Przyczepa – Twój niezawodny towarzysz na polskich drogach

PRZYCZEPA
Kuba miał już dość imprez, przelotnych romansów i niezliczonych randek, więc gdy poznał prostą, radosną i inteligentną Zosię, od razu poczuł, że to ta jedyna.
Poszli razem do kawiarni, posłuchali grających na ulicy muzyków, porozmawiali o jego sukcesach w pracy i o jej miłości do współczesnej poezji, a gdy odkryli, że oboje wolą sałatkę jarzynową z jabłkiem, wiedzieli już, że trzeba pójść krok dalej.
Miejscem rozwoju ich relacji miało być mieszkanie Zosi, która zaprosiła Kubę na kolację.
Jak przystało na ważny wieczór, Kuba ubrał najlepszą koszulę, ogolił się, nauczył się kilku dziwnych wierszy ulubionych poetów Zosi, kupił kwiaty i dobre wino.
Szli na spotkanie pełen optymizmu, przekonany, że wszystko pójdzie świetnie.
Jego pewność siebie mogłaby zaimponować każdemu kotu podchodzącemu do miski piętnaście razy dziennie.
Wieczór nie mógł wyjść inaczej, wszystko miał pod kontrolą…
dopóki nie usłyszał z progu: Dobry wieczór, mam na imię Stasiek.
Mama się kąpie, proszę wejść.
Kuba zamarł w bezruchu.
Patrzyła na niego z góry szeroka, chłopięco-męska twarz.
Chłopak wyciągnął do niego dłoń, wielką jakby mógł nią objąć całą głowę Kuby.
Na początku Kuba pomyślał, że pomylił mieszkania, ale kiedy Stasiek kichnął głośno i zabawnie, zaciskając nos palcami, dokładnie tak jak to robiła Zosia nie miał już wątpliwości, że trafił pod właściwy adres.
Jego nastrój natychmiast poszybował w dół, wino stało się jakieś kwaśne, a kwiaty przywiędły w dłoni.
Kuba wszedł do środka i z przerażeniem spojrzał na buty Staśka mógłby założyć je na swoje eleganckie pantofle i ciągle byłyby za duże.
Sama Zosia sięgała synowi ledwie do pasa.
Kuba pomyślał żartobliwie, że szkoda, iż z obrączkami nie jest tak jak z dziećmi: dajesz kobiecie pierścionek, a po latach masz z tego niemałą pamiątkę niezła inwestycja.
Z zamyślenia wyrwał się, podążając do kuchni, gdzie już był zastawiony stół, a Stasiek bez użycia stołka zmieniał zasłony.
Pięć minut i wychodzę!
doszło z łazienki.
Po pięciu razy pięciu minutach drzwi się w końcu otworzyły i Zosia wyszła lśniąca i zadbana, w wieczorowej sukni i z perfekcyjnym makijażem.
Widząc minę Kuby, od razu zrozumiała, w czym rzecz, i cały romantyczny nastrój gdzieś się ulotnił.
Odstawiła jedzenie na talerz, nalała wino i bez słowa zaczęła jeść.
Czemu nie powiedziałaś, że masz dziecko?
wykrztusił z żalem w głosie Kuba.
Wystraszyłeś się przyczepy?
smutno się uśmiechnęła Zosia.
To nie przyczepa, tylko cały pociąg.
Wielki, prawda?
Wdał się w ojca ten z jakiejś zapadłej podlaskiej wioski, jeszcze wyższy od Staśka, podobno gołymi rękami na dziki chodził
A gd-d-dzie teraz jest?
przełknął ślinę Kuba.
Jeździ z zespołem po kraju, z tym swoim dzikiem.
Zostawił nas dla wielkiej sceny.
Czasem list napisze, chociaż pismo takie, że aż się zastanawiam, czy to nie dzik pisał i to on ma chyba więcej sumienia.
Ile ma lat?
skinął głową Kuba w kierunku Staśka.
Czternaście.
Niedawno odebrał dowód.
Siłą?
Bardzo śmieszne.
Jedli dalej w ciszy, rozmowa zupełnie się nie kleiła.
Można dokładkę mięsa?
wyciągnął talerz Kuba.
Smakuje?
Szczerze, nigdy lepszego nie jadłem.
Co to?
Łosina.
Stasiek sam przygotował.
No proszę, talent!
Po ojcu to ma dostał w spadku przepis, komplet noży, starego pontona i jeszcze kilka gratów.
Pontona?
oblizał usta Kuba.
Tak, stoi w piwnicy.
No, czasami Syn jest zapalonym wędkarzem.
Zosia przeprosiła, gdy zadzwonił telefon i wyszła do pokoju.
Kuba już myślał, że czas się zbierać nie miał tu więcej czego szukać.
Kuba, mam sprawę wróciła Zosia roztrzęsiona.
W pracy była awaria.
Mógłbyś chwilę posiedzieć ze Staśkiem?
Ja?
Po co?
No, póki niepełnoletni, różne mogą być sytuacje, a teraz różni ludzie po mieszkaniach chodzą
Myślisz, że go ktoś przez okno wyniesie?
Dobra, przeszła na poważny ton.
Zapłacę ci za stracony wieczór i za nianię, potem już więcej nigdy nie zadzwonię, okej?
A co mam z nim robić?
Dogadacie się, wy faceci.
Pogadacie o waszych sprawach.
Muszę lecieć!
Zanim Kuba się odezwał, Zosia już wybiegła z mieszkania.
Posiedział chwilę w kuchni, dojadł resztę mięsa, opróżnił lampkę wina i w końcu ruszył do pokoju Staśka.
Za drzwiami rozlegały się znajome dźwięki.
Niemożliwe, pomyślał i zapukał.
Otwórz.
Kuba ostrożnie wsunął się do pokoju dziecięcego.
Jego uwagę przykuła ogromna, drewniana tarcza z wbitymi nożami i grotami strzał.
Na ścianach nie było żadnych dziur; Staś miał idealne oko.
Na biurku grał winylowy gramofon, a z głośnika cicho leciało Lady Pank, który Kuba uwielbiał.
Sam Stasiek siedział w kącie i przewlekał przynęty na ryby.
Kuba rozejrzał się jeszcze na szafie stały puchary, z sufitu zwisał worek treningowy, przy telewizorze leżała nowa konsola.
Nieźle cię mama wyposażyła, zagwizdał Kuba z zazdrością; o takiej jaskini marzył nie tylko jako nastolatek, ale i teraz.
Pracuję latem, odparł Stasiek, przez co Kubie zrobiło się trochę głupio.
Już sobie wyobrażał Zosię szukającą funduszy na swojego syna, a tu się okazuje, że chłopak jest zupełnie samodzielny.
Masz może ładowarkę do telefonu?
spytał Kuba, pokazując rozładowane urządzenie.
Tam, przy kolejce.
Kol-ejce?
zdziwił się Kuba, a gdy zobaczył imponujący model kolejowy z prawdziwego zdarzenia, słów zabrakło.
Sam to złożyłeś?
No.
Zbieram, rozbudowuję, chcę dorobić drugi poziom i kilka mostów.
Ostatnio przyszła paczka z nowymi torami, tylko czasu brak.
Kuba poczuł, jak ogarnia go dziecięcy dreszcz emocji.
Można przejechać kółko?
spytał Stasia.
Jasne, tylko chwilka, chłopak odłożył przynęty i jednym ruchem pokonał pokój.
***
Zosia wróciła po godzinie, przekonana, że Kuba już dawno uciekł.
Weszła do pokoju syna i zastała dwóch chłopaków budujących wspólnie kolejkę.
Z trudem można było rozróżnić, który z nich jest starszy.
Kuba, pora do domu, zawołała cicho.
Mamo Ojej!
zerwał się z podłogi Kuba.
Która godzina?
Wpół do jedenastej, ziewnęła Zosia.
Jutro znów muszę rano do pracy przy awarii, muszę się wyspać.
Odprowadziła Kubę do drzwi, ucałowała w policzek i podała kopertę z banknotami.
Od kobiety pieniędzy nie biorę, spojrzał dumnie Kuba.
Dobrze.
Dzięki za opiekę nad moją przyczepką.
Kuba delikatnie się uśmiechnął i wyszedł.
***
Cześć, chciałbym wpaść jeszcze raz, zadzwonił kilka dni później Kuba.
Teraz mam urwanie głowy w pracy, nie pora na relacje, ciągle jestem zajęta, a po ostatnim spotkaniu
Ale może do Staśka?
Odwiedzić go?
Do Staśka?
zdziwiła się Zosia.
Tak.
Może mu posiedzieć potrzeba, przypilnować?
No, nie wiem Trzeba spytać jego.
Już do niego napisałem.
Nie ma nic przeciwko.
Kupiłem nową grę na jego konsolę, pogadamy spokojnie, Ty będziesz miała czas dla siebie.
No dobrze.
Przyjdź wieczorem.
Wieczorem Kuba przyszedł zupełnie odmieniony: żadnej koszuli, perfum, wina i zalotnych spojrzeń.
Zwykły czarny t-shirt z logo Dżemu, plecak pełen chipsów i napojów gazowanych, a na twarzy szeroki dziecięcy uśmiech.
Tylko bądźcie cicho mam wideokonferencję na dwie godziny, przywitała ich Zosia w domowym szlafroku z nałożoną maseczką i wyraźnym zapachem cebuli wokół.
Kuba skinął głową i wszedł do pokoju Staśka.
Tego wieczoru Zosia ledwo rozdzieliła chłopaków, którzy rozprawiali z zacięciem o filmach Smarzowskiego i Tarantino.
Każdy bronił swojego zdania, gotowi rozstrzygać to całonocnym maratonem filmowym, ale Zosia przekonała ich, że obaj są ofiarami złego gustu i wyekspediowała Kubę do wyjścia.
W sobotę nie zapomnij kupić zanęty!
zawołał Stasiek z pokoju.
Jakiej zanęty?!
spojrzała Zosia na Kubę.
Idziemy na szczupaka.
Mówiłem Staszkowi, że w jednym sklepie jest najlepsza.
Tak się cieszę od lat nie byłem na rybach.
Eee Wy przyjaciele, a ze mną nie chcesz spędzić czasu?
Możesz iść z nami, zawsze dasz nam kanapki!
No, nie mam nic lepszego do roboty Dobrze, idźcie na tę waszą rybkę, zaśmiała się Zosia, wyganiając Kubę.
I tak praca mi wszystko pochłania, choć przynajmniej dziecko ma zajęcie.
***
Minął miesiąc.
Zosia pochłonęła się całkowicie w pracy, o romantyzmie zapominając, ale Kuba i Stasiek wykorzystali ten czas twórczo: rozbudowali kolejkę, pojechali po raki, zrobili domowy kwas według starej rodzinnej receptury Staśka, którą odziedziczył po ojcu.
Stasiek nauczył Kubę orientacji w lesie, a Kuba pokazał chłopakowi pierwszy krok do flirtu, pomagając napisać zaproszenie na randkę koleżance z sąsiedniej klasy.
Wszystko układało się spokojnie, aż pewnego wieczoru do drzwi ktoś zapukał tak mocno, że aż posypało się tynk ze ściany.
Zosia otworzyła i poczuła intensywny zapach dziczyzny.
Na progu stanął jej były mąż i ojciec Staśka.
Wszystko przemyślałem, ukląkł i nawet tak był od niej wyższy o głowę.
Potrzebuję spokojnej rodziny.
Mam oszczędności.
Zabiorę was z powrotem do wsi.
Ty rzucisz pracę.
Z synem wrócimy na ryby i na polowanie.
Ha!
No to zabawny jesteś.
Dziesięć lat minęło i dopiero teraz do ciebie dotarło?
Krzysiek, powie wrócił z tobą dzik do rodziny?
Nie On podpisał za moimi plecami kontrakt z telewizją, zaraz wraca, mruczał były mąż.
Czyli cię zwyczajnie porzucił, skrzyżowała ramiona Zosia.
W każdym razie jestem cały dla was!
Nie dokończył, bo z pokoju wyszedł Kuba w koszulce Zosi.
Zośka, wziąłem twoją koszulkę swoją ubrudziłem przy malowaniu lokomotywy
Czy ktoś w tym domu kiedyś kończy swoją myśl?
jęknęła Zosia, patrząc na mężczyzn po kolei.
Kto to?
były mąż wycelował pięść w głowę Kuby.
To Zosia zgłupiała zupełnie.
Wtedy z pokoju wyleciał Stasiek i wykręcił ojcu dłoń, przygwożdżając do ściany.
Ten zawył z bólu.
To przyczepa!
syknął Stasiek.
Stasiek!
Synu!
To ja, tata!
Jaka przyczepa?
Najzwyklejsza, co nam z mamą pomaga wywieźć cały bagaż, który po nas zostawiłeś.
Ale przecież ja wam nic nie zostawiłem, mruknął mąż i nagle zrozumiał swoje słowa.
Kuba i Zosia stali w kącie, patrząc na całą scenę z osłupieniem.
Dobra, stop, nie ruszaj mnie, jęczał ojciec, aż Stasiek puścił chwyt.
No, jesteś dzielny, wdał się w ojca.
Już na dzika możesz iść, rozmasowywał nadgarstek.
Może pójdziemy jutro na polowanie?
Pogadamy, spróbujemy nadrobić czas W końcu jestem ojcem, tak?
Zosia patrzyła raz na byłego męża, raz na Kubę, nie wiedząc, co powiedzieć.
Tak, rozumiem, skinął głową Kuba i cicho wyszedł.
Przepraszam
***
Następnego dnia rano ojciec i syn wyszli z domu.
Stasiek wrócił dopiero późnym wieczorem sam.
A ojciec?
Zosia była cała w nerwach.
Odjechał, powiedział, zdejmując buty.
Jak to: odjechał?
Tak po prostu?
Nie do końca, pokręcił głową Stasiek.
Z dzikiem odjechał.
Zapakował w przyczepę i pojechał ćwiczyć występy.
Mnie podwiózł do miasta, a potem zniknął.
O matko, jestem taka głupia Zosia złapała się za głowę.
Muszę zadzwonić do Kuby!
Nie musisz.
Właśnie się z nim pożegnałem.
Odprowadził mnie do domu.
Obiecał, że jutro przyjdzie.
Ale ty telefon w domu zostawiłeś!
Jak wiedział, gdzie cię odebrać?
Powiedział, że śledził.
Chciał mieć pewność, że wszystko ze mną i z tobą w porządku.
Serio?
Tak.
I dodał jeszcze, że przyczepił się do nas i już raczej się nie odczepi.
Nie zawsze te życiowe przyczepy okazują się ciężarem.
Czasem to właśnie osoby, których się nie spodziewamy, zostają z nami na dłużej i pomagają nam unieść bagaż doświadczeń, a dzięki nim życie nabiera prawdziwego sensu.

Rate article
Fajna Tajna
Przyczepa – Twój niezawodny towarzysz na polskich drogach