, chciałbym jeszcze raz wpaść w gości dzwoni po paru dniach Kacper.
Wiesz, mam teraz zawalony czas w pracy nie mam głowy do związków.
Wiecznie zajęta, a ostatnie spotkanie…
A do Szymka mogę wpaść?
Do Szymka?
pyta zdziwiona Jagoda.
Tak.
Może trzeba z nim posiedzieć, przypilnować młodego?
Sama nie wiem Spytam go.
Już do niego napisałem.
Nie ma nic przeciwko.
Mam nową grę na jego konsolę.
Posiedzimy cicho, a ty na spokojnie zajmiesz się swoimi sprawami.
No dobrze, wpadaj wieczorem.
Tego samego wieczoru Kacper pojawia się jakby odmieniony żadnej koszuli, perfum, wina i uwodzicielskiego spojrzenia.
Zwykła czarna koszulka z zespołem, na ramieniu plecak z chipsami i colą, a na twarzy szeroki, chłopięcy uśmiech.
Tylko bądźcie cicho, zaraz mam dwugodzinną wideorozmowę Jagoda wita go w szlafroku, z maseczką na twarzy i wonią cebulowej pasty na ustach.
Kacper kiwa głową i znika w pokoju Szymka.
Wieczorem Jagoda z trudem rozdziela Kacpra i Szymka, którzy kłócą się o filmy Pasikowskiego i Guya Ritchiego.
Każdy zapalczywie broni swego, zapowiadając bitwę sześciogodzinny maraton filmowy, ale Jagoda przekonuje ich, że obaj mają kiepski gust i wyrzuca Kacpra do przedpokoju.
W sobotę nie zapomnij zanęty!
woła Szymek z pokoju.
Jakiej zanęty?
Jagoda patrzy podejrzliwie na Kacpra.
Idziemy na szczupaka.
Mówiłem Szymkowi o jednym sklepie z superzanętą.
Tak się cieszę, nie byłem na rybach od wieków!
No, widzę, zostaliście kumplami.
A ze mną nie chcesz spędzać czasu?
Możesz iść z nami, zrobisz kanapki.
Jasne, nic lepszego do roboty.
Idźcie na wasze ryby uśmiecha się Jagoda, wyganiając Kacpra.
Przynajmniej dzieciak ma zajęcie.
***
Mija miesiąc.
Jagoda jest pochłonięta pracą i nie ma siły nawet myśleć o romansach.
Za to Kacper i Szymek spędzają czas bardzo produktywnie: kończą budowę kolejki, jeżdżą po raki, nastawiają domowy kwas wedle starego rodzinnego przepisu Szymka, odziedziczonego po dziadku.
Szymek uczy Kacpra orientacji w terenie, a Kacper wtajemnicza chłopaka w podstawy flirtu i pomaga mu zaprosić dziewczynę z równoległej klasy na randkę.
Wszystko odbywa się spokojnie, aż pewnego wieczora ktoś wali do drzwi tak mocno, że z sufitu lecą lampy.
Jagoda otwiera i od razu czuje zapach dzika.
W progu stoi jej były mąż i ojciec Szymka.
Zrozumiałem wszystko mówi, klękając.
Nawet teraz jest wyższy od Jagody.
Z Potapem mamy dość, chcemy spokojnego życia rodzinnego.
Mam odłożone złotówki, zabieram was z Szymkiem na wieś.
Odpoczniesz, rzucisz robotę.
Z synem będziemy łowić ryby i chodzić na polowania.
Hahaha!
No, masz poczucie humoru.
Dziesięć lat minęło, a ty się obudziłeś.
Twój dzik też wraca do rodziny?
Nie On podpisał kontrakt z wytwórnią filmową bez mojej wiedzy mruczy facet.
Czyli cię zwyczajnie wystawił Jagoda krzyżuje ramiona.
Nieważne!
Najważniejsze, że jestem gotowy
Nie kończy zdania, bo w przedpokoju pojawia się Kacper w koszulce Jagody.
Jagoda, zabrałem twoją koszulkę, bo swoją pobrudziłem, jak z Szymkiem malowaliśmy parowo…
Czy w tym domu ktoś umie dokończyć zdanie?
pyta Jagoda, patrząc po mężczyznach.
Kto to?
burczy facet, wymierzając pięść w Kacpra.
To Jagoda blednie, nie wie, co zrobić.
W tym momencie wylatuje Szymek i zaskakującym chwytem przydusza ojca do ściany.
To przyczepa!
syczy.
Szymek!
Synku!
To ja, tata!
Jaka przyczepa?!
sapię facet, wykręcony.
Zwykła przyczepa, która nam z mamą pomaga wywozić to wszystko, co zostawiłeś.
Przecież nic wam nie zostawiłem mówi facet i sam rozumie sens własnych słów.
Kacper i Jagoda kulą się razem w kącie, patrząc na gigantów.
Dobra, dobra, pas!
stęka ojciec, aż Szymek luzuje uścisk.
No, dobrze sobie radzisz.
Jesteś cały we mnie.
Chodźmy jutro na dzika, pogadamy o straconym czasie.
Może coś się jeszcze uda odbudować.
Jestem ojcem, nie byle kto patrzy w oczy byłej żonie.
Jagoda gubi się w myślach.
Przerzuca wzrok z byłego na Kacpra, nie wie, co zrobić.
Rozumiem kiwa głową Kacper i zbiera się do wyjścia.
Wybacz
***
Następnego dnia ojciec i syn wychodzą wcześnie rano.
Szymek wraca późny wieczorem sam.
A gdzie tata?
pyta zdenerwowana Jagoda.
Poszedł odpowiada, zdejmując buty.
Jak to poszedł?
Po prostu odszedł?
Nie całkiem Szymek kręci głową.
Z dzikiem poszedł.
Zapakował do przyczepki i pojechał tresować.
Znalazł sobie nowego towarzysza występów.
Podrzucił mnie do miasta i odjechał.
Boże, ale ja głupia Jagoda łapie się za głowę.
Muszę zadzwonić do Kacpra sięga po telefon.
Nie trzeba, właśnie się z nim żegnałem.
Odwiózł mnie pod same drzwi.
Jutro obiecał wpaść.
Ale przecież telefon zostawiłeś w domu!
Skąd wiedział, gdzie po ciebie przyjechać?
Mówił, że nas śledził.
Chciał się upewnić, że wszystko ze mną i z tobą w porządku.
Tak powiedział?
Tak.
I jeszcze dodał, że tak się do nas przyczepił, że raczej nigdy już się nie odczepiJagoda stała chwilę bez ruchu, ściskając w dłoni telefon.
Spojrzała na Szymka, który z rozbrajającą szczerością ściągał spodnie od dresu i już wciągał na siebie domowe wygodne szorty.
Lubię, gdy jesteśmy sami rzucił przez ramię, jakby wcale nie wydarzyło się nic dziwnego.
Na zewnątrz, za oknem, przejechał tramwaj, uderzając światłami o ściany pokoju.
Jagoda usiadła na kanapie, zatopiona we własnych myślach.
Ileż razy życie próbowało ją zaskoczyć, przepuścić przez rwącą rzekę, a jednak ona zawsze znajdowała brzeg, na którym mogła stanąć pewnie.
W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
Otworzyła ostrożnie, niemal niepewna, kogo zobaczy tym razem.
Zgubiłem szczupaka westchnął Kacper, opierając się o framugę.
Ubrany był w kalosze, spod których wystawały klapki.
Ale znalazłem coś cenniejszego spojrzał jej w oczy z charakterystycznym, zawadiackim półuśmiechem.
Jagoda próbowała się nie roześmiać, ale nie wytrzymała długo.
Szymek wyturlał się z pokoju, niosąc dwa kubki z herbatą.
To co, powtórka kolejki?
rzucił kontrolnie, wodząc wzrokiem po matce i przyjacielu.
Kacper spojrzał pytająco na Jagodę.
Ta tylko machnęła ręką: Już trudno, dzisiaj nie ma awarii.
Wkrótce wszyscy troje siedzieli nad makietą kolejową, podjadając kanapki z serkiem i ogórkiem.
Po domu krążył zapach herbaty, a z radia cicho płynął stary polski rock.
Kolejka śmigała raz za razem przez mosty i tunele, a każdy pociąg miał własny cel podróży.
Może i życie Jagody było jedną wielką trasą z przystankami, z przyczepami, nieprzewidzianymi ładunkami i pasażerami, którzy wskakiwali na pokład niespodziewanie.
Ale tym razem Jagoda poczuła, że wreszcie jedzie w dobrym kierunku.
Może bez rozkładu jazdy, może z bocznymi torami, ale na pewno nie sama.
Pod koniec wieczoru Szymek ziewnął i wycofał się do swojego pokoju.
Jagoda i Kacper zostali jeszcze przez chwilę w półmroku salonu.
Wiesz, chyba wolę być przyczepą niż lokomotywą szepnął nagle Kacper.
Jagoda uśmiechnęła się, patrząc prosto w jego oczy.
A ja pierwszy raz nie mam nic przeciwko temu, by ktoś do mnie dołączył.
Za oknem znów przejechał tramwaj, tym razem jakby zatrąbił na szczęście.
W końcu nie każda historia musi zaczynać się od nowego wagonika.
Czasem wystarczy, że ktoś zdecyduje się zostać na dłuższą trasę i nagle cały pociąg rusza raźniej do przodu.


